sobota, 2 lipca 2011

Myślący Polacy! Nie dajmy się otruć!




Poniższy artykuł nie jest mojego autorstwa. Znajdziecie go na tej stronie: http://www.infowars.pl/joomla...


Wstęp

Dokonałam szeregu odkryć, którymi pragnę się podzielić. Uważam, że twierdzenie, że jest nam „gwarantowane” prawo do zdrowia (pominę tu prawo do życia), jest hipokryzją.

Nie chodzi mi tylko o koszmar związany z emisją radioaktywnych substancji, która od miesiąca ma miejsce w Japonii (już nie tylko z Fukushima) i jak wiemy stale rozprzestrzenia się na półkuli północnej, zatruwając wszystko, w mniejszym lub większym stopniu. Musimy mieć tego świadomość. Obecnie próbuje się nam nawet wmówić, że promieniowanie jonizujące działa korzystnie na nasze zdrowie, przy czym przyznano, że jego dawka przekracza limit uznany za bezpieczny, co ponoć nie zagraża zdrowiu. Ta teza jest pozbawioną logiki, jawną próbą manipulacji i wszelkie źródła wygłaszające tego typu nonsensy należy uznać za wrogie życiu na Ziemi.

Jesteśmy permanentnie atakowani z wielu stron. W wielu przypadkach, dawki trucizn, które przyjmujemy, nie stanowią zagrożenia dla zdrowia. Należy jednak pamiętać, że niektóre trujące substancje nie są wydalane na bieżąco z naszego organizmu i następuje ich kumulacja. Skutki takiego zatrucia są nam powszechnie znane i kryją się pod hasłem o szerokim znaczeniu semantycznym : „choroby cywilizacyjne”.

Nie jesteśmy w stanie uchronić się przed wszystkim, ale mając dane, możemy kontrolować zatrucie naszego organizmu w dwojaki sposób:

zaprzestanie lub ograniczenie dostarczania organizmowi nowych trucizn (początkowo implikuje to poświęcenie czasu, aby zmodyfikować nasz styl życia)
zastosowanie metod odtruwania organizmu ( jak zobaczymy jest ich dużo, dla każdego wedle upodobania)

1.

W punkcie pierwszym poruszę temat dotyczący każdego, czyli SóL. Znana jest nam pod wzorem chemicznym NaCl. Już w czystej postaci, przyjmowanie jej nadmiaru jest krytykowane w wielu środowiskach. Pragnę jednak skupić naszą uwagę na innym, nieznanym obliczu naszej cennej soli spożywczej: E536. Biegnij do kuchni i sprawdź! O ile nie kupujesz konkretnego wyrobu o nazwie „Sól Kłodawska” (jest kilka różnych produktów i nie wszystkie są „czyste”), E536 na pewno tam jest. Jeśli nie, chętnie się dowiem, jakie wyroby oprócz tych, są bezpieczne. Pragnę tu zaznaczyć, że to samo dotyczy również popularnej soli spożywczej poza granicami Polski.

O istnieniu E536 dowiedziałam się przypadkiem. Zawsze czytałam skład wszystkich przetworzonych produktów spożywczych, ale sól? Po co czytać? Każdy wie, że oprócz jodku potasu, nic w niej nie ma! Gdy parę miesięcy temu wróciłam z zakupów z solą innej firmy niż zwykle (standardowo kupowałam najtańszą), postawiłam niewielkie opakowanie – oznaczone logo francuskiej firmy, produkującej zdrową żywność – na stole. Podczas obiadu, spontanicznie przeczytałam: E536.

Szybko do internetu. To antyzbrylacz o nazwie żelazocyjanek potasu. Kiedy się pojawił w soli? Trudno powiedzieć, na jakimś forum jest pytanie „co to?” – data: 10.02.2007. Czyli trwa to już co najmniej kilka lat. Niby nieszkodliwy, dalszych info brak. Coś mi nie daje spokoju i szukam w Wikipedii. Wspomniano tu, że silnie toksyczny cyjanowodór powstaje pod wpływem mocnych kwasów. „Ok – myślę – nie będę łączyć soli z cytryną, na wszelki wypadek. Kwas żolądkowy też silny, na szczęście mało solę”. Ale polska wersja mnie nie satysfakcjonuje i znajduję potrzebne mi szczegóły na rumuńskiej Wikipedii (dziękuję jednocześnie niebiosom za wielojęzyczność!). Okazuje się zatem, że wystarczy temperatura 100C (zwykłe gotowanie czegokolwiek, np. wielbionych przez nasz naród ziemniaków), żeby nastąpił rozkład żelazocyjanku potasu, powstał rozpuszczalny w wodzie cyjanowodór, i już nie uchronisz się przed strasznymi cyjankami.

Przepraszam bardzo, ale wolę sól, która się zbryla (co się i tak prawie nie dzieje bez E536). Jakim prawem wciska nam się takie coś? Achaaaa… Spadkobiercy sponsorów SS wyprodukowali… Jak mogłam na to nie wpaść!

Pragnę zaapelować z tego miejsca do wszystkich myślących, prawych polaków, odnośnie sprawy ważnej dla nas wszystkich. Chodzi o zorganizowanie niezależnej sieci produkcji i dystrybucji prawdziwej polskiej żywności, aby była ona szeroko dostępna. Jeśli coś takiego już istnieje, proszę o info. Niestety z moich informacji wynika, że większość internetowych sklepów ze zdrową żywnością, zajmuje się głównie okradaniem konsumenta, sądząc po marżach.


Źródło artykułu (kliknij)


1 komentarz:

Popularne artykuły