niedziela, 22 lipca 2012

Żołnierza Armii Krajowej uzdrowił rumianek

O Stanisławie Likierniku, żołnierzowi ZWZ, AK i Kedywu już raz pisałem w poście pt: "Zobacz jak uczestnik powstania warszawskiego uzdrowił odmrożone ręce". Dziś chciałbym przytoczyć kolejny epizod z barwnych wspomnień Likiernika. Wydarzyło się to już po powstaniu warszawskim. Likiernik znajduje się w szpitalu w Konstancinie, niedaleko Warszawy. Podczas powstania i działalności w Kedywie odniósł liczne rany, miał przestrzelone oba pośladki, sparaliżowaną lewą rękę oraz był ranny w lewą nogę, która nie chciała się goić - tzw. żywego mięsa nie chciała pokrywać skóra. W tym miejscu oddam głos bohaterowi, który opowiada o swoich dramatycznych przeżyciach i ranach jakie odniósł walcząc za Ojczyznę, która niestety po wojnie stała się ruskim satelitą lub (jak kto woli) państwem kolonialnym. 


Wspomnienia Likiernika:

"Moja lewa noga bolała coraz bardziej. Zawieziono mnie do Milanówka, do szpitala Dzieciątka Jezus, tam właśnie ewakuowanego. Funkcjonował rentgen: spory kawałek metalu tkwił w pięcie i kość zaczynała gnić. Miałem jej zapalenie i konieczna była operacja: wyjęcie odłamka i wyskrobanie kości. Zdecydowano, że tym samym wozem pojade do Konstancina. Tam doktor Ambros, znakomity chirurg, może podjąć się operacji. Przyjechaliśmy do willi "Sans Souci", zamienionej na szpital, Wszyscy konstancińscy przyjaciele zjawili się zaraz: nareszcie czułem się u siebie, niemal jak w domu.
Operacja (skrobanie kości) udała się dobrze, ale skóra nie zarastała mych ran starych i tej po operacji. Tak zwane dzikie mięso nie pokrywało się naskórkiem (...)

Chirurg zabronił mi wstawać z łóżka; twierdził, że krew napływa wtedy do nogi i dożywia dodatkowo "dzikie mięso". Lekarze próbowali coraz to nowych środków, ale bez powodzenia. Operacja odbyła się w listopadzie, miałem nadzieję opuścić szpital na Boże Narodzenie lub Nowy Rok, ale święta minęły, a ja leżałem dalej. Uzdrowił mnie całkiem domowy lek. Zaprzyjaźniona pani poradziła kąpiel nogi na przemian w rumianku i nadmanganianie potasu. O dziwo, dziesięć dni później rana pokryła się delikatną, cieniutką skórą.

Po dwóch miesiącach byłem nareszcie na chodzie".



Przytoczony fragment pochodzi z książki Stanisława Likiernika pt: "Diabelne szczęście, czy palec Boży?", Lublin 2004, s. 141 - 142.

4 komentarze:

  1. I nam trzeba docenić zioła. Przejeżdzając przez pewną wieś zatrzymałam się widząc w jednym z domostw zagon rumianku. Starsza Pani zrywająca kwiaty pozwoliła mi powąchać. Zapach niezapmniany.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię zioła i trochę ich mam w ogrodzie. Rumianek też. Zapach jest przepiękny. Koi i uspokaja skołatane nerwy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zaskoczona. Dzięki za cenny post.

    OdpowiedzUsuń

Popularne artykuły