czwartek, 17 marca 2011

Makary Sieradzki. Opowieść o człowieku, któremu lekarze nie dawali szans na przeżycie.


Poniższy fragment pochodzi z książki Elżbiety Cybulskiej pt.: „Tajemnice niekonwencjonalnej medycyny” (Gdynia 1991, s. 95 – 99):

Makary Sieradzki – urodził się 1 stycznia 1900 roku. Z wykształcenia polonista – bibliotekarz, niemal całe swoje życie przepracował w szkolnictwie warszawskim. W latach 1947 – 1956 przebywał w więzieniach stalinowskich oskarżony o szpiegostwo. Męczące śledztwo, ciężki proces i surowy rygor więzienny sprawiły, że więzienie opuścił z niemal całkowita utratą zdrowia. Lekarze dawali mu zaledwie dwa miesiące życia.

Stało się inaczej. Na przekór medycynie oficjalnej pan Makary do dnia dzisiejszego (a jest II półrocze 1990 roku) cieszy się doskonałym zdrowiem i samopoczuciem, a swoją sprawnością fizyczną może zadziwić wielu młodych. W programie telewizyjnym mogliśmy go nawet podziwiać stojącego na głowie…


Posłuchajmy opowieści pana Sieradzkiego o tym, w jaki sposób odzyskał zdrowie i jak je pielęgnuje.

- Dziewięć lat (mówi Makary Sieradzki) spędziłem w więzieniach stalinowskich. Wyszedłem stamtąd niczym wrak, tak zrujnowany fizycznie, że zaprzyjaźniony lekarz bez ogródek powiedział: zbyt dobrze się znamy, bym miał przed panem ukrywać, że sprawa jest beznadziejna, że trzeba się liczyć w każdej chwili z możliwością następnego ataku, bez szans uratowania życia. Oświadczył mi, że rozedma płuc powodująca zadyszkę jest nieuleczalna, a towarzyszące jej inne choroby, jak: silna nerwica, arytmia, rozszerzone aorty, zaburzenia krążeniowe, zawroty głowy, omdlenia, nieżyt żołądka, nerek i wątroby, reumatyzm, artretyzm, usztywnienie stawów, lumbago, ischias dopełniały listę moich chorób. Nie miałem zamiaru się poddać! Zerwałem całkowicie z medycyną oficjalną i rozpocząłem leczenie na własną rękę sposobami niekonwencjonalnymi, o których słyszałem dużo wcześniej. Już w 1923 roku zetknąłem się ze znanym filozofem, Wincentym Lutosławskim, który propagował higieniczny tryb życia, posty – głodówki i wegetarianizm. Jego książka „Rozwój potęgi woli” poświęcona hatha – jodze stałą się moim przewodnikiem. Po wyjściu z więzienia szukałem ratunku w filozofii Dalekiego Wschodu. Z czasem doszedłem do sformułowania 4 zasad tej medycyny, którymi pragnę się podzielić.

Pierwszą i najważniejszą zasadą jest uświadomienie sobie, że każdy z nas jest akumulatorem nieprzebranych zasobów energii. Cała rzecz polega na tym, aby uzmysłowić sobie ten fakt i zacząć rozbudzać tę energię dla dobra własnego i innych osób. Nasza medycyna oficjalna zdaje się zupełnie nie dostrzegać tej prawdy o człowieku, a przecież wielu wielkich tego świata w swoich dziełach mówi wręcz: „Dla każdego człowieka najważniejszym przedmiotem poznania jest on sam i jego siła duchowa” (tak pouczał Lew Tołstoj). Można tu przytoczyć dużo różnych cytatów. Należy jednak przede wszystkim wiedzieć, że pierwszy krok w wyzwalaniu sił psychicznych polega na uświadomieniu ich sobie i chęci ich wyzwolenia.

Moja druga zasada mówi o tym, że natura jest sama przez się dobroczynna i lecznicza. Jeżeli człowiek „otworzy się” na jej działanie i żyje zgodnie z jej prawami, to ma dużo większą szansę na zdrowe życie. Już Hipokrates powiedział: „Natura jest lekarzem, lekarz sługą natury” i dodawał: „Przede wszystkim nie szkodzić!”. A nie szkodzić, to nie przeszkadzać naturze w jej działaniu na człowieka. Z kolei Ghandi głosił: „Niepotrzebne są lekarstwa, raczej szkodliwe. Choroba to ostrzeżenie natury, że coś jest nie w porządku w naszym organizmie. Pozwólmy więc naturze działać i z tym nieporządkiem sobie poradzić, nie przeszkadzajmy jej wprowadzaniem leków”. Profesor Akademii Medycznej w Poznaniu Antoni Horst w książce „Ekologia człowieka” podaje w wątpliwość w ogóle potrzebę przyjmowania leków.

Ja (Makary Sieradzki) od ponad 43 lat nie wziąłem do ust żadnego lekarstwa. Z tym jest ściśle związana trzecia i czwarta zasada, które brzmią: należy przede wszystkim leczyć człowieka jako całość psychologiczną, a nie choroby i uświadamiać sobie, że każdy człowiek jest najlepszym lekarzem dla siebie. Trzeba jednak umieć słuchać wewnętrznego głosu, intuicji i być posłusznym temu.

Zaufałem tym zasadom medycyny wschodniej i dotąd jestem im wierny. W miarę możliwości głoszę je i przekazuję ludziom chorym, cierpiącym wskutek nieświadomości, biernego, bezkrytycznego ulegania szkodliwym tradycjom i pojęciom oraz braku siły woli. Choroby nie muszą towarzyszyć starości. Człowiek może być zdrowy i sprawny do końca życia, niezależnie od biologicznego wieku.

Swoją kurację po wyjściu z więzienia rozpocząłem od ćwiczeń oddechowych, które w hierarchii źródeł zdrowia stawiam na pierwszym miejscu. Jednocześnie zacząłem ćwiczyć asany hatha – jogi, które koiły mój rozdygotany system nerwowy. Z czasem wypracowałem własny system tych oddechów i ćwiczeń, który uprawiam każdego dnia, po nich medytuję. Szerzej o tym piszę w swojej książce „Życie bez chorób”.

Drugim źródłem czerpania energii, oprócz oddychania, jest odżywianie. Od przeszło 43 lat nie miałem w ustach kawałka mięsa i jesteśmy z żoną wegetarianami. Oprócz tego stosuję lecznicze głodówki, które po wyjściu z więzienia bardzo pomogły mi oczyścić się i zregenerować organizm. Trzeba wiedzieć o tym, że leczniczy post nie tylko przywraca zdrowie fizyczne, ale wpływa także na rozwój sił psychologicznych. Po takiej głodówce ma się dużą jasność myśli i jasność rozstrzygania różnych problemów. Teraz stosuję głodówkę wtedy, gdy odczuwam taką potrzebę, którą dyktuje mój organizm.

Stosowanie ćwiczeń oddechowych, leczniczych głodówek oraz ruch na świeżym powietrzu sprawiły, że już w kilka tygodni po wyjściu z więzienia mogłem przystąpić do pracy zawodowej. W ciągu 3 lat, stosując niekonwencjonalne metody, wyleczyłem się całkowicie ze wszystkich chorób i mogłem powrócić do największej pasji mojego życia – turystyki górskiej. W 1974 roku po raz pierwszy, a potem w 1976 zdobyłem Gierlach i każdy, kto trochę zna się na tym, będzie wiedział, ze zdobycie tego szczytu wymaga dużej sprawności fizycznej i zdrowia. Obecnie nie robię już tak forsownych wycieczek górskich ale przynajmniej raz w tygodniu z plecakiem wędruję po Puszczy Kampinowskiej.

Ludzie w codziennym życiu nie doceniają wartości ruchu na świeżym powietrzu, a to przecież on warunkuje życie w zdrowiu do późnych lat. Świadome oddychanie, mądre odżywianie i ruch to trzy główne źródła zdrowia (…)

Bardzo ważną sprawą w życiu każdego człowieka jest także pozytywne myślenie i życie w zgodzie ze sobą oraz prawdomówność i życzliwość w stosunku do innych. Mówię o tym wszystkim, dlatego że bardzo chciałbym, aby moje doświadczenia życiowe posłużyły wszystkim potrzebującym (…)”.


Więcej informacji znajdziecie w książce Elżbiety Cybulskiej.



Polecam: 

środa, 16 marca 2011

Dlaczego nie wyciągamy wniosków z przeszłości?

Jestem historykiem i uważam, że warto jest zdobywać wiedzę o dobrych i złych dokonaniach naszych przodków. Dzięki takiej wiedzy w teraźniejszości możemy podejmować decyzje, które w przyszłości nie zaprowadzą nas do kolejnej wojny światowej lub eksterminacji jakiejś grupy ludzi za to, że mają inny kolor skóry bądź inne wyznanie. Historycy badają każdy aspekt ludzkiego życia, naszej uwadze nie uchodzi nic nawet zagadnienia związane z medycyną, chorobami i ich leczeniem. Niestety jak sami zobaczycie na poniższym filmie w przeszłości ludzie nauki (tak samo jak w XXI wieku) często lekceważyli naturalne sposoby leczenia. Dobrym tego przykładem jest szkorbut, choroba dziesiątkująca marynarzy pływających na statkach. Dziś na szczęście już wiemy, że szkorbut oznacza niedobór kwasu askorbinowego (witaminy C) ale w XVII i XVIII wieku lekarze tego nie wiedzieli. Odnotowano kilka przypadków, w których umierających marynarzy uratowali zaprzyjaźnieni Indianie, którzy podawali chorym swoje zioła, warzywa oraz owoce bogate w witaminy ale za każdym razem kiedy zdrowi marynarze powracali do swoich macierzystych portów i opowiadali o tym medykom spotykali się ze śmiechem – ludzie nauki śmiali się z marynarzy, że wierzą w indiańskie czary, zioła i szamańskie sztuczki. W XXI wieku ludzie nauki leczą szkorbut tak jak w XVII wieku robili to Indianie. Szkoda tylko, że ignorancja i niechęć do tego co naturalne doprowadziły do śmierci kilku milionów marynarzy.

Teraz podam inny przykład, bliski osobom chorującym na trądzik. Ja na szczęście poradziłem sobie z tą dolegliwością kilka lat temu, wystarczyło przestać jeździć do dermatologa, odstawić antybiotyki i zastosować zdrową dietę. No właśnie dietę, o której dermatolodzy najczęściej nie wspominają. Czy nie odnieśliście wrażenia, że większość lekarzy leczy trądzik samymi pigułkami i nawet nie wspomina, że to co jemy i pijemy jest odpowiedzialne za wygląd naszej skóry? Niemalże na wszystkie choroby przepisuje się antybiotyki i nie uświadamia ludzi jak ważna jest dieta. Dlaczego tak jest? Przecież wiele osób wierzy we wszystko co mówią lekarze, więc czemu ci nie uświadamiają ich, że dieta jest kluczem do zdrowia?

Ok. już przestaję marudzić i zapraszam na film :)



Popularne artykuły