poniedziałek, 21 lipca 2014

Łzy Izydy - zdrowie

Izyda jest boginią wywodzącą się z mitologii egipskiej. Izyda była dla przeciętnego Egipcjanina jednym z najważniejszych bóstw. Bogini tej przypisywano wiele cech, uważano ją za "Wielką Matkę", "Królową Niebios" oraz wielką obrończynię rodziny i wszystkiego co z nią związane. Stanowiła uosobienie wszystkiego co składało się na codzienne ludzkie życie. Bardzo często jej wizerunek przedstawiano w pozycji siedzącej, jako matkę, która karmi piersią swojego małego synka Horusa. Głowna świątynia bogini Izydy w czasach starożytnych, kiedy jej kult jeszcze istniał, mieściła się na wyspie File, niedaleko Asuanu. Izyda była siostrą i zarazem żoną Ozyrysa boga krainy umarłych.

Łzami Izydy współcześnie nazywa się ziele werbeny. Werbena ma działanie bakteriobójcze, moczopędne, napotne oraz mlekopędne. Zgodnie z zielarską literaturą ziele werbeny może być stosowane w kamicy żółciowej i moczowej. Warto też wiedzieć, że Łzy Izydy łagodzą objawy klimakterium.


Ciekawostki:
W starożytności ziele werbeny (Łzy Izydy) uważano za roślinę przynoszącą szczęście. Z bardziej bajecznych informacji warto wiedzieć, że w wielu filmach oraz książkach z gatunku fantasy werbena jest skutecznym środkiem odstraszającym wampiry. Z kolei nekromanci wierzą, że werbena odstrasza duchy ;)


Informacje z Internetu: 
"W Egipcie wierzono, że roślina ta zrodziła się z łez bogini Izis, i tak ją też nazywano. Greccy kapłani nosili jej korzeń przy swoich szatach liturgicznych. Według legendy, używano jej także do zatamowania krwawienia i przemycia ciała Chrystusa po jego zdjęciu z krzyża" - źródło: http://zdrowie.wp.pl/zdrowie/metody-naturalne/art267,werbena-lekarska.html


"W średniowieczu, werbena pospolita była tak często przepisywana na liczne schorzenia, że stała się ulubionym ziołem zielarzy. Nazwa 'werbena "pochodzi od celtyckiego słowa "ferfaen" ktore oznacza "wyprzeć kamienie" (...) Napary z ziela werbeny pospolitej są powszechnie stosowane w czasie przeziębienia i grypy, ponieważ jak udowodniono zwalcza katar: rozpuszcza i usuwa nadmiar śluzu, leczy zapalenie błon śluzowych. Preparaty zawierające werbenę przeznaczone są do leczenia ostrych lub przewlekłych stanów zapalnych górnych dróg oddechowych, jak również są stosowane w przypadku dodatkowych zabiegów antybakteryjnych" - źródło: http://www.traditionalandwild.eu/pl/component/jevents/icalrepeat.detail/2012/09/12/63/9/werbena-pospolita-przeciwzapalne-i-przeciwbolowe-magiczne-ziolo


Bibliografia:
Mitologie świata, redaktor prowadzący Arthur Cotterell, Warszawa 2007.

sobota, 19 lipca 2014

Największy wróg człowieka.

Czy wiesz co łączy ludzi ze wszystkich krajów, niezależnie od ich poglądów, wyznawanej religii, koloru skóry i zdobytych tytułów naukowych? Problem z tym mają wszyscy Ci, którzy nie rozumieją jak działa ludzki umysł, nie pojmują zasad, którymi się kieruje ludzka podświadomość. Prawdopodobnie Ty też masz z tym problem, ulegasz temu i często nawet nie zdajesz sobie sprawy, że to Cię niszczy. Kiedy to pojmiesz Twoje życie stanie się wspaniałe, zrozumiesz czym jest przebudzenie o którym tyle mówił i pisał Anthony de Mello, pojmiesz o co chodziło Josephowi Murphyemu w książce pt. "Potęga podświadomości" (i w wielu innych jego książkach). Nawet jeśli jesteś zwolennikiem medycyny chińskiej (swoją drogą czytałem "Medycynę chińską" Edwarda Kajdańskiego - super książka!) i obawiasz się, że Twoja energia CHI (QI) się wyczerpie albo może należysz do adeptów REIKI i zależy Ci na wysokim poziomie energii kosmicznej. Zostań tu nawet jeśli jesteś ateistą albo katolikiem. Wiedzcie, że przesłanie tego artykułu jest dla Was wszystkich, niezależnie od tego kim jesteście i w co wierzycie. Katolik, neopoganin, buddysta i każdy inny zapewne się zgodzi z tym co tu napisałem.


Co nas niszczy? 
Możliwe, że musicie się zastanowić zanim odpowiecie na powyższe pytanie. mam oczywiście na myśli "niszczenie wewnętrzne" człowieka. Otóż odpowiedź jest tylko jedna, tym co nas wszystkich niszczy ("łączy ludzi ze wszystkich krajów") jest strach. 

"Strach nazwano kiedyś największym wrogiem człowieka. Często jest przyczyną niepowodzeń, chorób i napięcia w stosunkach międzyludzkich. Miliony ludzi boją się przeszłości albo przyszłości, starości, choroby umysłowej albo śmierci. Strach jednak jest tylko treścią i skutkiem twoich myśli - w istocie to ich się boisz.
Małego chłopca paraliżuje strach przed "czarnym ludem", który leży pod łóżkiem i zaraz go zabierze. Ale wystarczy, żeby ojciec zaświecił światło i wyjaśnił dziecku, że niebezpieczeństwo istnieje tylko w jego wyobraźni, a strach pryska. Nie byłby on jednak większy, gdyby straszny "czarny lud" rzeczywiście istniał. Chłopczyka jednak wyzwala prawda: to, czego się bał, nie istnieje. Większość ludzkich lęków pozbawiona jest podstaw; to po prostu cienie rzucane przez chory umysł" - Cytat z książki pt. "Potęga podświadomości" - Joseph Murphy, rozdział 19.


Skąd się bierze strach?
Rozejrzyj się dookoła. Przyjrzyj się Twoim bliskim, ludziom, których mijasz na ulicy. Powiadają, że społeczeństwa w Europie Zachodniej, USA, Korea Południowa, Japonia i jeszcze kilka zaliczają się do tzw. nowoczesnych i cywilizowanych. Ba coraz więcej pisze się o tym, że jesteśmy społeczeństwem informacyjnym, czyli takim, w którym kładzie się duży nacisk na nowoczesne technologie (smartfony, internet, telezakupy, telemedycyna, rozwój bankowości, finansów publicznych itd.). W społeczeństwie informacyjnym jednym z najważniejszych towarów jest informacja. Podobno jest ona ważniejsza od dóbr konsumpcyjnych albo im równa. Mało tego coraz odważniej pisze i mówi się o tym, że obecna młodzież, młode pokolenia nie są już gatunkiem homo sapiens sapiens. Oni (ja też) ewoluowali na wyższy szczebel o nazwie homo internetus. Pisałem o tym więcej w artykule pt. "Człowiek XXI wieku - Homo internetus". 

Oczywiście technologia nie jest niczym negatywnym ani pozytywnym. Technologia, internet, nowoczesne technologie po prostu są, nie możemy o nich mówić, że są dobre albo złe. To tak jak z nożem możemy za jego pomocą ukroić chleb albo kogoś zabić. Energia atomowa może posłużyć do zniszczenia miasta albo do zapewnienia mu energii elektrycznej na długie lata. Wszystko zależy od człowieka, który z tego korzysta.

Wróćmy teraz do informacji. Człowiek XXI wieku jest bombardowany ogromnymi ilościami informacji przez nowoczesne media. A niestety osoby, które nie wiedzą jak działa ludzki umysł mogą zostać przez nadmiar informacji skrzywdzone. Nie bez powodu mówi się, że za pomocą telewizji można kontrolować społeczeństwa. Jest w tym sporo prawdy ponieważ masy ludzkie nie interesują się zdrowiem, nie wiedzą jak działa ludzka podświadomość. Masy są podatne na sugestię.

Sugestia to nic innego jak hipnoza. Ktoś coś Wam mówi, a Wy w to wierzycie. A niestety w mediach, serwisach informacyjnych, artykułach dziennikarzy najczęściej się mówi i pisze o czymś czego macie się bać. Od kilku tygodni ludzie boją się III wojny światowej z powodu ataku Rosji na Ukrainę, prędzej bali się wybuchu III wojny światowej z innych powodów (np. ataku Rosji na Gruzję w 2008 roku). Dziennikarzy sprytnie potrafią podsycać ludzkie lęki ,wiedzą, że widz, który się boi będzie dalej oglądał serwisy informacyjne i czekał na informacje, czy dojdzie do wojny.


Lecz tu nie chodzi tylko o strach, którym karmi Was telewizja i internet...
O nie tamte lęki to jest jeszcze pikuś. Ja oglądam serwisy informacyjne, interesuję się polityką i nie lękam się medialnego przekazu. Po prostu czerpię z niego informacje i nie ulegam żadnym sugestiom ani manipulacjom ze strony dziennikarzy, nie daję sobie wyprać mózgu, nie daję się zahipnotyzować i "przerobić". Tego można się nauczyć np. z książek psychologicznych (Robert Cialdini, Bogdan Wojciszke, Eliot Aronson, Solomon Asch).

O wiele gorsze są lęki życia codziennego. Ludzie w XXI wieku boją się wielu rzeczy. Boją się, że nie sprostają wymogom rodziców i społeczeństwa. Wielu lęka się o pracę, jedni boją się, że pracy nie znajdą, a inni boją się, że pracę stracą. Ci, którzy mają dziewczynę boją się, że ją stracą, a ci, którzy dziewczyny nie mają boją się, że jej nie znajdą. Ludzie boją się samotności, śmierci, chorób. To o tyle dziwne ponieważ te wszystkie rzeczy (choroby, brak pieniędzy, brak miłości) dzieją się z powodu strachu. Boicie się wszystkiego, macie negatywne myśli, jesteście pesymistami. Zapamiętajcie, że ten strach jest waszym wrogiem. Nie lękajcie się niczego, a wasze życie stanie się lepsze, fajniejsze. Strach paraliżuje, strach niszczy człowieka psychicznie i fizycznie.


Dziękuję wszystkim, którzy doczytali do końca :)


Film: Siła umysłu




Polecam artykuł:

sobota, 12 lipca 2014

Mądry konsument czyta skład kupowanych produktów i unikach tych z konserwantami.

Mądry konsument czyta skład kupowanych produktów i unikach tych z konserwantami. Mądra matka nie kupuje swoim dzieciom chipsów, coli itp świństw z białym cukrem oraz szkodliwymi dla zdrowia chemicznymi dodatkami. Zarówno mądry konsument jak i mądra matka są trochę jak kosmici - można o nich mówić ale mało kto może się pochwalić, że ich widział. Z drugiej strony ludzie są tak ogłupieni i zmanipulowani przez system, że nawet nie zdają sobie sprawy co oznacza skrót GMO albo nie wiedzą, że konserwanty szkodzą zdrowiu.

Na szczęście dzięki prowadzeniu tego bloga uświadomiłem sobie, że są jeszcze osoby takie jak ja, które starają się żyć świadomie i walczyć o lepszy świat. Świat, w którym ludzie nie wierzą ślepo reklamom i autorytetom, świat w którym czyta się książki i ślepo we wszystko nie wierzy.

Oto kilka przykładów, które pokazują jak duża jest skala manipulacji w branży żywieniowej.

"kontrola przeprowadzona ostatnio w województwie warmińsko-mazurskim wykazała, że w 44% przetworach mięsnych mięso jest zastąpione skrobią i soją oraz dodany jest, bez ujawnienia, cukier, stabilizatory i woda. Podobnie jak w przypadku soli drogowej i zepsutej pasty jajecznej – informacja o producentach stosujących takie praktyki jest utajniona. Pewno też dostali po 500 złotych mandatu i niech nas trują dalej!" - źródło: http://www.forbes.pl/artykuly/sekcje/Oko-na-Polske/tylko-frajerzy-przestrzegaja-zasad,29452,1


Cola...

Myślisz, ze Cola i inne napoje gazowane jest zdrowa? Kupujesz je swoim dzieciom? I nie dziwi Cię narastająca u tych dzieci agresja, trądzik, bezsenność, nerwowość? Myślisz, że kilkaset lat temu tez tyle dzieci chorowało na raka? Zdajesz sobie sprawę, że choroba taka jak rak jelita pojawiła się w Afryce dopiero razem z amerykańskim stylem życia i fast foodami (np. MC Donalds).

"Badacze z amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH) twierdzą, że wypijanie codziennie co najmniej dwóch coca-coli (zarówno zwykłych, jak i dietetycznych) dwukrotnie zwiększa ryzyko powstawania kamieni i innych chronicznych chorób nerek" - źródło: http://kopalniawiedzy.pl/coca-cola-kamienie-nerkowe-chroniczna-choroba-niewydolnosc-NIH-Narodowe-Instytuty-Zdrowia-kwas-fosforowy,4136 

Uważam, że warto zadbać o swoją dietę i dbać o własne zdrowie. Największe umysły tego świata są po mojej stronie, wszak nie kto inny jak genialny Sokrates powiedział: "Istnieje tylko jedno dobro wiedza i jedno zło ignorancja". Wiedzę zdobywamy czytając książki, czasopisma i strony internetowe. Człowiek, który nie zdobywa wiedzy tak naprawdę jest ignorantem, który stoi w miejscu. Wytłumaczę Wam to na przykładzie Coca-Coli i od razu zaznaczę, że poniższy przykład nie jest mój, pochodzi z czasopisma Nexus:

Napoje gazowane takie jak Coca-Cola "nie tylko niszczą kości, ale także zęby, Jeśli słodki argument nie przekonuje kogoś i jego dzieci do zaprzestania ich picia, proszę wykonać poniższe eksperymenty:



- Wrzucić kilka metalowych gwoździ do butelki coli. Rozpuszczą się w ciągu kilku dni.

- Rozlej trochę coli na betonową powierzchnię i obserwuj co dzieje się z muchą, która ją spożywa. Proszę też zauważyć jak czysta staje się ta powierzchnia.
Jeśli ktoś ma w sobie dość odwagi, niech wyleje trochę coli na samochód i obserwuje, co dzieje się z farbą. Może okazać się, że samochód będzie nadawał się na złomowisko.



Jeśli po wykonaniu tych eksperymentów dana osoba i jej rodzina nadal będzie upierała się przy piciu tych napojów, to znaczy, że potrzebuje pomocy psychiatrycznej". Powyższe przykłady pochodzą z czasopisma Nexus, nr 2, marzec-kwiecień 2013. Autor artykułu Jerzy Florczykowski przetłumaczył je z książki Elaine Hollingsworth "Take control of Your Health and Escape the Sickness Industry".

W Internecie można znaleźć wiele przykładów, które potwierdzają prawdziwość przykładów podanych w czasopiśmie Nexus. I tak np. jeden taki przykład znalazłem na stronie http://www.kowal.itcom.pl/ pozwoliłem sobie na ściągnięcie jednego zdjęcia i zacytowanie opisu. Podaję link wiec autor nie powinien się obrazić.






"Sprężyny, e-clipy, śrubki, podkładki i końce drążków jeśli są zardzewiałe wkładamy do odrdzewiacza najlepiej spisuje się tutaj Coca Cola bo nie uszkadza elementów z tworzywa też na 24h" - źródło (kliknij)

Świństwa typu cola (i tym podobne "trunki") są szkodliwe dla zdrowia. Niestety masy nie wierzą w nic czego prędzej nie powie im telewizor i reklamy. No a telewizor i reklamy mówią im, że cola i fast foody są dobre więc ludzie kupują. Jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć jak szkodliwa jest cola niech przeczyta mój artykuł o konserwantach. Oto link: Unikaj konserwantów!


Poza tym znalazłem ciekawy film o tym co dzieje się z mlekiem, które wlejemy do Coli i zostawimy na 6 godzin:







"Zamień chemię na jedzenie". Julita Bator najpierw wyleczyła dzieci, teraz napisała książkę o tym, czym się trujemy

"O tym, że jedzenie może leczyć Julita Bator przekonała się na własnej skórze. Przez kilka lat myślała, że po prostu ma chorowite dzieci. Kiedy tylko zmieniła im dietę, infekcje przeszły jak ręką odjął. Spędziła godziny na wertowaniu etykietek i poszukiwaniu szkodliwych składników w jedzeniu. Teraz na podstawie swoich doświadczeń wydała książkę i radzi, jak "zamienić chemię na jedzenie".

Już sam tytuł pani książki jest trochę przerażający – "Zamień chemię na jedzenie". To znaczy, że produkty, które wkładam w sklepie do koszyka nie są jedzeniem?

Nie wiem dokładnie, co pani do tego koszyka wkłada, ale jeśli zagłębimy się w skład poszczególnych produktów spożywczych, można się przerazić. Bardzo często nieświadomie nie kupujemy jedzenia, tylko produkty jedzeniopodobne, w których składzie dominują chemiczne dodatki..." - przeczytaj cały wywiad z Julitą Bator:
 http://natemat.pl/73249,zamien-chemie-na-jedzenie-julita-bator-najpierw-wyleczyla-dzieci-teraz-napisala-ksiazke-o-tym-czym-sie-trujemy

piątek, 11 lipca 2014

Dlaczego ludzie za dużo jedzą?

Fragmenty ciekawej rozmowy na forum. Link do całości na końcu.


Dlaczego ludzie za dużo jedzą?

"Intrygujące pytanie, prawda? Sporo ostatnio o tym myślałam, bo przecież każdy wie, co powienien jeść, a czego unikać żeby nie tyć / lub ewentualnie schudnąć. A jednak ludzie spożywają jedzenie, które im szkodzi - powoduje różne choroby, tycie, spadek popędu seksualnego, cellulit itp. Dlaczego?

Oto moje wnioski:
1) Często ludzie nie mają kontaktu z własnym ciałem i emocjami, jakie przeżywają - nikt ich nie nauczył prawidłowego ich rozpoznawania i radzenia sobie z nimi/ wyrażania ich w sposób adekwatny. Często nie wiedzą, co naprawdę czują i każdy dyskomfort interpretują jako głód. Np. jestem zmęczony - zjem coś, jestem znudzony - zjem coś, jestem zdenerwowany - zjem coś, tęsknię - zjem coś, pouprawiał bym seks (ale nie mam z kim) ;) - zjem coś itd. itp. W rezultacie jedzą prawie non stop, choć ich organizm wcale nie sygnalizuje głodu.

2) Jedzenie jest wspaniałym (łatwo dostępnym i doraźnie również skutecznym) remedium na stres. Uspokaja poprzez samą czynność wkładania do ust (Freud miałby cos na ten temat do powiedzenia) a wyrzut cukru do krwi uspokaja i relaksuje. Jeśli ktoś nie wie, jak inaczej rozładować stres - łatwo sięga po jedzenie, zwłaszcza to z dużą zawartością cukru.

3) Niski status ekonomiczny. Jest grupa ludzi, których po prostu nie stać na to, czego pragną: kupowanie książek, bilety do teatru, chodzenie na koncerty, podróże, więc próbują zaspokoić swoje zachcianki w sferze, w której mogą to zrobić i kupują jedzenie. Niestety nie to zdrowe (droższe), ale właśnie to śmieciowe, które (wg. reklamy) "podniesie" ich status społeczny. Poza tym ciężko jest w życiu cały czas sobie czegoś odmawiać (bo nie ma forsy), więc myślą, że przynajmniej w sferze zakupów spożywczych kupię sobie i zjem to, na co mam ochotę".  

 "Chyba każda matka wie,że chipsy są niezdrowe,że dzieci po nich tyją ,a jednak często widzę,że matki kupują dzieciom,to co w rzeczywistosci im szkodzi. Dlaczego podejmują takie działania?Co nimi kieruje?"

 "większość matek właśnie tego nie wie. Ulegają programowaniu z reklam.
Jogurciki z cukrem, rama z witaminami, mleko w proszku, jedzenie ze słoiczków dla maluchów.

One uważają to co jest podawane w telewizji za świętość.
Niestety 80% społeczeństw to b....y".



Dlaczego ludzie za dużo jedzą? - link do całej rozmowy: http://www.dobradieta.pl/forum/viewtopic.php?t=15851
 

czwartek, 10 lipca 2014

Seksoholizm - jedna z najczęstszych chorób XXI wieku

Jeśli chodzi o statystykę to dominują tu mężczyźni. To oni stanowią większą grupę seksoholików, ale kobiety pomału zaczynają im dorównywać. W Polsce już 20% kobiet jest seksoholiczkami…

 Według Wikipedii "pojęcie seksoholizmu jako odrębnej jednostki diagnostycznej jest przedmiotem kontrowersji w kręgach psychologów i psychiatrów. Obecnie uznany jest przez wielu specjalistów za modę obyczajową, związaną ze wzmożoną popularnością dobrze sprzedającej się tematyki seksualnej w mediach".

Seksoholizm to jedna z wielu chorób cywilizacyjnych, a za jej główną przyczynę uważa się występujące w naszej kulturze przesycenie seksem. Współcześni ludzie praktycznie na każdym kroku (Internet, filmy, kolorowe czasopisma itp.) stykają się z seksem i erotyzmem. Idąc za słowami profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza możemy powiedzieć, że seksoholizm to uzależnienie, czyli zachowanie przymusowe, które przestaje być przyjemnością, tylko zaczyna sprawiać już cierpienie. Ciągła potrzeba uprawiania seksu prowadzi do powstania nałogu - ciężkiej choroby i upadku na "moralne dno".

Seksoholizm to choroba, obejmująca zachowania o podłożu seksualnym, które mają destrukcyjne skutki dla życia społecznego i emocjonalnego jednostki takie jak: masturbacja, natręctwa seksualne, częsta zdrada, częste oglądanie pornografii. Pojęcie seksoholizmu, jako odrębnej jednostki diagnostycznej jest przedmiotem kontrowersji w kręgach psychologów i psychiatrów.


Problem seksokolizmu jest coraz bardziej powszechny i coraz częściej głośno się o nim mówi. Seksoholik to człowiek, który stawia się poza kontekstem tego, co dobre a co złe. To osoba, która straciła nad sobą kontrolę, nie potrafi już wybierać i nie jest na tyle wolna, aby się opamiętać. Dla seksoholika lubieżność z czasem staje się uzależnieniem - tak jak alkohol dla alkoholika. Można powiedzieć, że seksoholik to "seksualnym pijak", który nie może już znieść swojej lubieżności, ale nie może też jej powstrzymać. 



Japońscy seksoholicy:

Od kilku lat w Japonii działa specjalna grupa terapeutyczna dla osób uzależnionych od seksu. Nosi ona nazwę Kółko X, chociaż może raczej powinno nazywać się Kółkiem XXX. Pacjenci to specjalne przypadki, którym nie pomagają środki antydepresyjne przepisane im przez lekarzy. Każdy z nich ma własną historię do opowiedzenia i są one jednocześnie smutne i śmieszne. Oto kilka przykładów:


- Acchan z Kobe tak uzależnił się od stron pornograficznych, że całe dnie spędzał w kafejkach internetowych i przestał chodzić do pracy


- Asuka Hisamoto miała taki temperament, że mąż przeniósł się na kanapę mając dosyć, a ona szukając dobrego seksu przespała się w krótkim czasie z 400 mężczyznami


- Pewien 19-latek zgromadził w swoim pokoju tak dużo pornograficznych filmów i komiksów, że o mało nie zawaliło się drugie piętro jego domu


- 24-letni gej z powodu nadmiaru seksu nabawił się złośliwego wypadania odbytu


- Mężczyzna w średnim wieku przyznał się do uprawiania seksu z... rybami. Najbardziej upodobał sobie karasia srebrzystego


Terapia przyniosła też zaskakujący rezultat: Asuka poznała w grupie mężczyznę napalonego równie mocno jak ona i teraz leczą się wzajemnie... w sypialni



wtorek, 8 lipca 2014

Jak schudłem. Poznajcie moją historię.

http://demotywatory.pl/4062375
Kiedy byłem na pierwszym roku studiów z moim zdrowiem nie było za wesoło. Wiele ze swoich przeżyć w tamtym okresie opisałem w artykule pt. "Jak pokonałem trądzik. Poznajcie moją historię". Przy wzroście 187 cm ważyłem wówczas prawie 90 kg, mój pot miał ostry zapach, wypróżniałem się co kilka dni (stolec miał fermentujący "zapach") i miałem ogromne problemy z trądzikiem. Często się przeziębiałem ale lekarze nigdy nie wspominali o diecie, nawet nie pytali jak się na co dzień odżywiam. Ograniczali się tylko do przepisywania antybiotyków. Podobnie dermatolog przepisywał mi tylko antybiotyk z gatunku tetracyklin. Zero rozmowy o moim stylu życia, nie interesowało ich czy jem produkty z konserwantami, ile kaw dziennie piję, czy się wysypiam. Dla tych ludzi najważniejsze było przepisywanie antybiotyków. Jak już pisałem we wspomnianym artykule w tamtym okresie sam wziąłem się za siebie, zacząłem czytać książki poświęcone medycynie naturalnej (głownie książki prof. Michała Tombaka i św. Hildegardy z Bingen) i pokonałem trądzik. Dziś jednak nie chcę się powtarzać i pisać o trądziku. Dziś opisze wam jak wówczas schudłem.

Ciężko jest pisać o swoim prawdziwym życiu. Wiem, że prowadzę blog anonimowo ale mimo tego nie jest łatwo otwierać się przed innymi. Pierwszy raz otworzyłem się tak mocno w artykule "Jak pokonałem trądzik. Poznajcie moją historię". Dziś mam zamiar otworzyć się ponownie. Tak więc podczas studiów miałem problemy ze zdrowiem, a lekarze (delikatnie rzecz ujmując) bardziej mi szkodzili niż pomagali. W tamtym czasie miałem w domu książkę prof. Michała Tombaka pt. "Jak żyć długo i zdrowo", którą jako wrak człowieka zacząłem czytać. Najpierw ogarnęło mnie zdziwienie, a potem coś co Anthony de Mello w książce "Przebudzenie" nazywa świadomością. Nagle spłynęła na mnie świadomość, że trądzik nadwaga, brzydki zapach potu, bezsenność, nadpobudliwość (byłem wówczas bardzo nerwowy i agresywny), to jak się czuje i wyglądam nagle uświadomiłem sobie, że w znacznym stopniu ja jestem za to odpowiedzialny. To co jem i piję, to jak żyję ma bezpośrednie przełożenie na stan mojego zdrowia.

Początek nie był trudny, był za to radykalny! Natychmiast odrzuciłem wszystko to co szkodzi zdrowiu. Przestałem pić colę i inne napoje gazowane, które tak lubiłem. Teraz kiedy miałem świadomość ich szkodliwości budziły we mnie obrzydzenie. Z każda kolejną przeczytaną książką o zdrowiu (np. Jean Carper "Żywność twój cudowny lek", Elżbieta Cybulska "Tajemnice niekonwencjonalnej medycyny") odrzucałem coraz więcej pokarmów. Przestałem odwiedzać fast foody, MC Donalds, którego prędzej lubiłem zaczął budzić we mnie obrzydzenie. Zacząłem czytać skład kupowanych produktów i unikałem tych z konserwantami (tzw. E dodatkami). Mało tego zamieniłem białe pieczywo na chleb razowy, z małej piekarni. Kiedy tylko mogłem kupowałem razowy chleb w sklepie z ekologiczną żywnością albo piekłem sam w domu na ekologicznej (orkiszowej i razowej) mące. Piwo z dużych browarów zamieniłem na te z małych browarów. Z czasem zauważyłem, że najlepiej jest pić wodę mineralną (powtarzam mineralną, a nie źródlaną) i w małej ilości dobry alkohol (polecam regionalne piwo z małych browarów). 

Poza tym odrzuciłem herbaty w torebkach. od wielu lat piję zieloną liściastą herbatę zaparzaną w specjalny sposób. Poza tym piję ekologiczne zioła firmy Dary Natury. Herbaty w torebkach już mnie nie kręcą.

Wierzcie lub nie ale te wszystkie zmiany sprawiły, że w ciągu dwóch miesięcy schudłem i to bardzo bo o ponad 20 kg. Potem trochę zastopowałem i obecnie moja waga waha się w granicach 72-76 kg. Potrafię kontrolować masę swojego ciała, mam codzienne zdrowe wypróżnienia, a mój pot już nie drażni nieprzyjemnym zapachem. O tym, że pokonałem trądzik już wiecie więc nie będę się powtarzał.

Co by tu jeszcze dodać? A już wiem. Zacząłem stosować zasadę NIE-zapijania do jedzenia. Płyny pije kilka minut przed albo godzinę po jedzeniu. Wierzcie mi lub nie ale zapewniam Was, że zapijanie do jedzenia sprawia, że człowiek bardziej tyje. Poza tym zacząłem codziennie jeść śniadania i zrozumiałem, że osoby, które jedzą obfite śniadanie mają lepsza przemianę materii i tak nie tyją.

Są jeszcze inne czynniki, o których tylko wspomnę. Aczkolwiek jeśli ktoś poprosi to mogę w komentarzach napisać więcej. Tak więc zacząłem się więcej ruszać, spacerować i stosować ćwiczenia oddechowe. Ponad to zgłębiłem zagadnienia takie jak medycyna psychosomatyczna i wpływ podświadomości (oraz pozytywnego myślenia i gelotologii) na ludzkie zdrowie. Jednym z moich guru stał się Jan z Salisbury, który podobnie jak Cyceron twierdził, że wykształcenie, wszechstronna wiedza, mądrość prowadzą do oświecenia, świadomości (do Boga). 



Polecam moje artykuły:

"Jak pokonałem trądzik. Poznajcie moją historię"

Ostateczne zwycięstwo, czyli jak pokonałem blizny po trądziku.


niedziela, 6 lipca 2014

Słodycze i konserwanty a narastająca u dzieci i młodzieży agresja

U siebie w domu mam bardzo dużo książek. Wiele z nich dotyczy zdrowia, medycyny zachodniej oraz tzw. medycyny niekonwencjonalnej (naturalnej). Czasem tezy głoszone przez różnych pisarzy są ze sobą sprzeczne. Sprzeczne tezy możemy wyczytać w książkach prof. Michała Tombaka ("Jak żyć długo i zdrowo") i prof. Zbigniewa Wiśniewskiego ("Nie ma chorób nieuleczalnych"). Jeszcze inne spojrzenie na sprawy zdrowia miała św. Hildegarda z Bingen. Dziś jednak chciałbym napisać o jeszcze innej autorce Pani Jean Carper, która napisała kilka książek poświęconych zdrowiu i wpływowi żywności na ludzki organizm. Jean Carper w swoich książkach odwołuje się do badań naukowych i daleka jest od odwoływania się do medycyny z Dalekiego Wschodu. Otóż w jednej z jej książek pt. "Żywność twój cudowny lek" w indeksie na ostatnich stronicach książki znalazłem punkt nazwany "słodycze a agresja".

Nie ukrywam, że zagadnienie wpływu słodyczy (szerzej wpływu konserwantów) na poziom agresji bardzo mnie zaciekawiło. W końcu obserwujemy coraz wyższy poziom agresji u coraz młodszych Polaków. Dzieci już w szkole podstawowej potrafią się bić oraz okazywać agresję w stosunku do nauczycieli i rodziców. Czy przypadkiem nie występuje tu związek z coraz gorszym jedzeniem, którym rodzice karmią swoje dzieci? batoniki, cukierki, czekoladki, lody, słodkie soki i napoje gazowane. Czy dzieci wiedzą jak bardzo szkodzi to ich zdrowiu? Czy rodzice czytają skład kupowanych produktów i świadomie podają swoim dzieciom tego typu trucizny? 


Świadomość...
Rodzice, młodzież, studenci, wszyscy muszą uświadomić sobie, że w XXI wieku wiele produktów dostępnych na sklepowych półkach tak naprawdę nie jest jedzeniem. Producenci żywności dostosowują się do wymagań konsumentów, a ludzie wymagają żeby jedzenie było tanie. Więc producenci dostarczają nam kiełbasę, w której jest więcej chemii niż mięsa, słodycze, które często przypominają "bomby chemiczne", szkodliwe chipsy, niszczącą zdrowie cole itp. 

Oto kilka przykładów szkodliwości konserwantów dodawanych do jedzenia:


1. Benzoesan sodu (E211 i E200): 
W oficjalnej wersji są to środki konserwujące zapobiegające psuciu się żywności. Występują między innymi w sokach i napojach gazowanych typu cola, marmoladach, serach, owocach cytrusowych, konserwach rybnych, bananach, margarynach, przyprawach, sosach i wielu innych. Świadomy konsument wie, który czyta skład kupowanych produktów wie, że producenci umieszczają pełną nazwę "benzoesan sodu" lub nazwy skrócone z symbolem "E". Kiedyś nasi przodkowie konserwowali żywność za pomocą soli, wędzenia, chłodzenia w studni. Dziś używamy do tego środków chemicznych i cierpimy na liczne choroby cywilizacyjne takie jak np. rak jelita grubego. Czy nie wydaje Wam się, że jedną z przyczyn występowania tych chorób są właśnie konserwanty?

Powoduje zmiany w DNA i ADHD u dzieci: "Profesor Peter Piper, biolog molekularny z Uniwersytetu w Sheffield odkrył, że benzoesan sodu jest odpowiedzialny za zniszczenia DNA w mitochondriach komórek. Dla przypomnienia, mitochondrium posiadają wszystkie komórki (poza czerwonymi krwinkami) i jest potrzebne (między innymi) do produkcji energii. Kiedy nie ma mitochondrium, komórka umiera lub zapada na rozmaite dysfunkcje. Tak czy inaczej jest już na straconej pozycji.
Dodatkowo, profesor stwierdził, że istnieje możliwość, że w ten sam sposób benzoesan sodu uszkadza ludzkie DNA (mitochondria mają swoje DNA, a ludzie swoje, wiem że to może być dla Ciebie dziwne, ale rzeczywiście tak jest, że mitochondria są jakby osobnymi organizmami „zamkniętymi” w naszych komórkach i działają z nimi w symbiozie).
Istnieją również badania, które potwierdziły zależność pomiędzy spożyciem benzoesanu sodu a występowaniem symptomów ADHD u dzieci" - zacytowany fragment zaczerpnąłem z tego artykułu:  http://www.ziolaiprzyprawy.info/2012/11/19/blog/benzoesan-sodu-e-211-kwas-benzoesowy-dlaczego-jest-szkodliwy-dla-ludzi/


Ważne:
"Benzoesan sodu w połączeniu z kwasem askorbinowym (witaminą C) wytwarza benzen – substancję rakotwórczą. Tego typu połączenie substancji często występuje w napojach" - źródło: http://hipoalergiczni.pl/benzoesan-sodu-i-substancja-rakotworcza/



2. Glutaminian sodu (E621):
Podobnie jak benzoesan sodu jest dodawany praktycznie do wszystkiego. Znajdziemy go w fast foodach, żywności przetworzonej. Jest tanim i rakotwórczym wzmacniaczem smaku dodawanym do taniej żywności, którą jedzą nieświadome masy  w fast foodach. Glutaminian sodu Jest używany w większości restauracji, szczególnie w daniach wegetariańskich i w niskoproteinowym pożywieniu. Każdy kto spożywa produkty mające w składzie glutaminian sodu powinien być świadom, że może z tego powodu zachorować na:
  1. Alergię.
  2. Chorobę nowotworową (raka)
  3. Mieć problemy z krążeniem.
  4. Depresję.
  5. Niepokój, padaczkę.
  6. Choroby trawienne takie jak m.in. rak jelita grubego (choroba nieznana w Afryce póki nie pojawiły się tam amerykańskie fast foody).


Glutaminian jako narkotyk
"W odróżnieniu od innych narkotyków nie powoduje on żadnych halucynacji czy stanów „high”, tylko wywołuje „tylko” sztuczny apetyt, zakłócając funkcjonowanie rdzenia mózgowego, który (układ limbiczny) reguluje podstawowe funkcje naszego ciała a także odczucia a zatem i poczucie głodu. Poprzez wpływanie na układ limbiczny glutaminian powoduje nadmierne pocenie się, reakcje stresowe jak bóle żołądka, podwyższone ciśnienie krwi, kołatanie serca oraz migreny. Percepcja zmysłowa oraz zdolność uczenia się i koncentracji po konsumpcji glutaminianu jest wyraźnie ograniczona przez kilka godzin. U alergików glutaminian może wywołać atak epileptyczny a nawet paraliż układu oddechowego" - źródło: http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2010/04/23/glutaminian-sodu-e621-w-wiekszosci-produktow-bardzo-szkodliwy/


Film ze szkodliwymi dodatkami do żywności:



3. L-cysteina (E920, substancja ulepszająca):
Wierzcie lub nie ale chemicy wytwarzają ten konserwant z sierści zwierzęcej i piór kurczaków.Konserwant ten jest wykorzystywany jako polepszacz pieczywa, oczywiście nie znajdziemy go w chlebach ekologicznych i tych z małej piekarni. No ale chleb, który ludzie kupują w supermarketach - no cóż.


4. Szkodliwe barwniki (są oznaczane numeracją od E100). Oto kilka przykładów:

Tartrazyna (E 102):
  Barwnik ten jest dodawany do napojów w proszku, sztucznych miodów, esencji owocowych, musztardy, napojów bezalkoholowych, zup w proszku, galaretek, dżemów i wielu innych. Działanie: u astmatyków może powodować  reakcje alergiczne, bezsenność, depresję, nadpobudliwość i dekoncentrację.  W połączeniu z benzoesanami jest podejrzewany o wywoływanie ADHD u dzieci. 


Azorubina (E122): 
    Jest to barwnik stosowany przede wszystkim w wyrobach cukierniczych i napojach.  Zaliczamy go do grupy barwników azowych które są posądzane o nasilanie objawów astmy. Poza tym u kobiet w ciąży mogą powodować skurcze macicy i doprowadzić do poronienia, w połączeniu z benzoesanami mogą powodować nadpobudliwość u dzieci. Barwniki z tej grupy są również posądzane o działanie rakotwórcze.


Film: Konserwanty wywołują rozdrażnienie u dzieci
 

Robiąc zakupy możesz zmienić świat na lepsze

Tytuł dzisiejszego posta może Ci się wydawać dziwny, co jednak nie oznacza, że jest on fałszywy. Wręcz przeciwnie naprawdę uważam, że coś tak normalnego i powszechnego jak robienie zakupów może mieć głębszy sens i pozytywnie (lub negatywnie) wpływać na nasze życie i szerzej na gospodarkę naszego kraju. Zacznijmy jednak od początku. Na co zwracasz uwagę podczas zakupów? Nie wiem jaką jesteś osobą ale zapewniam Cię, że większość konsumentów na pierwszym miejscu stawia cenę kupowanego produktu. Tylko nieliczni zwracają uwagę na jakość i wolą kupić produkt lepszy ale za to droższy.

Załóżmy jednak, że zaliczasz się do większości (czyli mas) i robisz tak jak wszyscy. Zapewne chcesz być nowoczesna (nowoczesny) i wybierasz duże supermarkety. Obok małych sklepików prowadzonych przez Polaków przechodzisz niechętnie i uważasz je za przeżytek. Tak jak wszyscy wolisz supermarkety i nie wgłębiasz się w to, że są one własnością osób, które nie są Polakami. A co za tym idzie większość podatków płacą w swoich krajach, wiele produktów żywnościowych wolą sprowadzać spoza Polski i często oferują produkty gorszej jakości ale za to tanie. 

Możliwe, że śmieszą Cię ludzie tacy jak ja, którzy twierdzą, że lepiej jest kupować w polskich sklepikach droższe ale za to lepsze jakościowo produkty. Możliwe jest też to, że tak jak inni powtarzasz: "wolę kupować tanie produkty w supermarketach dzięki temu oszczędzam i mogę jechać na wakacje"

No ok masz prawo do takiej postawy ale skoro wszyscy tak robią i uważają, że to jest ok to dlaczego w Polsce jest coraz większe bezrobocie? Dlaczego tylu młodych ludzi wyjechało za pracą do innych krajów? Dlaczego upadł polski przemysł i upadają polskie sklepy?

Odpowiedź jest prosta. To Twoja wina, to wina tych, którzy robią zakupy w zagranicznych supermarketach. Nie kupujecie polskich towarów, zadowalacie się masówką i takim zachowaniem wyniszczacie gospodarkę swojego kraju.

Kierujecie się chorą logiką. Mówicie, że kupujecie w marketach bo tam produkty są tanie i dzięki temu możecie oszczędzić pieniądze na wakacje. Ale jakim kosztem? Nie wiecie? Więc Wam odpowiem. Kosztem pracy, robiąc zakupy w zagranicznych sklepach wspieracie nie swój (Polskę) ale inne kraje. Szkodzicie naszemu rynkowi pracy, przez Was lokalni przedsiębiorcy, szczególnie w małych miastach nie mogą rozkręcić żadnego biznesu. Szkodzicie też jakości polskiego jedzenia ponieważ wspieracie sklepy oferujące "masówkę", czyli słabej jakości pieczywo, słabej jakości wędliny itp. najgorsze jest to, że wielu z Was ma wyższe wykształcenie. Widocznie dyplom ukończenia uczelni wyższej nie oznacza, że ktoś jest świadomy tego co robi.

Kliknij aby otworzyć demotywator.
Czasy w których jabłka, marchew, buraki oraz inne warzywa i owoce mieszkańcy małych i średnich miast mogli kupić na targu i w lokalnym sklepie powoli odchodzą do przeszłości. W XXI wieku wielu Polaków robi zakupy w supermarketach, których właścicielami najczęściej nie są Polacy, a warzywa i owoce są sprowadzane z innych krajów. 

Wielu Polaków z polskiej branży warzywnej wręcz załamuje ręce, jeden z nich mówi otwarcie: "W dużym tempie powstają hipermarkety, które mają swoje zaopatrzenie, swoje magazyny. Pomidory, ogórki, papryka – to w większości sprowadza się z zagranicy. Proponuję pojechać na giełdę w Broniszach, do Lublina czy Łodzi. Z każdej branży powiedzą podobnie" - http://niezalezna.pl/44629-pytal-premierze-jak-zyc-nie-doczekal-sie-odpowiedzi-bo-premier-go-unika

W tym miejscu warto zadać pytanie dlaczego tak wielu niszczy gospodarkę swojego kraju oraz własne zdrowie? Czy nie jest lepiej jeśli np. mieszkaniec małego lub średniego miasta kupi jabłka w małym sklepie prowadzonym przez mieszkańca tego miasta? Taki sklepikarz zapewne sprzedaje jabłka lokalnych sadowników i płaci podatki w swoim mieście. 

Jaki jest sens w zniszczeniu lokalnego handlu oraz pozwalaniu na budowanie dużej ilości supermarketów? Moje rodzinne miasto liczy ok. 15 tys. mieszkańców i ma już prawie 10 supermarketów, które wyeliminowały większość małych sklepików. Rynek i okoliczne uliczki to praktycznie puste lokale do wynajęcia. Moje miasteczko turyści często nazywają "Zagłębiem supermarketów". Podobnie jest w innych polskich miastach małych i dużych. Czy to aby na pewno jest postęp? Jeśli to wszystko jest takie wspaniałe to dlaczego młodzi ludzie uciekają z małych miast i twierdzą, że praca jest tam tylko dla ludzi mających znajomości? A reszta może co najwyżej pracować za kasą w supermarkecie bo o rozwinięciu własnego biznesu (przy nieuczciwej konkurencji stosowanej przez zagraniczne sieci supermarketów) ludzie mogą co najwyżej pomarzyć.

Od setek, jeśli nie tysięcy lat normalnym było to, że owoce, warzywa i inne produkty pochodziły z najbliższej okolicy. Sprzedawano je na targach, a w bardziej współczesnych nam czasach w lokalnych sklepikach. Dla naszych babć i prababć, przed i po wojnie (1939-1945) normalnym było to, że owoce w sklepach albo na targowisku pochodzą od rolnika z okolicznej wsi, a drób pochodzi z okolicznych ubojni, które mają podpisane umowy z lokalnymi rolnikami. A jak jest dziś? Wszędzie obserwujemy narastającą fascynację supermarketami, które jak grzyby po deszczu wyrastają nie tylko w dużych ale też w bardzo małych miastach.



Obecność sieci supermarketów wyniszcza polski handel. Mały rolnik, mały sadownik traci swoje punkty zbytu i zarazem jest za mały na podpisanie umowy z supermarketem. A jeśli nawet taki mały rolnik jakimś cudem podpisze umowę z którąkolwiek siecią supermarketów,  to i tak jego np. jabłka zostaną wysłane gdzieś daleko, do punktu skupu. Następnie mogą one trafić gdzieś na drugi koniec Polski.

No ale powyższy przykład jest dość abstrakcyjny ponieważ sieci supermarketów najczęściej sprowadzają towary ze swoich krajów, nawet jabłka sprowadzają z zagranicy. Czy taka sytuacja nie jest chora? A Polacy wchodzą w tą propagandę jak "w masło", całymi rodzinami robią zakupy w dużych molochach i jeszcze uważają się za nowoczesnych. A prawda jest taka, że są mało bystrzy, manipulowani i (co tu ukrywać nazwijmy prawdę po imieniu) swoim zachowaniem szkodzą polskiemu handlowi.

Wszystko zmierza do tego żeby upadły małe gospodarstwa, które od lat były polską dumą i lokalne sklepy oraz targowiska. Pod płaszczykiem postępu to co polskie ginie.







czwartek, 3 lipca 2014

"Przebudzenie" – Anthony de Mello

"Jak cudownie jest siedzieć w więzieniu. Albo, jak to ktoś kiedyś powiedział, być w swej klatce. Czy lubisz być w więzieniu? Czy lubisz być pod kontrolą? Powiem wam coś. Ilekroć pozwalacie sobie na dobre samopoczucie, kiedy mówią wam, że jesteście OK., tylekroć przygotujcie się na złe samopoczucie - z chwilą gdy powiedzą wam, że nie jesteście dobrzy. Dopóki żyjesz po to, by spełniać cudze oczekiwania, lepiej dobrze zważ, w co się ubierasz, jak się czeszesz i czy masz dobrze wyczyszczone buty. Krótko mówiąc, bacz na to, czy spełniasz każde ich cholerne oczekiwanie. I to ma być ludzkie?" - Anthony de Mello


"Przebudzenie" jest jedną z najbardziej niesamowitych książek, które czytałem. Istnieje wersja elektroniczna do której link podałem pod postem więc nie musicie jej kupować w księgarni. Mimo tego, że "Przebudzenie" można znaleźć na wielu stronach ezoterycznych (i z nurtu New Age) to jednak należy pamiętać, że autor Anthony de Mello był jezuitą (katolikiem). Kto wie może to właśnie Ty dziś się dziś przebudzisz po przeczytaniu tej książki?


Film: Zimne Przebudzenie (Anthony de Mello) 




"Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnąć zarówno cierniom na bagnach, jak i kwiatom w ogrodach" – Anthony de Mello
Bóg jest jak ten deszcz więc nie dziw się, że na świecie jest dobro i zło.


Anthony de Mello był jezuitą, warto dodać kontrowersyjnym jezuitą ponieważ na pierwszym miejscu nie stawiał praktyk religijnych, sakramentów itp. Jego zdaniem ważniejsze jest życie i to jak postrzegamy świat.






"Nie istnieje wyjaśnienie wszelkiego cierpienia, zła, męczarni, zniszczenia i głodu na świecie. Nigdy tego nie wyjaśnisz. Możesz bawić się swymi wyjaśnieniami, religijnymi czy też innymi – ale nie wyjaśnisz tego nigdy. Bo życie jest tajemnicą, co oznacza, że twój myślący umysł nie jest tego w stanie rozwikłać. Dlatego właśnie masz się przebudzić i wtedy dopiero pojmiesz, że nie w świecie ukryte są problemy, ale że ty sam jesteś problemem" - Jezuita Anthony de Mello (1931–1987)


Kiedy pierwszy raz czytałem „Przebudzenie” zbiór rekolekcji i wykładów Anthonyego byłem pod wielkim wrażeniem. Dziś już praktycznie znam całość na pamięć. Nie będę się rozpisywał o filozofii tego wspaniałego człowieka, większość z Was i tak pewnie śpi i nie chce się obudzić dlatego ograniczę się do zacytowania fragmentu z „Przebudzenia”. Poza tym podaję link do internetowej wersji książki.



Popularne artykuły