wtorek, 28 grudnia 2010

Całowanie, uśmiech i przytulanie mają „zbawienny” wpływ na nasze zdrowie

Dziś 28 grudnia przypada Międzynarodowy Dzień Pocałunku. Niektórym osobom może się wydawać dziwne ustanowienie takiego dnia, jeszcze inni zaczną się zastanawiać jaki ma to związek z naszym zdrowiem? W tym krótkim artykule postaram się zaspokoić Waszą ciekawość :)


Wiele osób sądzi, że kluczem do idealnego zdrowia jest dieta i aktywność fizyczna. Osoby te mają rację ale tylko w połowie. Prof. Michał Tombak w swoich książkach często podkreśla, że nawet najzdrowsza dieta i najbardziej rygorystyczny wysiłek fizyczny nie dają takich efektów jak uśmiech, optymizm i pogoda ducha. Osoby, które szanują się wzajemnie, nie żywią do nikogo urazy, a każdy ich dzień jest wypełniony uśmiechem są zdrowsze i żyją dłużej. Badania naukowe potwierdzają, że śmiech oddziałuje na wiele narządów ludzkiego ciała i poprawia ich funkcjonowanie. Jeszcze inne badania potwierdzają pro-zdrowotne właściwości przytulania oraz całowania, któremu z racji dzisiejszego dnia poświęcę więcej uwagi.



Otóż okazało się, że zwolennicy pocałunków żyją dłużej. Podczas całowania wzrasta poziom oksytocyny (hormonu odpowiadającego m. In. za ochronę przed depresją). Ponadto BUZIAK stymuluje układ immunologiczny, wzmacniając przy tym odporność. Całując się, chudniemy, spalając około 80 kalorii. Całowanie jest bardzo dobrym lekarstwem na stres i dobry sen.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Świąteczne przepisy św. Hildegardy z Bingen


O życiu i dietetycznych naukach św. Hildegardy z Bingen pisałem już na swojej stronie w artykule: Św. Hildegarda z Bingen - twórczyni chrześcijańskiej medycyny. Dziś chciałbym się z Wami podzielić kilkoma z wielu wspaniałych przepisów, które ta mistyczka po sobie pozostawiła.

DANIA OBIADOWE

1) Zapiekany filet z okonia:
Szpinak liściowy - blanszować i przyprawić solą i kardamonem, pierściennikiem i czosnkiem.
Filety - nałożyć do natłuszczonej foremki. Wypłukać osuszyć i skropić sokiem z cytryny. Następnie posolić i ułożyć na szpinaku.

Następnie całość polewamy sosem beszamelowym i zapiekamy ok. 30 minut przy 180 stopniach.
Przepis na sos beszamelowy: 2 łyżki gładkiej mąki orkiszowej złączyć na patelni z niewielką ilością mleka (200 ml) i rozrabiając, zagotować. Bijać dalej trzepaczką i stopniowo dodawać aż po 10 minutach osiągnie się pożądaną konsystencję. Przyprawić solą, kardamonem, pierściennikiem i gałką muszkatołową. (do sosu według uznania można dodać ser).

Wracamy do filetu. Filet polany sosem można po 15 minutach posypać bułką tartą, dzięki czemu wytworzy się piękna, chrupiąca panierka.


2) Rosół z nóg cielęcych:
Składniki: 1-2 nogi cielęce, woda, 1-1,5 litra osolonej wody, 2-3 marchewki, 1/2 selera, lubczyk ogrodowy, hyzop lekarski, gałka muszkatołowa, świeży szczypiorek.

Podzielone na plastry nogi cielęce krótko blanszować w gotującej wodzie (w celu oczyszczenia - dzięki temu rosół będzie bardziej klarowny). Włożyć nóżki do osolonej wody i zagotować. Dodać pokrojone na kawałki marchewki oraz seler, gotować około półtorej do dwóch godzin na małym ogniu. Dodać sporą ilość lubczyku i hyzopu. Rosół przecedzić i doprawić do smaku gałką muszkatołową. Podawać z kluskami z grysiku albo z dowolnym makaronem (np. muszelkami). Zupę posypać pokrojonym w pierścionki szczypiorkiem.


3) Kluski z grysiku orkiszowego:
Pierwszy sposób: 40 g masła, 60 g grysiku orkiszowego, jajko.
Drugi sposób (bez masła): 1/4 litra mleka, sól, 80 g grysiku orkiszowego, 1-2 jajka, gałka muszkatołowa, galgant.

Pierwszy sposób: masło utrzeć na puszystą masę, mieszać z dodawanymi na zmianę grysikiem i jajkiem, doprawić do smaku i odczekać, aż grysik napęcznieje. Do wrzącej wody włożyć na próbę jedną kluskę, gotować 5 minut na małym ogniu. Kiedy kluska wypłynie na powierzchnię i jest dobra, wkładać kolejno do wody pozostałe kluski i gotować.

Drugi sposób: zagotować mleko, wymieszać z solą i grysikiem, ugotować gęstą papkę i lekko ostudzić. Masę wymieszać z 1-2 jajkami, glagantem i gałką muszkatołową. Do osolonej wody włożyć na próbę jedną kluskę, gotować 5 minut na małym ogniu; jeśli kluska jest dobra, kolejno wkładać do wody pozostałe i gotować, aż wypłyną na wierzch. Kluski podawać w rosole warzywnym lub gotowanym na kościach albo z ulubionym sosem.


4) Kotlety jagnięce z glazurowanymi marchewkami:
Skłądniki: 4 kotlety jagnięce, po 1/2 łyżeczki galgantu, bertramu i mieszanki przyprawowej z kozieradką, sól, 2 żabki czosnku, 3 łyżki oleju słonecznikowego, 2 cebule, 1/4 bulionu drobiowego, łyżka maki orkiszowej, 3 łyżki kwaśnej śmietany, glazurowane marchewki.

Kotlety jagnięce umyć, osuszyć, przyprawić i natrzeć wyciśniętym czosnkiem. Smażyć po 5 minut z każdej strony na rozgrzanym oleju na średnim ogniu. Kotlety wstawić do ciepłego piekarnika. W sosie ze smażenia poddusić posiekaną cebulę. Wlać bulion drobiowy, zagęścić mąką i kwaśną śmietaną. Sos krótko gotować i dodać gorący do kotletów jagnięcych. Przybrać glazurowanymi marchewkami. Do potrawy podawać ryż orkiszowy i zieloną sałatę.


5) Glazurowane marchewki:
Składniki: cebula pokrojona w kostkę, 2 łyżki oleju słonecznikowego, 4-8 marchewek pokrojonych w kostkę, 2 łyżki brązowego cukru, po 1/2 łyżeczki bertramu i mieszanki przyprawowej z kozieradką, 2 filiżanki bulionu drobiowego, świeżo posiekana natka pietruszki.

Cebulę poddusić na rozgrzanym oleju, dodać marchew, cukier i przyprawy. Wlać bulion i dusić pod przykryciem około 20 minut, aż marchew zmięknie, od czasu do czasu zamieszać. Marchew wyjąć, bulion odparować, aż potrawa zgęstnieje, wymieszać z marchwią i posypać posiekaną natką pietruszki.

Uwaga!: w taki sam sposób można przyrządzić kapustę lub pasterniak.


6) Kotlety mielone z rzepy:
Składniki: 500 g obranej rzepy, 2 filiżanki ugotowanego ryżu orkiszowego, po łyżeczce galgantu, bertramu i mieszanki przyprawowej z kozieradką, jajko, sól, 2 łyżki bułki tartej, 3 łyżki oleju słonecznikowego.

Rzepę rozdrobnić siekaczką do warzyw, zagnieść z pozostałymi składnikami, uformować płaskie kotlety i usmażyć na rozgrzanym oleju z obu stron na złoty kolor.


DESERY

1) Ciasteczka z macierzanką:
Składniki: 1 kg mąki orkiszowej, 3 czubate łyżki macierzanki w proszku, 300 g cukru trzcinowego, 300 g masła, 3 jajka, 300 g migdałów, 1-2 torebki proszku do pieczenia, szczypta soli, woda (w razie potrzeby).

Ze wszystkich składników wyrobić gładkie ciasto, rozwałkować na grubość około 3-4 mm i wykroić ciasteczka dowolnych kształtów. Ciasteczka ułożyć na blasze przykrytej papierem do pieczenia i piec około 15 minut w temperaturze 200 stopni C.



2) Ciasteczka maślane:
Ciasto: 500 g mąki orkiszowej, 250 g masła, 200 g cukru brązowego lub trzcinowego, 2 jajka, skórka cytryny, sok z 1/2 cytryny.
Do posypania: 1/2 filiżanki cukru trzcinowego, łyżka cynamonu.

Z mąki, pokrojonego w małe kawałki masła, cukru, jajek, startej skórki cytrynowej, soku cytrynowego zagnieść ciasto i włożyć na 2 godziny do lodówki. Z bryły ciasta odkrawać zawsze tylko taką porcję, jaka może być jednorazowo upieczona. Kawałek ciasta rozwałkować na posypanym mąką blacie na grubość około 4 mm i wykroić ciasteczka; piec 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 10 stopni C. Po upieczeniu posypać cukrem wymieszanym z cynamonem.


3) Ciasto serowo - migdałowe:
Składniki: 1/2 filiżanki pełnoziarnistej mąki orkiszowej, 2 filiżanki prażonych posiekanych migdałów, filiżanka brązowego cukru, 3 łyżki masła, 1 kg twarogu, filiżanka śmietany, 4 jajka.

Mąkę, migdały, masło i pół filiżanki cukru wymieszać za pomocą robota kuchennego na kruche ciasto. Ciasto wyłożyć do posmarowanej tłuszczem tortownicy i lekko ugnieść. piec 10 minut w temperaturze 180 stopni C. Resztę cukru utrzeć z twarogiem i śmietaną. Do masy serowej dodać jajka. Zimną masę serową rozsmarować na cieście i piec 50 minut w temperaturze 180 stopni C. Ciasto udekorować posiekanymi migdałami.


Linki, które warto odwiedzić:

zdrowo.foreo.pl/ - moje FORUM poświęcone tematyce zdrowotnej

zdrowo.za.pl/ - moja strona



Książki z których skorzystałem:

Pregenzer Brigitte, Schmidle Brigitte, Św. Hildegarda z Bingen. Praktyczny poradnik zdrowego życia, Kraków 2007.

Dr Wighard Strehlow, Książka kucharska św. Hildegardy, Warszawa 2009.

Dr Wughard Strehlow, Święta Hildegarda z Bingen. Medycyna na każdy dzień, Kraków 2009.

środa, 15 grudnia 2010

Wywiad z prof. Michałem Tombakiem

Rozmowa z prof. dr hab. Michałem Tombakiem
Tygodnik ANGORA
Rozmawiał Bohdan Gadomski

Wywołał pan liczne kontrowersje swoimi wskazówkami, jak żyć długo i zdrowo (Chodzi o pierwszą książkę Tombaka, bestseller "Jak żyć długo i zdrowo"). Ciekawy jestem, gdzie i jak posiadł pan tę wiedzę, którą w Polsce, stosunkowo niedawno, zaczął się dzielić z ludźmi?

Będąc na studiach wyjechałem z wyprawą naukową na Daleki Wschód, gdzie spotkałem się z mnichami tybetańskimi, których podejście do organizmu człowieka było inne i bardzo interesujące. Dzięki nim poznałem różne tajemnice diagnostyki, które teraz pozwalają mi patrzeć na danego człowieka, na jego wygląd, sposób chodzenia, nawet zdarte buty i określać te dolegliwości, na które cierpi. Przekonałem się, że w organizmie człowieka nie może być chory tylko jeden organ. Coś nas boli i zaczynamy z tym walczyć - ze skutkiem, a nie z przyczyną i z tego powodu ból może przejść do innego miejsca i spowodować zupełnie inną chorobę. Dla mnie nie ma konkretnych chorób w organizmie człowieka. To są odchylenia od normy.


Dlaczego jako przedmiot studiów wybrał pan biologię, a nie medycynę?

Cała moja rodzina była lekarska i ja, będąc dzieckiem, pytałem swoją matkę, lekarkę, dlaczego nie może uleczyć mojego chorego ojca oraz dlaczego sama cierpi na bóle serca i narzeka na bezsenność. Nie znajdując odpowiedzi zrozumiałem, że medycyna posługuje się jedynie lekami, a biologia jest nauką znacznie szerszą, która chce wejść w każdy zakamarek organizmu człowieka. I właśnie dlatego wybrałem biologię, chociaż matka pragnęła, abym poszedł na medycynę.


A obok biologii studiował pan także hipnozę?

Był taki moment, gdy spotkałem się ze znanym hipnotyzerem rosyjskim, Jurijem Szifrinem, który powiedział, że mój sposób podejścia do różnych chorób jest bardzo ciekawy i pokazał mi kilka technik hipnotyzerskich, które okazały się bardzo przydatne. Zauważyłem, że w stanie hipnotycznym organizm wielokrotnie uruchamia procesy obronne - "immunitet". Przecież w każdym człowieku znajdują się leki na trapiące go choroby, z których, niestety, nie jesteśmy w stanie korzystać. Na bazie tego stworzyłem system według którego, na przykład, mogę wyleczyć astmę oskrzelową metoda autohipnozy.

Czyli?...

Człowiek sam siebie wprowadza w stan hipnozy i jakby rozmawiał z własnymi organami. Jest to metoda błyskawiczna i bardzo skuteczna. Później prowadziłem seanse na temat "Tajemnice psychiki człowieka", na których prostym ludziom uświadamiałem możliwości tkwiące w naszym organizmie.


Gdzie więc najdokładniej można zgłębić naturalne metody leczenia?

Mądrości na ten temat zawarte są w książkach. Resztę trzeba obserwować w naturze.


Podane przez pana przepisy na oczyszczanie organizmu były dotychczas nie znane w Polsce i pomijane przez medycynę. A jednak pan je przeforsował i stał się ich głównym propagatorem w Europie. Jak to się panu udało?

Nie znam nikogo, kto stosowałby podobną do mojej metodę oczyszczania organizmu. Kiedy rozmawiam na ten temat z lekarzami, widzę, że boją się stosować tę metodę. A tymczasem, kilkuset ludzi w Polsce zrobiło sobie oczyszczanie organizmu pod moim kierunkiem i czują się znakomicie. To, co wychodzi z wątroby po tym oczyszczeniu, jest wprost przerażające. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jaka ilość kamieni w nim jest, co powoduje zły układ krążenia, stąd tez biorą swoje źródło różne choroby.


Kto więc dla pana jest autorytetem w tej dziedzinie?

Autorytetem jest dla mnie medycyna ludowa, wywodząca się z ludzkiej mądrości i doświadczenia. Jest nim także Hipokrates, który powiedział, że "jeżeli w przyrodzie jest choroba, to w niej można znaleźć na nią lekarstwo". Współczesna medycyna wywodzi się z tej samej tradycji, co przed wojną i trwa około 70 - 80 lat. A tymczasem przepisy ludowe sięgają kilku tysięcy lat.


Główną, filozofią pana głośnej książki "Jak żyć długo i zdrowo" jest życie w rytmie natury. Co to znaczy?


Przyroda lubi tych, którzy żyją według jej praw. W chwili narodzin człowiek jest oblewany zimną wodą, następnie robi wdech, wciąga powietrze. Dotyka go pierwszy promień słońca, a wspiera ziemia. Umierający człowiek żegna się ze światłem słonecznym, przestaje oddychać, schodzi pod ziemię. Dlatego zawsze między narodzinami a śmiercią leży życie, które w pełni zależy od słońca, powietrza, wody i ziemi. Słońce daje nam energię życiową, powietrze zapewnia naszemu organizmowi tlen, woda wypełnia komórki naszego ciała, a ziemia nas karmi. Takie są prawa przyrody. Są one niezmienne i wieczne.


Jak sam pan pisze, "zdrowie, to nie tylko prawidłowe jedzenie", to także...

Prawidłowe oddychanie. Bo bez jedzenia człowiek może żyć miesiąc, a bez powietrza zaledwie kilka minut. Dopóki człowiek nie będzie prawidłowo oddychał, nie będzie można mówić, że jest zdrowy. Dziewięć na dziesięć osób z dziesięciu oddycha nieprawidłowo i chronicznie brakuje im w organizmie tlenu. Z tego powodu człowiek wcześnie zaczyna się starzeć i u niego odzywają się wszelkie choroby.


Co najbardziej niszczy zdrowie człowieka?

jest kilka przyczyn: nieprawidłowe oddychanie, nieprawidłowe jedzenie, nieprawidłowe picie, mało ruchu i brak radosci życia oraz takie emocje jak: zazdrość, podłość, chciwość i gniew. Człowiek wciąż ma jakieś problemy i rozterki, co bardzo skraca mu życie.


Napisał pan, że człowiek jest jak drzewo. Na czym polega to podobieństwo?


Na tym, że fundamentem człowieka jest kręgosłup. Ma on także korzenie, które go utrzymują. Jeżeli co jest nie tak z kręgosłupem, zaczynają nas nękać różne choroby.


To pan nastawia także kręgosłupy?


Oczywiście. Robię to tybetańską metodą.


Z pańskiej książki dowiedziałem się, że większość ludzi przez całe życie "nie sprząta" wnętrza swojego organizmu. Kiedy należy to robić?

Nigdy nie jest za późno, ale im prędzej, tym lepiej. Organizm każdego człowieka posiada 7 systemów oczyszczania ze śluzu, substancji smolistych i innych "brudów", które niszczą nasze zdrowie. Jeżeli jeden lub kilka systemów oczyszczenia nie spełnia swoich funkcji, to wywołuje różne choroby.


Jakie błędy, prowadzące do zniszczenia systemów oczyszczania organizmu popełniają ludzie?

Spożywamy nieodpowiednie płyny, zbyt dużą ilość gotowanych posiłków, dużo białka zwierzęcego - co powoduje ciągłe zatrucia organizmu toksynami i gnicie w układzie pokarmowym. Nieprawidłowe łączenie posiłków obciąża układ trawienny, stąd zwyrodnienie układu pokarmowego, szczególnie jelita grubego. Człowiek nie chce żyć według praw natury, przestał korzystać z dobrodziejstw ziemi, zastępując je smakołykami w ładnych opakowaniach. Przyzwyczaił się do tego, ze wszystko powinno być słodkie, smaczne, gotowane i ciepłe. Dlatego trwa w "rozcieńczonym" stanie. Wraz z "zatrutą" krwią po ciele rozchodzą się choroby, ubywa zdrowia, słabnie serce, obumierają komórki mózgu. Nie pomagają żadne tabletki. Organizm przypomina stojące bagno, które stopniowo człowieka wchłania.


Jakie jest wyjście z tej dramatycznej sytuacji?

Są tylko dwa wyjścia: albo żyć, chorując i czekając na śmierć, albo też zmienić swoje życie tak, żeby być zdrowym.


Czy starość można oddalić?

W ciągu jednej minuty w organizmie rodzi się 6 miliardów komórek i 6 miliardów umiera. Jeżeli człowiek sam sobie nie skróci życia, to może żyć bardzo długo. Człowiek może żyć 150 lat! W Gruzji spotkałem się z parą ludzi, z których jeden miał 160 lat, a drugi 120. Obaj byli szczupli, tańczyli i śpiewali. Nigdy nie jedli tego co jest nieświeże, wszystkie posiłki przyrządzali tylko na jeden raz. Obaj byli ciągle w ruchu i wciąż się uśmiechali. Mieli bardzo pozytywne nastawienie do życia. Bo tak naprawdę człowiek nie ma wieku. Patriarchowie biblijni żyli 950 lat. Nasze nerki, według naukowo stwierdzonego modelu, mogą wytrzymać 1200 lat. A tymczasem, po 35 latach nasze nerki pełne są kamieni, a po 60 latach człowiek już jest do niczego i cały czas walczy ze swoimi chorobami.


Proponuje pan zdrowe życie, a czy sam zawsze był zdrów?

Swego czasu miałem marskość wątroby, do czego doprowadziła mnie matka - lekarka nieodpowiednim odżywianiem. W dzieciństwie miałem częste zaparcia, także kontuzję kręgosłupa i przez dwa lata nie miałem czucia w kończynach dolnych. Lekarze nie dawali mi szans na chodzenie.


Kim korzystniej jest być: mięsożernym czy wegetarianinem?


Według statystyk, wegetarianin jest bardziej wytrzymały od osoby mięsożernej, ale na różne choroby cierpią i jedni, i drudzy. Najlepiej zachowywać umiar we wszystkim. To jeden z podstawowych warunków istnienia człowieka. Jedyną rzeczą, której nie należy ograniczać, to ciągłe się uśmiechać. Im więcej, tym lepiej.


Czy pan osobiście czuje się człowiekiem szczęśliwym?

Każdy szczęście rozumie po swojemu. Według mnie człowiek szczęśliwy powinien mieć w życiu: zdrowie, miłość i pieniądze. Ja mam, i dlatego jestem szczęśliwy.


Ciekawy jestem czy rzeczywiście przestrzega pan sam tego, o czym pisze w swoich książkach?

Tak. Proszę spojrzeć na mnie i na moją żonę. Zastosowaliśmy ten sam system zdrowotny, który wypracowałem. Zauważyłem, że większość ludzi, którzy żyją według mojego systemu, ma o wiele spokojniejszą psychikę. Ci ludzie jedza pięć razy mniej i czują się dziesięć razy lepiej. Waga sama u nich schodzi, bo organizm sam zrzuca zbędne kilogramy. Każdy podany w książce przepis wypróbowałem na samym sobie.


Pana stwierdzenie, że mleko jest niezdrowe dla dorosłego człowieka, wywołało swoistą rewolucję...

Żaden ssak na świecie, oprócz człowieka, będąc dorosłym nie spożywa mleka. Tak to urządziła natura. Krowie mleko, dostając się do żołądka człowieka, pod wpływem kwaśnych soków żołądkowych ścina się, tworząc coś, co przypomina twaróg, który oblepia cząstki innego pokarmu znajdującego się w żołądku. Po co zmieniać swój organizm w fabrykę, "przetwórnię mleka" i kwaśnych produktów mlecznych, tracąc przy tym wiele energii na proces trawienia. Mleko - to cichy zabójca


Co się podoba, a co nie podoba panu w Polakach?

W Polakach jest jedna bardzo pozytywna cecha - poczucie godności, co bardzo mi odpowiada. Nie podoba mi się, preferowana tutaj, tłusta kuchnia.


Zainteresowanie pana działalnością jest ogromne. W Moskwie pod pana domem koczują dzień i noc tłumy. W Polsce jest pan oblegany, gdy tylko pojawi się na Festiwalu Rzeczy Niezwykłych. Dlaczego nie przyjmuje pan pacjentów?

W Polsce nie przyjmuję pacjentów, bo właśnie z tego powodu wyjechałem z Rosji, gdzie doszło do tego, że nie mogłem wejść do własnego domu. Życie takie stało się nie do zniesienia. Całą swoją wiedzę zmieściłem w książce, która dostępna jest dla wszystkich.



Linki, które warto odwiedzić:
zdrowo.foreo.pl/ - moje FORUM poświęcone tematyce zdrowotnej
zdrowo.za.pl/ - moja strona

wtorek, 14 grudnia 2010

Witaminy zimą

Moje spostrzeżenia:

Na wielu portalach internetowych, w wielu publikacjach i czasopismach znajdziecie bardzo dużo rozmaitych informacji dotyczących uzupełniania odpowiedniej dawki witamin w miesiącach zimowych. Niestety na wielu z nich autorzy wypisują (delikatnie mówiąc) głupoty. Jedni twierdzą (o zgrozo), że jedzenie chleba z margaryną dostarczy organizmowi witaminę D zapominając, że wszystkie margaryny oraz wiele gatunków masła są przepełnione chemią (konserwantami), które utrudniają przyswajanie witamin i są podejrzewane i właściwości rakotwórcze. Tak więc jedzenie pieczywa z margaryną może Wam tylko zaszkodzić. Ktoś kto chociaż trochę interesuje się dietetyką i stosuje na sobie różne pro-zdrowotne zasady powinien wiedzieć, że zdrowa kanapka to kanapka z masłem (bez dodatków chemicznych) posmarowanym na razowym pieczywie (najlepiej ze sklepu z żywnością ekologiczną). Na takiej kanapce nie powinno być produktów białkowych (wędlina, ser) ale są one dopuszczalne pod warunkiem, że towarzyszą im warzywa. W tym miejscu pojawia się problem. W wielu miejscach znajdziecie porady zachęcające do jedzenia pomidorów i surowych ogórków w okresie zimy. Nie słuchajcie takich porad. Wszyscy powinni pogodzić się z faktem, że owoce i warzywa spożywa się sezonowo, nie łudźmy się pomidor w miesiącach zimowych przyjeżdża do nas z zagranicy i jest ubogi w witaminy. Właściciele dużych sklepów tak dumni z tego, że dostarczają klientom warzywa i owoce poza sezonem tak naprawdę mydlą wszystkim oczy sprzedając produkty ubogie w składniki odżywcze.


Czy warto w okresie zimowym wspomagać się witaminami z apteki?

Moim zdaniem nie warto. Syntetyczne witaminy są tylko zamiennikami (w dodatku szkodliwymi dla nerek, wątroby i innych narządów) naturalnych witamin występujących obficie w Naturze. Dlaczego ktoś ma się truć chemią skoro może sobie pomóc naturalnymi sposobami? O szkodliwości leków, antybiotyków itp. napisano już bardzo dużo dlatego nie będę się rozwodził na ten temat. Zainteresowanych odsyłam do książek prof. Tombaka, autorytetu w kwestiach zdrowotnych.


Co w takim razie jeść i pić zimą?


Z surowych warzyw oraz owoców w miesiącach zimowych najlepiej jeść te, które rosną w Polsce w dużych ilościach. W mojej codziennej diecie na kanapkach (z razowego pieczywa) króluje cebula, czasem czosnek (zwany antybiotykiem natury) oraz żółty ser i w ciągu dnia jogurty naturalne i kefiry. Codziennie jem jabłka (umyte ze skórką i bogatą w jod komorą nasienną). Mięso spożywam tylko w postaci obiadowej (kurczak, cielęcina, wołowina bez ziemniaków i innych białek). Poza tym moim dostarczycielem witamin jest marchew (zakupiona w dużych ilościach na zimę i składowana w piwnicy). Poza tym wspaniałym źródłem witamin są wszelkiego rodzaju kiszonki, takie jak kiszona kapusta i kiszone ogórki oraz suszone warzywa i owoce. Te ostatnie są bogate w błonnik, odpowiedzialny za regularne wypróżnienia i zabezpieczający nas przed wszelkimi rodzajami raka układu trawiennego (np. raka jelita grubego).

Jak widzicie jest bardzo dużo produktów bogatych w witaminy, które możemy jeść zimą. Poza nimi wielu dietetyków zachęca do picia w ciągu dnia 1-2 dużych łyżek oleju roślinnego lub oliwy z oliwek. Produkty te są bardzo zdrowe i wspomagają przyswajanie witamin. Olej słonecznikowy (i inne) ma korzystny wpływ na skórę i zapobiega jej wysuszaniu. Bardzo dużo ciekawych informacji na temat oleju znajdziecie w książkach prof. Tombaka.

Bardzo zdrowymi i ważnymi produktami niezbędnymi dla naszego zdrowia są wszelkiego rodzaju wody, o których jakiś czas temu napisałem obszerny artykuł pt: Wpływ różnych napojów na zdrowie człowieka . Zimą warto pić duże ilości wody mineralnej, najlepiej wysoko lub średnio mineralizowanej bogatej w magnez i wapno (np. Nałęczowianka, Muszynianka).

Nie zapominajcie, że wspaniałym źródłem wielu cennych witamin są herbaty ziołowe oraz ich „królowa” herbata zielona o której już pisałem w artykule: Zielona herbata

piątek, 3 grudnia 2010

Cynamon


Cynamon jest jedną z najstarszych przypraw znanych człowiekowi. Już w czasach imperium rzymskiego, za panowania cesarza Nerona (54 – 68 n.e.), doceniano jego właściwości jako rośliny przyprawowej i leczniczej. Według św. Hildegardy z Bingen, mistyczki i zielarki z XII wieku, cynamon jest przyprawą wspomagającą krążenie, oczyszczającą drogi oddechowe i poprawiającą samopoczucie. Cynamon powinno się stosować szczególnie w stanach depresyjnych oraz w trakcie dolegliwości nerwowych.

Ta słodka przyprawa, często dodawana do ciast jest sprzedawana pod postacią zwiniętych rurek kory lub drobnego proszku. Cynamon przybył do Europy aż z Madagaskaru oraz Mauritiusu. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że cynamonowiec jest wiecznie zielonym drzewem o żółtych kwiatach i owalnych, jajowatych liściach. Natomiast cynamon, to kora pozyskiwana z młodych pędów tego drzewa.
Cynamon może posłużyć jako aromatyczny dodatek do herbaty. Wystarczy wsypać małą, płaską łyżeczkę do świeżo zaparzonej herbaty, przykryć talerzykiem i odczekać kilka minut, aby delektować się smakiem i aromatem świetnego trunku.


Przepis na PIWO z cynamonem!:
Aby przygotować ten wspaniały napój należy zagrzać w emaliowanym rondelku pół litra jasnego piwa (najlepiej ekologicznego) – nie dopuście do zagotowania się płynu. Następnie dodajemy małą, płaską łyżeczkę cynamonu, kilka drobno potłuczonych goździków oraz szczyptę gałki muszkatołowej. Można dodać także rozkłócone żółtko jaja kurzego. Całość mieszamy i grzejemy przez 2-3 minuty po czym przelewamy do rozgrzanego kufla, aby dłużej utrzymać temperaturę napoju.


Kolejny przepis na grzane PIWO:
Składniki:
- 1 piwo
- 1 żółtko
- 3 goździki
- cynamon do smaku (płaska łyżeczka)

Przygotowanie:
Piwo musimy zagotować z cynamonem i goździkami. Żółtko ucieramy z cukrem i zalewamy gorącym piwem cały czas mieszając.


Jeszcze jeden przepis:
Składniki:
- 1 l jasnego piwa
- 4 łyżki cukru
- kawałek kory cynamonowej

Przygotowanie:
Piwo z cukrem i cynamonem podgrzewać (najle­piej w rondelku z nierdzewnej stali) pod przykry­ciem na małym ogniu. Gdy tylko zacznie wrzeć zdjąć z ognia i rozlać do kamionkowych kufelków.



Bibliografia:
Pregenzer Brigitte, Schmidle Brigitte, Praktyczny poradnik zdrowego życia – św. Hildegarda z Bingen, Kraków 2007.

Biokurier, nr 4/2010, s. 2.

Grzaniec z cynamonem

Grzane piwo

czwartek, 2 grudnia 2010

Food Miles. Ile kilometrów przebyła Twoja żywność?

Żywność zanim trafi na nasz stół, przebywa długą drogę od producenta przez wielu przetwórców i hurtowni, po sklep czy supermarket. My – konsumenci, także mamy swój wkład w Food Miles. Im dłuższa nasza droga do sklepu, tym większe zanieczyszczenie środowiska (pyły i emisja gazów cieplarnianych), hałas, ruch samochodowy…

Transport nie pozostaje bez wpływu na jakość oferowanych produktów. Wiąże się przede wszystkim z utratą świeżości, ale nie tylko. Producenci celowo zbierają owoce i warzywa przed ich pełnią dojrzałości, a przez to z gorszym smakiem, tylko po to by zapewnić im trwałość (nie mylić ze świeżością w trakcie transportu, dłuższy okres przydatności do spożycia oraz dłuższą ekspozycję na półkach sklepowych. Także żywność ekologiczna, traci trochę swej „ekologiczności”, gdy bez potrzeby jest transportowana na dłuższe odległości.

Każdy z nas ma ochotę na egzotyczne owoce, kawę, kakao oraz specjalności innych kultur i innych stref klimatycznych – importu nie unikniemy. Ale czy nie jest przesadą, gdy jakiś kraj importuje jednocześnie dokładnie takie same produkty? A zdarza się to bardzo często…

NASZ WKŁAD W FOOD MILES…

Coraz częściej wybieramy się na zakupy samochodami. Z małych osiedlowych sklepików, do których chodziliśmy piechotą „przerzuciliśmy się” na większe centra handlowe zlokalizowane dalej od domu. Nie najlepsza to zmiana. Efektywniejszy jest transport dużych ilości towaru do sklepu osiedlowego, niż samochodowe zakupy każdego z nas.

Mniejsze środki transportu jak ciężarówki i samoloty są „mniej wydajne” i bardziej przyczyniają się do emisji zanieczyszczeń niż statki i pociągi. Na opakowaniach niestety rzadko znajdziemy informację o metodzie transportu.



Źródło:
Biokurier, nr 4/2010, s. 6.

Popularne artykuły