poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Usunęli kobiecie macicę i oba jajniki. Później okazało się, że zamiast opracji potrzebowała diety i witamin.

Poniższa historia jest prawdziwa opublikowano ją w The Journal of the American Medical Association, nr 237, 28 marca 1977. Mam nadzieję, że poniższy tekst będzie stanowił przestrogę dla osób, które nie dbają o własne zdrowie i nie jedzą surowych warzyw oraz owoców. 

"Kwiecień  - pacjentka operowana z powodu ciężkich ataków bólowych i innych zaburzeń. Wstępna diagnoza; endometrosis. Po otwarciu jamy brzusznej stwierdzono obecność dużej ilości wynaczynionej krwi. Drenaż, usunięcie macicy i obu jajników. Objawy nie ustępują. W cztery miesiące później (sierpień) następna operacja. Usunięto odcinek jelita i skauteryzowano krwawiące do jamy brzusznej miejsca. Po roku ponowna operacja - tym razem usunięto z jamy brzusznej 3 (trzy!) litry wynaczynionej krwi oraz szereg małych cyst na wątrobie, wypełnionych krwią i płynem. Po dwóch miesiącach ponowne chirurgiczne ściąganie krwi. W styczniu historia powtarza się. Znowu operacja - usuwanie krwi i stwierdzenie mnóstwa krwawych guzów. Transfuzje, przeniesienie do dużego szpitala uniwersyteckiego. Usunięcie śledziony i diagnoza: rozsiany, niemożliwy do wykrycia nowotwór złośliwy.

W maju powrót objawów. Podejrzenie dotyczy tym razem trzustki. Po roku pacjentka powraca. Bóle są nie do zniesienia. W lipcu ściągają 4,5 (cztery i pół) litra krwi. Biopsja wykazuje rozlane krwawienie z mnóstwem wypełnionych krwią cyst i skrzepów krwi. 

W marcu następnego roku pęka bomba! Jeden lekarz zapytał: "co pani je? Otóż pacjentka nie jadła ŻADNYCH surowizn. Po zbadaniu poziomu Witaminy C w jej surowicy, okazał się on niemal równy zeru! Jest to niestety historia najprawdziwsza, 4 lata cierpień, 7 operacji, bezpowrotne okaleczenie - wszystko niepotrzebne (...) Historia ta potwierdza przypuszczenie, że ciągle nie docenia się roli, jaką w naszym zdrowiu odgrywają witaminy i pierwiastki mineralne. Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że na przykład witamina C jest nam potrzebna do życia niemal jak woda i powietrze".


Powyższy cytowany fragment zaczerpnąłem z książki Zbigniewa Wiśniewskiego pt: "Nie ma chorób nieuleczalnych", s. 41-42.


Najbardziej przeraża mnie to, że jeszcze przed pierwszą operacją nikt nie przeprowadził z tą Panią rozmowy o jej stylu życia, codziennej diecie, o tym jak sypia, czy jest nerwowa, czy je warzywa i owoce, ile pije kaw itp. Dlaczego lekarze nie pytają o takie rzeczy? Dlaczego nie przywiązują wagi do diety? Pozostawię te pytania bez odpowiedzi może ktoś, kto skończył medycynę kiedyś pod tym artykułem mi odpowie. Dodam tylko, że dałbym sobie rękę uciąć, że odpowiednia dieta i zmiana stylu życia wyleczyłby tą Panią, a operacja nie byłaby potrzebna. Prof. Michał Tombak oraz prof. Zbigniew Wiśniewski (i im podobni) mają rację:  



"Jesteś tym co jesz" 
"Jesteś tym co pijesz"
"Jesteś tym jak żyjesz"
"Zły człowiek zbiera zło, a dobry dobro"

"Mądry człowiek powinien wiedzieć, że zdrowie jest jego najcenniejszą własnością i powinien uczyć się, jak sam może leczyć swoje choroby"

"Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a twoje lekarstwo powinno być pożywieniem"

7 komentarzy:

  1. Przerażające, ale niestety prawdziwe. W gabinecie nie padają takie pytania. Przypuszczam, że niejednej operacji można uniknąć, gdyby najpierw lekarz zebrał solidny wywiad. O empatii nawet nie wspominam. Trochę sama przeszłam. Zbyt często pacjentom proponuje się radykalne rozwiązania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ważne dla nas kobiet i nie tylko. Dobrze, że o tym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypadków podobnych do opisanego wyżej są tysiące. Dlatego właśnie moje zaufanie do lekarzy jest, delikatnie mówiąc, mocno ograniczone. Ogromna większość lekarzy nie rozmawia z pacjentami na temat ich trybu życia i jego wpływu na zdrowie. Przecież łatwiej jest wypisać receptę lub skierować na zabieg chirurgiczny i pewnie za takie właśnie działanie dostają pieniądze. Bardziej opłaca się pacjenta leczyć, najlepiej w nieskończoność, niż wyleczyć. Dla lekarzy dochodowe są choroby, a nie zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Diagnoza: "rozsiany, niemożliwy do wykrycia nowotwór złośliwy" - to brzmi jak cytat ze średniowiecznej instrukcji wykrywania szatana i sił nieczystych. Leczenie jest podobne, jakie stosowano w średniowieczu: uśmiercić grzeszne ciało wraz z mieszkającymi w nim diabłami (nowotworami).

    Sęk w tym, że to nie nowotwór, lecz zwyczajny... szkorbut! Taki sam, na jaki cierpieli marynarze na żaglowcach zmierzających do Nowej Ziemi, ale wtedy już wiedziano, że jest na to prosta rada: trzeba załadować na każdy statek kilka beczek kiszonej kapusty i codziennie podawać marynarzom jej porcję.

    Zaprawdę, poczyniliśmy wielkie naukowe postępy od czasów średniowiecza, bo dziś szkorbutu nie leczymy kapustą, lecz chirurgią, chemioterapią i naświetlaniami.

    Świetny artykuł, czy mogę go "podkraść" na mój blog?

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki podkradam zatem, ale na blog na WordPress http://astromaria.wordpress.com/ (z niezrozumiałych powodów nie mogłam się zalogować tym ID).

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie był szkorbut... Autorzy artykułu sprawdzili objawy, nie pokrywały się z objawami szkorbutu... Polecam przeczytać ten artykuł, mogę podesłać na maila.
    A co do sztucznej suplementacji - wysuwa Pan zbyt pochopne wnioski - z tego, co Pan pisze o wypowiedzi prof. Januszewicza nie wynika, że suplementy witaminowe są szkodliwe. Wynika za to, że ich użytkownicy sami sobie mogą szkodzić stosując je w niewłaściwych celach.
    Odradzałbym także cytowanie pana Zbigniewa Wiśniewskiego, a już na pewno nazywanie go profesorem - uczelnie, które go "doktoryzowały" nie mają akredytacji żadnych organizacji naukowych, a ten pan nie bardzo wie, o czym pisze (czym są "pierwiastki mineralne"?!).
    Na koniec - a co by było, gdyby dieta NIE uleczyła tej pacjentki? Kto odpowiadałby za zaniechanie leczenia? Opisywana sytuacja miała miejsce w późnych latach '60 ubiegłego wieku, nie kładziono wtedy aż takiego nacisku na kuracje witaminowe. To pomysł ostatnich kilkunastu lat.
    Pozdrawiam, Marcin

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem zaskoczona ta historią. Zauważmy, że teraz normy witaminowe podawane przez WHO są nieźle zaniżone.

    OdpowiedzUsuń

Popularne artykuły