wtorek, 18 czerwca 2013

Skrzywdzeni przez system (patologia w polskich szkołach i na uczelniach wyższych)



Kliknij i zobacz cały demotywator
Od pewnego czasu nosiłem się z napisaniem tego artykułu. Już na swoich pierwszych studiach w latach ****-**** zauważyłem, że od kiedy na wydziale zaczęli pojawiać się absolwenci gimnazjum coś zaczęło się zmieniać (na gorsze!). Studiowałem wówczas 5-letnią dzienną ********. Gimnazjaliści, najczęściej były to roczniki 1986-1987, nie byli jeszcze tak skrzywdzeni przez reformę rządu Buzka. Dopiero później na wydziale humanistycznym pojawili się studenci w pełni przerobieni przez gimnazja i skrzywdzeni systemem bolońskim. 

            Długo mógłbym opisywać swoje obserwacje. Wielu profesorów było (i jest do dnia dzisiejszego) zirytowanych niską kulturą osobistą, brakiem wiedzy i ubiorem ludzi przychodzących na studia. Wielu profesorów mówiło nam otwarcie, że przeraża ich poziom studentów pierwszego roku, którzy w porównaniu do nas są po prostu słabi. Nawet podczas moich obecnych studiów (w 2012 roku podjąłem kolejne, tym razem zaoczne studia) kilku wykładowców tłumaczyło, że studenci nie potrafią czytać i pisać. Jeden profesor wręcz się nabijał mówiąc: "Wy jesteście trochę jak Polacy po II wojnie światowej, pełni lub częściowi analfabeci, nawet dziesięciostronicowy referat jest dla was wyzwaniem"

            Na moich pierwszych studiach magisterskich było podobnie, częste narzekania na spadający poziom studentów, brak umiejętności pisania długich esejów, brak umiejętności czytania grubych książek, zamiłowanie do ściągania, przychodzenie w krótkich spodenkach na egzamin, lekceważące zachowanie podczas wykładów te i wiele innych zarzutów w stosunku do studentów słyszałem na pierwszych studiach oraz słyszę je na studiach obecnych. Niektórzy wykładowcy podczas rozmowy sam na sam przyznają mi otwarcie (wszak ja już jestem absolwentem), że są zirytowani poziomem obecnych studentów i że wprowadzenie gimnazjów było wielkim błędem. Niektórzy wręcz coraz odważniej zaczynają krytykować nasze wstąpienie do Unii Europejskiej, która zniszczyła nie tylko polskie szkolnictwo ale też polski przemysł, stocznie i handel. 

            Jedno nie ulega wątpliwości obecne studentki na Wydziale Prawa i Administracji, które nie wiedzą, w którym roku podpisano Konstytucję 3 maja, nie potrafią określić w jakich latach istniał PRL, nie wiedzą nawet czym był PRL, nie mają nawet podstawowej minimalnej wiedzy o historii i polityce, te studentki i studenci nie są temu winni. Pełną winę poza rodzicami ponosi reforma i stworzenie gimnazjów. Winne jest odejście od czytania dużej ilości literatury, winne jest wprowadzenie testów. Moim zdaniem powinniśmy bić na alarm, ponieważ obecna młodzież jest praktycznie bezwartościowa, nie posiadająca żadnej wiedzy. Musimy zareagować i to szybko. Gimnazja powinny zostać zlikwidowane w trybie natychmiastowym. Następnie powinniśmy stworzyć specjalne kilkuletnie szkoły, w których absolwenci gimnazjów byliby kształceni ponownie, uczeni zasad zachowania, uczeni poprawnej wymowy, uczeni poprawnego pisania i czytania.

            Niski poziom wiedzy obecnych studentów i gimnazjalistów nie jest jedynym owocem nieszczęsnej reformy. Obecna młodzież prezentuje niezwykle niski poziom wiedzy oraz nie potrafi zachowywać się na poziomie. Kiedy pytam studentki o politykę to najczęściej słyszę odpowiedź "ja nie interesuję się polityką". Taka odpowiedź na wydziale Prawa i Administracji potrafi zszokować!

            Kiedy jakiś profesor każe napisać referat to większość studentów ściąga tekst z Internetu, czyta na zajęciach, a kiedy profesor każe opowiedzieć o przeczytanym tekście to nastaje milczenie. Jedna dziewczyna przeczytała referat (profesor kazał co prawda mówić, a nie czytać ale oni go nie słuchali) o "Źródłach prawa", a po przeczytaniu nie potrafiła wyjaśnić, czym różni się organ kolegialny od organu monokratycznego (jednoosobowego). Mimo iż czytała referat, nie wiedziała, który organ wydaje zarządzenia, a który uchwały. I niestety ta dziewczyna nie jest wyjątkiem! Wierzcie lub nie ale taki poziom prezentuje jakieś 80-90% studentów na moim roku. Tylko 4 osoby (w tym ja) nie mają z niczego poprawki. Ponad 20 osób jest zagrożonych kilkoma warunkami, a dopuszczalne na tym wydziale są tylko dwa warunki. 

            Sytuacja już przestała być śmieszna i staje się przerażająca. Większość studentek na pierwszym roku rozmawia tylko o modzie, torebkach, butach i seksie. Zero refleksji nad bardziej wymagającymi tematami. Myślicie, że omawiają książki związane ze studiami, czyli prawem? Ależ nie! jeśli już coś czytają to "50 twarzy Greya". 
            Zastanawiam się do czego to wszystko zmierza? Przecież to jest przerażające. Praktycznie obecna młodzież to niemalże 100% ludzi pustych, nie potrafiących się wysłowić, agresywnych i mało bystrych. Ludzie Ci zostali skrzywdzeni przez system, skrzywdzeni przez reformę.
            


Refleksja:
            Moda i liczne blogi z nią związane, romanse, seks, zero zainteresowania polityką, historią, kulturą swojego kraju. Nastawienie na przyjemność, ciągłe mówienie "jestem wolna mogę robić co chcę", "po co czytać książki lepiej się bawić", "po co chodzić do Kościoła przecież to ciemnota i zabobony". Zero szacunku dla starszych i rodziców. Młodzi ludzie są po prostu straszni. Co ja mówię już nawet młodzi rodzice bywają przerażający. Zjawisko to obserwuję nie tylko na Uniwersytecie ale też w swoim miasteczku. Młodzież, która często wprowadza i wyprowadza się do pobliskich kamienic hałasuje w nocy; przegazowywanie samochodu w środku nocy; siedzenie w nocy na schodach w kamienicy (o zgrozo co za prostactwo!) i głośne rozmowy; chłopak, który dla szpanu jedzie wąskimi uliczkami miasta do dziewczyny i ma muzykę głośno rozkręconą te i wiele innych zachowań są wynikiem złego wychowania oraz złej reformy szkolnictwa. 

            Czy aby nie są to działania zmierzające do celowego ogłupienia społeczeństwa? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Czekam na Wasze komentarze. Długo mógłbym podawać przykłady i pisać na ten temat ale myślę, że nie ma sensu pisanie na blogu obszerniejszego tekstu.



Oto "Stracone Pokolenie", czyli dzieci obecnej Polski. Zobaczcie jak wyglądają lekcje w polskich szkołach. Myślicie, że uczniowie szanują nauczycieli tak jak kiedyś? 
















        

    


Uczniowie w Toruniu wkładają nauczycielowi kosz na głowę. Reforma tworząca gimnazja oraz brak odpowiedniego wychowania w domu są tego przyczyną. Oj jeśli czegoś z tym nie zrobimy to w przyszłości pożałujemy:





18 komentarzy:

  1. Wiesz, wydaje mi się, że jednym z głównych sprawców tej sytuacj jest też to, że przyjmują na poszczególne kierunki coraz więcej osób, więc automatycznie poziom się obniża. Teraz studia to nic prestiżowego, studiuje niemalże każdy. Byłam mega rozśmieszona gdy dowiedziałam się, że moja znajoma-absolwentka najgorszego technikum w mieście, jest teraz studentką. A jeszcze bardziej śmieszą mnie przekonania takich ludzi, że skończą jakimś cudem te studia i ktoś im poda pracę na tacy.
    Studuję matematykę i mam na roku ludzi, którzy nie potrafili na jednych z pierwszych zajęć narysować wykresu funkcji liniowej czy też nie znali wzoru na pole koła... albo inna sytuacja, tym razem z finansów i rachunkowości: robiłam projekt z koleżanką, która nie potrafiła rozpisać harmonogramu spłaty zwykłego kredytu, od kapitału pozostałego do spłaty odejmowała odsetki, zamiast spłaconej raty kapitałowej...

    A tak na koniec to troszkę smutne, że oceniasz wszystkie studentki przez pryzmat byłej dziewczyny... ale co tam ;)

    Pozdrawiam, studentka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem naiwna. Bo cóż więcej pozostaje mi nie mając żadnych znajomości, wtyków itp.? Tylko nadzieja i doskonalenie umiejętności.

      Miłego dnia!

      Usuń
    2. Ah, cieszę się, że mogłam poprawić Ci humor :) Proszę bardzo, mówię, mówię jeszcze!

      Nie, nie pracuję. Dopiero zaczynam przygodę ze studiowaniem. Z resztą, po co mówię, pewno zaraz stwierdzisz, że dostałam się na studia, bo mam jakieś wtyki na uczelni, albo rodzice dali w łapę odpowiednim osobom... albo nie! Wyniki matur były na pewno ustawione!!!

      Nie mówię jak wygląda Poska, po prostu przedstawiłam swoje podejście do prolemu, ale skoro już pytasz się wypowiem: zawsze łatwiej jest narzekać niż wziąć się do roboty, Polska nie zamyka się w obrębie Twojego miasteczka. To, że w Twjej miejscowości nie ma pracy w Twoim zawodzie, nie znaczy że w całej Polsce nie ma. Jesteś mało mobilny? No cóż, zawsze można zmienić kwalifikacje albo wyjechać zagranicę. Najlepiej jednak być wiecznym studentem.




      Usuń
    3. Pozwolę sobie odnieść się do twoich słów na temat ojczyzny. Niby z jakiej racji mam jej nie opuszczać? Dlatego bo się tu urodziłem, wychowałem i zdobyłem wykształcenie? Powiedz mi dlaczego mam się trudzić w kraju, w którym jak twierdzisz nie da się nic zyskać bez znajomości i układów. W kraju, który nie może dać mi nic w zamian. Jedynym powodem dla którego miałbym tu zostać są ludzie, z którymi przyszło mi żyć przez te wszystkie lata. Po studiach mam zamiar opuścić ten kraj najszybciej jak to możliwe. Polskę kocham i będę do niej wracał, ale przede wszystkim będę musiał zapewnić byt sobie i swojej rodzinie, a nie sądzę aby ten kraj był w stanie mi w tym pomóc. Do końca moich studiów jeszcze parę lat minie więc może się to zmieni, choć w to szczerze mówiąc wątpię.

      Usuń
    4. Poszukiwaczu Prawdy przeczytałam Twój artykuł, obejrzałam filmiki i oczywiście skupiłam się na prowadzonej tu dyskusji. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Uważam, że masz bardzo dużo racji. Podobnie jak Ty myślę, że obecny system nauczania jest poniżej krytyki. Mało tego, jestem zdania, że dzisiejsze szkoły są jedynie przechowalniami dzieci, a nie, jak to było jeszcze nie tak dawno temu, miejscem edukacji. Masz zupełną rację, że winę za to ponosi system i nasi dzisiejsi od siedmiu boleści politycy bez wyobraźni. Głównym ich grzechem jest bezkrytyczne podporządkowywanie się UE i jej dyrektywom przez co wyraźnie działają na szkodę naszego Kraju i Narodu.

      To, że zamiast być lepiej po transformacji, jest tylko coraz gorzej, jest tragedią dla Polski. Transformacja miała przecież przynieść Polsce wolność i przemienić ją w tak bardzo zazdroszczony Zachodowi „raj”. Wychodzi na to, że stało się zupełnie inaczej. Zamiast lepiej, jest coraz gorzej, a my zostaliśmy wpuszczeni w maliny. Nasza wolność jest pozorna. Nadal jesteśmy Krajem i Narodem zniewolonym i to wszystko. Zmienił się tylko nasz właściciel.

      Okradziono nas nie tylko z przemysłu i siły roboczej, ale okrada się nas również z inteligencji, jak zawsze zresztą i co najważniejsze z historii - zakłamując ją. Każdy nasz zaborca postępował podobnie. Moim zdaniem jest to dalszy ciąg tego, co było chociaż w innych oprawkach - mniej brutalnych, dlatego trudnych do natychmiastowego rozpoznania.

      Pod hasłem wolności pozbawia się nas powoli acz skutecznie naszej tożsamości i zakłamuje się naszą historię. Jeżeli nadal będziemy na to pozwalać, to za kilka deseni świat będzie mówił, że to Polacy wywołali IIWŚ i że NIEMIECKIE OBOZY KONCENTRACYJNE były polskimi fabrykami śmierci. Przecież rośnie nam pokolenie nie inteligentów, a jedynie konsumentów. I to „nasz własny” rząd dba o to, by tak było. Dlaczego?

      Ponieważ inteligencja jest mózgiem Narodu, trzeba ją zniszczyć. Kiedyś robiono to w sposób brutalny i bezwzględny, dzisiaj bezwzględnie niszczy się inteligencję właśnie zaniżając poziom nauczania w szkołach i na uczelniach, likwidując szkoły i biblioteki, zajmując młodych wyłącznie własnym ego. Mówiąc krótko, wyrywa się serce Narodu, co jest najlepszym sposobem, bardzo skutecznym i bardzo „pokojowym” zresztą, by uśmiercić ten Naród. No wiesz, wypija się jego krew nie robiąc dziurki. Taki współczesny, wyrafinowany sposób na przeprowadzenie nie tylko gospodarczej, ale duchowej i kulturowej eutanazji. Naród bez własnej kultury i historii to martwy naród, przestaje istnieć. Pozdrawiam.

      Karolina

      Usuń
  2. Dobry artykuł. Niestety dziś mamy wiele młodych "wykształconych" z dużych miast. Za rok będę w 4 klasie technikum i zastanawiam się nad studiami historycznymi. Dużo tam nauki, czy samo zainteresowanie mi wystarczy i po nocach nie musiałbym się uczyć? W sumie to raczej się nie zdecyduje ze względu na to że podobno na 1 roku są inne przedmioty tak? Ja z fizyki czy chemii bym sobie nie poradził. Każdy ma swoje mocne i słabsze strony. Co do systemu to jak myślisz? To gówno warta wolność jest lepsza od PRL? Chociaż jestem młody, nie żyłem wtedy, to jednak dowiedziałem się trochę więcej o tamtym okresie i uważam że mimo zależności, było lepiej bo była kultura, nie było parcia na wszechobecne wyzwolenie od wszystkiego. I co najważniejsze nasza gospodarka dobrze funkcjonowała. Każdy miał gdzie mieszkać, w zimę nikt nie zamarzał na zewnątrz. Nie ma bezdomnego który źle się wypowie o poprzednim systemie. W pracy wiadomo, obijanie się, rozkradanie, no ale i dzisiaj to mamy. PS. nie jestem komunistą : ). To tylko porównanie. Według mnie liberalizm jest gorszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko się zgadza. Jestem z pokolenia "skrzywdzonego" przez gimnazjum. Gdybym nie interesował się historią i polityką na własną rękę, nie kojarzyłbym nawet stulecia w którym uchwalono Konstytucję 3 maja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko się zgadza. Jestem z pokolenia "skrzywdzonego" przez gimnazjum i system boloński. Gdybym nie interesował się historią i polityką na własną rękę, też nie odpowiedziałbym na pytanie o Konstytucję 3 maja. Za moich czasów (10 lat temu) absolwent gimnazjum rokował poprawą. Internet nie był jeszcze tak powszechny, więc z braku innych zajęć musiał się uczyć. Obserwując obecnych gimnazjalistów nie widzę szans na poprawę. Młodzież bezustannie karmi się głupotą wylewającą się z internetu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiele prawdy jest w Twoim wpisie.
    Sam chodzę teraz do liceum, 2kl od września, i gdyby nie to, że znalazłem zainteresowanie i kierunek w którym chcę iść, pewnie sam bym był nic nie wartym pogimnazjalnym polaczkiem.
    Jestem na mat-fizie, ale to nie stoi na przeszkodzie, by kilka osób miało zagrożenie z matmy (poz. podstawowy!)
    Zamierzam na studia iść na fizykę(techniczną pp) i coś mi się wydaje, że nie będzie tam idiotów, bo w końcu kto by szedł na fizykę? ;) Ale z drugiej strony to smutne, że jest coraz mniej inteligencji w tych kierunkach.
    Nie jestem patriotą, i nie mam skrupułów, żeby po studiach, czy na doktorat wyjechać do innego kraju, w którym po prostu będzie lepiej, w którym jest przyzwoity poziom życia i w którym dbają o inteligencję (np. USA)
    Co do Boga(bogów) i kościoła, nie wierzę, ale nie jestem słownikowym ateistą, który nie wierzy bo tak, ja staram sie pogłębiać wiedzę, studiować w swoim zakresie współczesnych filozofów i w ogóle humanistów.
    I z całego mojego otoczenia może kilkanaście osób reprezenuje sobą poziom godny porządnego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele z tego co zostało opisane jest prawdą. Na studia idą masy zamiast jednostek uzdolnionych. Dlatego trzeba dokonywać prawdziwej selekcji i przestać tak uzależniać finansowanie uczelni od liczby studentów. Około 10 lat temu rozbito system techników i zawodówek przez co młodzi ludzie nie mieli wyboru. Studia albo bezrobocie. Właśnie w tym miejscu istnieje problem. Żadnych perspektyw pracy bez tytułu naukowego.

    Nie zgadzam się z pomysłem wychowywania przez szkołę. Nauczyciel ma zająć się przekazywanie przede wszystkim wiedzy, od wychowywania są rodzice. I w tym miejscu jest kolejny problem. Rodzice coraz mniej interesują się dziećmi. Bez przykładów odpowiednich zachowań rośnie właśnie takie pokolenie bez podstawowej wiedzy i opinii na wiele spraw. Zapomniano o tym, że kształtowanie człowieka zaczyna się w domu, od najwcześniejszych lat.

    Podsumowując, trzeba wyłapywać chętnych i zdolnych a resztę odrzucać. Tylko tak zacznie powstawać elita intelektualna kraju. Nie każdy musi być magistrem. Krawcy, szewcy, fryzjerzy są i będą potrzebni jeszcze długo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się w pełni. Ukończyłem w tym roku roku studia licencjackie na Polonistyce (UJ) - rzekomo najlepsza polonistyka w kraju według jakiś tam gazetowych rankingów. W sumie nic z tego nie mam - i tak muszę jeszcze przynajmniej ukończyć tę magisterkę. Poziom, który prezentują tzw. "trójkowi studenci" jest straszny. Nie znają podstawowych dat, a przecież w nieunikniony sposób łączą się one z epokami literackimi. Nie znają klasycznych dzieł polskiej literatury - jeden student nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, jakiej zbrodni dopuścił się Jacek Soplica. Studenci nie rozróżniają dobrze gatunków literackich. Z pisaniem nie jest lepiej - zredagowanie poprawnej pod względem ortografii i interpunkcji notatki na facebookowej grupie jest dla wielu prawdziwym wyzwaniem. Co tu dopiero mówić o pisaniu prac rocznych lub też o zgrozo pracach dyplomowych. Egzaminatorzy mają związane ręce. Przepuszczają studentów na "dst", bo przecież pieniądze są dla uczelni najważniejsze. Jestem przerażony faktem, że część tych studentów za kilka lat może pracować w szkołach jako nauczyciele. Już wystarczająco przeraził mnie fakt, że spędzili oni przeszło miesiąc w szkołach w związku z praktykami pedagogicznymi. Smutna prawda jest taka, że uczelnie również odpowiadają za to, że ich wartość dla społeczeństwa jest coraz mniejsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhe, czytając Wasze opinie jak to jest na studiach, to nawet rozgarnięty 17latek powinien mieć licencjackie z tych kierunków zrobione i to na wyższym poziomie niż ci których opisujecie (1 na 100 zawsze się taki trafia). No i to jest strasznie zorganizowane, bo właśnie on już by mógł zacząć studia, kiedy musi się męczyć i marnować lata w nieukami, a kształci się jedynie we własnym zakresie.

      Usuń
  8. “dziesięcio stronicowy” napisała nieskrzywdzona przez system osoba.

    To nie wina systemu, tylko rodziny i kręgosłupa — zawsze coś będzie, wojna, powódź, system, ale prawda jest taka, że to głupawe usprawiedliwienia. Bo niby w czym system przeszkadza, żeby sięgnąć po książkę? Za to jak na razie mandatów nie dają, więc można czytać ile dusza zapragnie.

    I po za tym, najlepiej zamiast narzekać, dawać pozytywny przykład. W tym wpisie jest raczej na opak — narzekanie i negatywne wzorce.

    Co do samego szkolnictwa, recepta jest prosta. Zlikwidować MEN, obowiązek szkolny, “bezpłatną” oświatę, słowem przestawić cały ten biznes z torów egalitarnych na elitarne. Wtedy wiedza zacznie być szanowana, każdy uniwersytet i szkoła będzie mogła nabrać indywidualnych rysów, a na dyplomie ukończenia szkoły będzie wreszcie ważne JAKIEJ szkoły. Dziś niestety szkoły to szare fabryki szarych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BO ludzie myślą, głównie rodzice(!), że szkoła i 'bezpłatne', publiczne nauczanie nauczy czegoś konkretnego i życiowego, i wychowa ich dzieci, a sami nic w tym zakresie nie robią; takie pocieszenie, że kto ma sięgnąć po książkę, ten sięgnie i są tacy, ale większość na pytanie 'czytałeś coś ostatnio?', 'uczyłeś się (ostatnio) czegoś dla siebie, dla swojego rozwoju itp' odpowie 'poj**ało?'. Przez to nawet nie ma z kim pogadać na ambitniejsze tematy...

      Usuń
  9. Skończyłam w tym roku licencjat z filologii obcej na dobrym, państwowym uniwersytecie, mam uprawnienia do nauczania dwóch języków obcych. Pierwsza sprawa: na studiach, gdzie z początkowych 60-ciu osób ostało się 42 (połowa przeniosła się na inne uczelnie druga część dostała się po roku na inne wymarzone studia typu prawo, medycyna) 1/3 nie powinna była być dopuszczona do obrony a nawet na 3 rok studiów. Już nie mówię o nagminnym ściąganiu, ale o braku umiejętności wysłowienia się w języku wykładowym czy pojęcia podstaw gramatyki, ale dobrze, że poprawa jest taka sama jak pierwszy termin to się zrobi zdjęcie i jest ok, nieprawdaż? Wykładowca nie ma prawa wpisać 2 do indeksu ba! nie ma prawa liczyć do średniej poprawionej dwójki (można mieć 2 poprawione na 5 i kolejno 2->4,5 czy 4 - i mieć w indeksie 4,5, ale to dzięki tym fotkom kolokwiów!) bo dziekan nie pozwala wpisać, bo student musi być, pieniądze za nim idą przecież! Nieważne, że nie umiesz nic powiedzieć spontanicznie w języku wykładowym - wystarczy, że wykujesz się przerabianego na zajęciach tekstu i 3 a może i nawet 4 będzie. Zajęcia z historii literatury? Po co czytać teksty w oryginale, ba, po co czytać w ogóle jakieś teksty, dzieła literackie? Wykładowca podyktuje tekst i interpretację, napisze się ściągę i bez problemu jest co najmniej 4. Po co zajęcia z praktycznej nauki zajęcia? Lepiej dać nic nie wnoszące kolejne zajęcia z nowych multimediów czy też z teorii komunikacji w języku polskim, co z tego, że 1/3 studentów ledwo duka w studiowanym języku, lepiej dać zapchaj dziurę niż dodatkowe godziny zajęć z konwersacji. Podziękujmy systemowi bolońskiemu, wykładowcy wmawiają na pierwszym roku studentom, że są wstanie na filologii od postaw po trzech latach osiągnąć poziom C1! Śmiech na sali. I teraz oto wychodzą, przyszli nauczyciele, mający uprawnienia do nauczania na wszystkich szczeblach edukacji, nieliczni na poziomie B2+, ze 5-6 na tym C1 (przed studiami znające język) a reszta ma to marne B2 a co niektórzy B1+. Druga sprawa: rozniosłam i wysłałam po różnych szkołach (podstawówka, liceum, technikum) i przedszkolach ok. 180 egzemplarzy CV. Odzew? Odpowiedziały 2 placówki. DWIE. Jedno przedszkole odpisało, że nie prowadzi zajęć z żadnego języka obcego (serio?) a drugie prywatne odpisało, że owszem mogą mnie zatrudnić, ale za psie pieniądze, na umowę zlecenie, w takim wymiarze godzin, że mogę zapomnieć o jakimkolwiek stażu. U reszty cisza. Nawet nie napisali, nie oddzwonili: dziękujemy, niech Pani pocałuje nas w dupę, ale nie ma Pani znajomości! W sumie już na praktykach dowiedziałam się, że bez znajomości to mogę sobie pomarzyć o pracy w szkole. Myślałam, że jak wyślę, poroznoszę moje CV to jednak ktoś się odezwie. Ha, ha! Głupia, młoda i naiwna. Co z tego, że mam staż zagraniczny, co z tego, że dostałam nawet wcześniej stypendium z ministerstwa obcego państwa na pobyt w pewnym kraju na szlifowanie języka, co z tego, że mam uprawnienia do nauczania dwóch języków obcych (nie jakiś egzotycznych, ale tych powszechnie nauczanych). Co z tego?! Ja muszę mieć znajomości a nie umiejętności! Koleżanka co ma ledwo B1+, co roku miała warunek ma już załatwiony staż w szkole bo jej mama jest przyjaciółką dyrektorki. Czasem chce się po prostu płakać. Wyjeżdżam stąd. Zdecydowałam. Ja chciałam po prostu nauczać bo lubię to, lubię dzieci i pracę z nimi, ale tutaj się nie da. Mam znajomych w Norwegii, tam potrzebują przedszkolanek, nauczycieli języków też. Może jeszcze tylko mgr z pedagogiki przedszkolnej i już mnie nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Koleżanka co ma ledwo B1+, co roku miała warunek ma już załatwiony staż w szkole bo jej mama jest przyjaciółką dyrektorki."
      Dlatego należy sprywatyzować szkoły, bo dziś do zawodu nauczyciela obowiązuje selekcja negatywna, czyt. po znajomości.

      Usuń
  10. Przywrócenie elitarności studiom jest niezbędne, ale czy możliwe? W Niemczech i Austrii istnieje (przynajmniej jeszcze kilka lat temu istniało) dobre kształcenie zawodowe, połączone z dużą ilością praktyki (tego brakuje polskim absolwentom uczelni wyższych). M.in. dzięki zachowaniu szkolnictwa zawodowego i technicznego w tych krajach notuje się niskie bezrobocie rzędu 4-5 %. Mimo to zwolennicy "równości" twierdzą, że młodzież bardzo wcześnie musi decydować o swojej przyszłości i de facto rezygnuje ze studiów, a podobno każdy powinien mieć szansę zostać "białym kołnierzykiem", bo to bardzo niesprawiedliwe, że studia są tam zarezerwowane tylko dla nielicznych (lekarzami zostają dzieci lekarzy, prawnikami dzieci prawników itp).

    OdpowiedzUsuń
  11. Sądzę, że podstawą elitarności studiów byłaby trudna matura, nie tak jak teraz, że wystarczy 30 % i 3 przedmioty, ale np. 50 % i obowiązkowe co najmniej 4 przedmioty (w tym polski i matematyka obowiązkowo), uczelnie powinny mieć możliwość przeprowadzania egzaminów wstępnych. Problem też polega na tym, że wykładowcy często przekazują nieaktualną wiedzę, brak jest współpracy uczelni z biznesem i przemysłem, tak jak jest to w innych krajach.

    OdpowiedzUsuń

Popularne artykuły