piątek, 31 października 2014

Dieta pruska idealna dla Polaków.



           
Sanktuarium w Romowe. Kronika ziemi pruskiej, Piotr z Dusburga
Na wstępie pragnę zaznaczyć, że dieta pruska nie ma nic wspólnego z dietą niemiecką. Pisząc o Prusach mam na myśli ludzi żyjących na terenie Prus od pierwszych wieków naszej ery (według niektórych nawet od 2-4 tys. lat p.n.e.). Kraina Prusów, o których piszę znajdowała się na terenie obecnego województwa warmińsko-mazurskiego oraz obwodu kaliningradzkiego. Ten dumny lud został pokonany dopiero w XIII wieku przez Zakon krzyżacki. Jednak mimo militarnej klęski Prusowie kultywowali swoją tradycję i nie wyrzekli się religii przodków. Wielu historyków i pasjonatów (np. Łucja Okulicz Kozaryn, Lech Z. Niekrasz) twierdzi, że Prusowie byli ludem długowiecznym. 


            Byli długowieczni w czasach starożytnych, długowiecznością i odpornością na choroby cieszyli się również w średniowieczu. Dzięki temu artykułowi dziś Ty dowiesz się jak wyglądało ich codzienne życie, jak się odżywiali. Prusowie podobnie jak Słowianie są naszymi przodkami dlatego zamiast stosować głupie diety z USA, albo z Zachodniej Europy lepiej sięgnij do swoich korzeni. Skorzystaj z wiedzy przodków i zmień swoje życie na lepsze.


            Masowe epidemie i liczne w średniowieczu choroby dziesiątkujące społeczności wielu krajów, nie dotykały Prusów. Większość informacji w niniejszym artykule jest oparta na najnowszych badaniach archeologiczno-antropologicznych oraz analizie zapisków kronikarskich. Spośród wielu książek poświęconych tej tematyce polecam: Lech Z. Niekrasz, Gdzie jesteście Prusai? - link do darmowej wersji elektronicznej: 





Sekrety długowieczności Prusów:

1. Sauna:  Każde pruskie gospodarstwo (kaym) było ufortyfikowane, czyli otoczone drewniano-ziemnymi umocnieniami. Na gospodarstwie mieszkała głowa rodu, z żoną albo wieloma żonami, z dziećmi i niewolnikami oraz niewolnicami. Na każdy kaym składało się kilka, a czasem kilkanaście mniejszych i większych drewnianych domów. Na takie gospodarstwo składały się: chata lub kilka chat dla członków rodziny, chaty dla niewolników, spichlerze na ziarno, stodoły, stajnie, suszarnie na zboże, studnia i łaźnie.

Te ostatnie były dla Prusów bardzo ważne. W każdej łaźni znajdował się piec z polnych kamieni, na które po podgrzaniu lano wodę. Było to coś w rodzaju sauny. Prusowie lubili dbać o swoją higienę i myli się często. Nawet jeśli prędzej pływali w jeziorze to i tak po powrocie na swoje gospodarstwo korzystali z łaźni, w których gorąca woda wylewana na kamienie tworzyła parę, umożliwiającą kąpiel parową. Jak to ładnie ujął polski kronikarz Jan Długosz: "łaźnie codzienną były potrzebą, równie u mężczyzn jak i u kobiet; utrzymywali bowiem, że wypędzały z ciała chorobę ostatniego przepicia i przedłużały życie".



2. Trunki:  Średniowieczni Prusowie pili wiele rodzajów trunków np: kumys (mleko kobyle) i miód. Kumys to taki kefir z dodatkiem alkoholu. Tylko mleko uzyskiwano poprzez dojenie kobyły. Kumys był dla Prusów tym, czym piwo było (i jest) dla Polan. Miód był natomiast przeznaczony dla pospólstwa i niewolników.

           Prusowie, jak podaje Długosz żyjący w XV wieku kronikarz:  "pili końskie mleko, a ono zwykle głowę zawraca". Napój ten nie był znany Polanom ani Germanom, znali go natomiast mieszkańcy zaludniający stepowe regiony Wschodu. Czy nie jest to dowód na to, że Prusowie wywodzą się z tamtych ziem, znad Wołgi i Dniepru? Prawdopodobnie kilkaset lat, może nawet ponad tysiąc lat przed Chrystusem przybyli oni na tereny obecnego województwa warmińsko-mazurskiego i obwodu kaliningradzkiego właśnie stamtąd.

            Miód był napojem syconym, czyli wymieszanym z wodą, gotowanym i pozostawionym do skwaśnienia. Później zaprawiano go szyszkami chmielu, dzięki czemu jego walory smakowe były zbliżone do trunków alkoholowych. Jako ciekawostkę można podać, że Prusowie raczej nie pili piwa - ulubionego trunku Słowian (Polan).



3. Mięso: Prusowie słynęli ze swojej gościnności, dbania o higienę oraz zamiłowania do śpiewu (śpiewali przy każdej okazji). Gdybyś czytelniczko, bądź czytelniku w XIII wieku został ugoszczony (-ona) przez Prusów to posadzono by cię za wielkim stołem, a pośladki twoje by spoczęły na krześle lub leżącym w chacie pniu drzewa. Na środku chaty by płonęło ognisko, a otwór w ścianie, zwany w języku pruskim lanxto, by spełniał rolę okna i zarazem pełnił funkcje komina, czyli otworu na ujście dymu.


            Jednej potrawy na stole Prusów nigdy nie brakowało, a było nią mięso. Prusowie, jako ludzie długowieczni kochali wyroby pochodzenia zwierzęcego, badania archeologiczno-antropologiczne dowodzą, że lud ten cieszył się doskonałym stanem zdrowia, a mężczyźni dożywali sędziwego wieku. Poza tym bardzo dużą odpornością na choroby cieszyły się pruskie kobiety. Jak to ładnie ujął Lech Z. Niekrasz: "Prusów nie doświadczały masowe i mordercze epidemie, które wyludniały wielkie połacie średniowiecznej Europy".


            Prusowie jedli mięso w postaci surowej, gotowanej, pieczonej oraz suszonej. Ze zwierząt hodowlanych preferowali: nierogaciznę, owce, kozy i koninę. Poza tym konsumowali zwierzynę upolowaną, czyli dziczyznę. Specjalizowali się w wyrabianiu kiełbas. Głównym składnikiem jednej z pruskich zup o nazwie iuse, przyrządzanych w glinianych garnkach, były sproszkowane kawałki ususzonego mięsa.



4. Nabiał: Suris (sery) i auctan (masło), poadamynan (surowe mleko),  ructan-dadan (kwaśne mleko kobyle). Przytoczone pruskie nazwy produktów mlecznych oraz badania archeologiczne potwierdzają, że mleko kobyle i jego wyroby były ważnym składnikiem pruskiej diety. Profesor Okulicz - Kozaryn trafnie zauważa, że "na bardzo starą tradycję gospodarki nabiałowej wśród Prusów wskazuje fakt, że wszystkie nazwy z nią związane posiadają rdzennie pruską etymologię i nie zostały zapożyczone z języków obcych".

      

5. Jedli to co rosło w dziewiczej puszczy oraz to co rosło w ich ogródkach:

            Prusowie kochali przyrodę, wierzyli, że nawet niszczenie kory drzewa i łamanie gałęzi jest czymś złym. Traktowali puszczę, która ich otaczała jak świętość. Jeśli musieli wyciąć drzewo albo upolować zwierzę to robili to tylko w ostateczności, nigdy dla przyjemności.  

            Prusowie w swojej diecie preferowali zioła oraz jarzyny z przydomowych ogródków, w których najczęściej rósł groch, bób oraz rzepa. Uprawiali też zieleninę w postaci lebiody, pokrzywy i szczawiu. Z owoców leśnych na pruskim stole można było znaleźć owoce leśne (jagody, jeżyny, maliny i poziomki). Pruskie gospodynie przyrządzały z owoców susz na zimę, którym urozmaicały liczne potrawy mączne.

          

6: Pieczywo - chleb, wyroby mączne fundament diety Prusów: Produkty rolne, zboże stanowiło fundament diety Prusów. Przerabiali oni zboże w kamiennych żarnach na mąkę, z której piekli wiele różnych gatunków chleba. Sompisenis (chleb gruby razowy), geits (chleb żytni) to tylko niektóre z pruskich nazw. Meltan, czyli potrawa z moczonych, suszonych i mielonych ziaren owsa. Jak zauważa Lech Z. Niekrasz jest to potrawa podobna do czegoś co "zachowało się do niedawna na Białorusi, gdzie z owsa przyrządzano gorzkawy w smaku i popijany słodkim mlekiem kisiel".

Na zakończenie należy dodać, że Prusowie znali technologię tłoczenia oleju z maku, lnu i konopi oraz wytwarzali mydło z mieszanki tłuszczu zwierzęcego i wody.



Kilka średniowiecznych przepisów:


Niektóre przepisy te znali zarówno Słowianie (Polanie) jak i Prusowie. Inne były Prusom obce.


I. Przepis na średniowieczne cukierki:

Ich najdroższym składnikiem był cukier brązowy, który był bardzo drogi. Dlatego większość ludzi słodziła potrawy miodem. Mała miseczka cukierków w średniowieczu kosztowała czasem tyle co koń z wyposażeniem. Na takie smakołyki mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi ludzie: biskupi, proboszczowie, możni, władcy, książęta, niektórzy rycerze, a w czasach późniejszych niż średniowiecze szlachta i magnateria.


Jean Verdon w książce pt. "Przyjemności średniowiecza" podaje ciekawe informacje na temat cukru: "(...) Cukier, dotąd mało znany we Francji, rozpowszechnia się pod koniec XIV wieku. Prawdziwą namiętnością do cukru zapałał wiek XV, zwłaszcza w tych krajach śródziemnomorskich, w których uprawia się trzcinę cukrową". Ciężko jest stwierdzić kiedy cukier i cukierki pojawiły się na terenie Polski. Podejrzewam, że elity polskie znały ten przysmak już w XIV, a może nawet w XIII wieku.



II. Sosy w średniowieczu:  dwie trzy miary gorczycy, zmiel utucz w moździerzu. Główny składnik to czosnek i pietruszka, gorczyca, jabłko, cynamon, imbir. Przepis na średniowieczny sos czosnkowy z imbirem i cynamonem:

Składniki:

20 ząbków czosnku

2 czubate łyżki miękiszu czerstwego chleba

250 ml bulionu

1/4 łyżeczki imbiru

1/4 łyżeczki cynamonu

szczypta goździków

sól

Przygotowanie:

18 ząbków czosnku pieczemy przez 30 minut w folii aluminiowej w piekarniku nagrzanym do 200°C. Chleb namaczamy w małej ilości bulionu.



Obieramy ząbki pieczonego i surowego czosnku. Wszystko ucieramy, dodając powoli resztę bulionu i przyprawy, aż powstanie jednolita, aksamitna masa. Solimy, stawiamy na ogniu, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez parę minut. Podajemy na gorąco - źródło sosu: http://puszka.pl/przepis/5169-agliata-sredniowieczny_sos_czosnkowy_z_imbirem_i_cynamonem.html



           

           


czwartek, 30 października 2014

Choroby na sprzedaż (lektor)



Jak ktoś powiedział -- koncerny farmaceutyczne dbają o to, byśmy umierali długo i szczęśliwie. Opinia wydaje się dość brutalna i sprzeczna z zadaniami stojącymi przed firmami produkującymi medykamenty. Czy rzeczywiście? Działalność firm farmaceutycznych jest bez wątpienia wielką misją wobec ludzkości.

Od ponad 30 lat sprzedaje leki na choroby, które wcześniej nie istniały. Jednym z przykładów jest przedmiesiączkowe zaburzenie dysforyczne (PMDD), czyli nieprzyjemne podenerwowanie, które większość kobiet odczuwa tuż przed okresem. Wystarczyła seria artykułów w prasie medycznej, a dolegliwość znana od zarania ludzkości doczekała się oficjalnej medycznej kategorii diagnostycznej. Jednocześnie koncerny farmaceutyczne przedstawiły cudowny lek przynoszący ulgę w PMDD. Był nim doskonale znany antydepresant Prozac, tyle że sprzedawany pod inną nazwą i w postaci pigułek o innym kolorze. Przy okazji zaś jego cenę podniesiono czterokrotnie. W końcu żadna kobieta nie będzie go zażywać codziennie.

„Choroby na sprzedaż" ujawniają sensacyjne fakty na temat praktyk biznesu farmakologicznego. Dokument jest wynikiem połączenia dziennikarskiego śledztwa oraz wywiadów z ekspertami: lekarzami, redaktorami pism medycznych, biegłymi sądowymi, specjalistami od marketingu, przedstawicielami organizacji pozarządowych i byłymi pracownikami koncernów farmaceutycznych. Zdaniem autorów dokumentu koncerny farmaceutyczne częściej niż leki sprzedają nam dziś choroby. Przy mniej lub bardziej aktywnym udziale ekspertów oraz służby zdrowia wpaja się nam potrzebę zażywania kolejnych medykamentów, mających kurować fikcyjne przypadłości. Nowoczesna farmakologia zamieniła się w biznes, w którym nauka spełnia funkcję usługową. Jednak zamiast szukać skutecznych leków na prawdziwe plagi trapiące ludzkość, takie jak rak czy cukrzyca, przemysł farmaceutyczny zajmuje się dziś nabijaniem sobie kabzy w łatwy sposób.

Siedem systemów oczyszczania.

Naukowo stwierdzono, że ludzki organizm posiada siedem systemów oczyszczania , z różnych niszczących nasze zdrowie toksyn pochodzących z pokarmów oraz zanieczyszczonego środowiska. Systemy te to: jelito grube, wątroba, nerki, tkanka tłuszczowa, mięśnie i ścięgna, nos, uszy oraz oczy, płuca i skóra. Jeśli jeden z systemów nie spełnia swojej funkcji to z pomocą przychodzi drugi. Np.: jeśli jelito grube i wątroba nie są w stanie spełniać funkcji oczyszczania, to włączają się systemy oczyszczania poprzez nos (katar), oczy (łzy), skórę (pot) i płuca (wydychane powietrze, śluz). Przy tym na skórze pojawia się wysypka, egzemy lub inne alergie (np. trądzik) oraz katar. Walka z katarem i innymi objawami jest walką ze skutkiem. Jeśli będziemy smarować trądzik maścią to zwyciężymy bitwę ale nie wojnę! Podobnie jeśli będziemy walczyć z katarem i przeziębieniem za pomocą antybiotyków, które zwalczają chorobę a nie jej przyczynę. Ludzie są wygodni, często nie zastanawiają się dlaczego często chorują na taką samą chorobę – tłumaczą sobie, że są chorowici i skazani na ciągłe zażywanie leków. Moim zdaniem wszyscy powinniśmy sami wziąć sprawy we własne ręce, czytać o zdrowiu i profilaktyce i nie polegać tylko na przepracowanych lekarzach, którzy od lat są atakowani przez dietetyków oskarżających ich o nie uczulanie pacjentów na to co powinni jeść i pić.
Prawda jest taka, ze tylko zmiana sposobu życia, aktywność fizyczna oraz odpowiednia dieta i oczyszczanie organizmu zapewnią nam długie i szczęśliwe życie bez chorób i chemicznych leków, które wyniszczają organizm.


Siedem stopni zanieczyszczenia organizmu:
 
Na podstawie wielu badań określono siedem stopni zanieczyszczenia organizmu:
 
1. Pierwszy stopień zanieczyszczenia jest wtedy, kiedy człowiek zdrowy z wyglądu zaczyna odczuwać ciągłe zmęczenie i niezadowolenie z życia.
2. Przy drugim stopniu, oprócz ciągłego zmęczenia pojawiają się bóle głowy i łamanie w kościach całego ciała.
3. Trzeci stopień to wszelkiego rodzaju alergie (trądzik, kichanie itp.).
4. Czwarty stopień jest wtedy, kiedy pojawiają się torbiele, guzy, kamienie, nadwaga.
5. Piąty stopień to deformacja organów wewnętrznych, kości i stawów.
6. Szósty – organiczne choroby układu nerwowego (ciągła złość, nerwica itp.)
7. Siódmy – rozkład komórek i organów, który powoduje tworzenie się chorób nowotworowych.
 
Na podstawie powyższych punktów, każdy może z łatwością określić stopień zanieczyszczenia swojego organizmu.

środa, 29 października 2014

Hitler powiedział kiedyś: „Szczęśliwie się składa dla przywódców politycznych, że ludzie nie myślą”.

Czy rząd celowo próbuje ogłupić masy? Trudno to udowodnić, ale istnieje wiele danych wskazujących na to, że elita rządząca nie tylko toleruje, ale również aktywnie prowadzi politykę, której efekty szkodzą zdrowiu fizycznemu i psychicznemu populacji. Niniejsza seria artykułów traktuje o różnych sposobach ogłupiania współczesnego człowieka. W części pierwszej przyjrzymy się truciznom, które można znaleźć w spożywanych na co dzień napojach, pożywieniu i lekach.
 
Temat ogłupiania i odczłowieczania mas nieraz pojawiał się w artykułach na portalu The Vigilant Citizen. Obecność tych koncepcji w popkulturze jest jednak tylko zewnętrznym, symbolicznym wyrazem głębokich zmian zachodzących w naszym społeczeństwie. Dane naukowe od lat stanowią dowód na to, że rządy na całym świecie tolerują sprzedaż wielu produktów mających bezpośredni, negatywny wpływ na nasze zdrowie fizyczne i umysłowe. Wiele spożywanych na co dzień produktów, jak się okaże w tym artykule, powoduje uszkodzenia mózgu i obniża zdolność podejmowania decyzji, a nawet IQ.


Czy elita chce otępiałego społeczeństwa? Hitler powiedział kiedyś: „Szczęśliwie się składa dla przywódców politycznych, że ludzie nie myślą.” Wykształcone społeczeństwo zna swoje prawa, rozumie pewne kwestie i podejmuje działania, jeśli stan rzeczy mu nie odpowiada. Patrząc na olbrzymią ilość dowodów, można uznać, że elita chce czegoś dokładnie odwrotnego: społeczeństwa schorowanego, przestraszonego, zdezorientowanego i apatycznego. Przyjrzymy się skutkom, jakie mają dla naszego ciała leki, pestycydy, fluoruek i aspartam, oraz temu, jak produkty te są promowane przez struktury rządzące.


czwartek, 23 października 2014

Obudź się! Matrix cię ogłupia.

Wstęp...

Według Anny Lato 70% infekcji jest wywoływanych przez wirusy? Pozostałe 30% stanowią infekcje bakteryjne. Nie wiem ile jest prawdy w podanych danych procentowych ale załóżmy, że na potrzeby tego artykułu uwierzę temu co przeczytałem w najnowszym wydaniu magazynu "21. wiek". W dalszej części swojego artykułu Anna Lato (patrz bibliografia pod postem) twierdzi, że tak chętnie przepisywane przez lekarzy antybiotyki i inne preparaty dostępne w aptekach działają jedynie na objawy (np: gorączkę, ból, bezsenność, nadpobudliwość, zimne dłonie i zimne stopy itp.) i niestety nie zwalczają przyczyny choroby. Poza tym antybiotyki zwalczają tylko infekcje bakteryjne (na infekcje wirusowe nie zadziałają) ich przyjmowanie wiąże się jednak z dużym ryzykiem ponieważ mają wiele efektów ubocznych, rozregulowują układ odpornościowy, szkodzą wątrobie i nerkom, niszczą prawidłową mikroflorę w jelitach. 

Długo można by wymieniać negatywne i pozytywne skutki przyjmowania antybiotyków. Oczywiście nie jest moim celem zachęcanie Was do unikania lekarzy, do unikania antybiotyków też nie zachęcam. Choć z drugiej strony każda rozsądna osoba, która tak jak ja interesuje się zdrowiem powinna wiedzieć, że antybiotyk to ostateczność. Jeśli ktoś potrafi o siebie zadbać, stosuje na co dzień zdrową dietę i prowadzi optymistyczny, aktywny tryb życia, to taka osoba nie będzie musiała łykać antybiotyków ponieważ żadna choroba takiej osoby nie da rady "położyć". 

Ludzie, którzy dbają o swoje zdrowie mają silny układ odpornościowy, a co za tym idzie nie chorują, nie muszą brać antybiotyków oraz innych preparatów przepisywanych na receptę. Problemem jest to, że większość ludzi nie wie jak dbać o swoje zdrowie. Społeczeństwo jest ogłupiane przez media głównego nurtu, ludzie są trochę jak marionetki na sznureczkach, których jedynym zadaniem jest robienie zakupów i nakręcanie gospodarki. Tylko nieliczni czytają skład kupowanych produktów, wiedzą czym jest GMO i konserwanty. Tylko nieliczne jednostki czytają książki i artykuły o zdrowiu. Ile osób doczytało ten artykuł do tego miejsca? Większość pewnie ograniczyła się do przeczytania pierwszego akapitu. Obecna młodzież nie potrafi czytać długich tekstów (o książkach już nawet nie wspomnę).

Niestety ale tak już jest w naszym społeczeństwie, że ci mądrzy, dbający o siebie, zadający pytania egzystencjalne należą do mniejszości. W sumie to w każdej epoce ci mądrzy i oczytani należeli do mniejszości". Nasze czasy (XXI wiek) są jednak wyjątkowe ponieważ ci którzy kiedyś byliby zaliczeni do "ludzi prostych" dziś idą na studia, zdobywają dyplom i myślą, że są mądrzy. Niestety widziałem wielu takich magistrów, np. historyków, którzy nie potrafią wymienić wszystkich władców i królów Polski, nie wiedzą kiedy było rozbicie dzielnicowe albo wojna 13-letnia. Na kolejnych studiach z kolei widziałem prawników, których wiedza o polityce była (delikatnie mówiąc) niewielka. Kiedyś tacy ludzie by nawet nie ośmielili się marzyć o pójściu na studia, a dziś takie osobniki masowo zdobywają dyplomy licencjata i magistra. 


 Obudź się! Matrix Cię ogłupia...

"Ludzie prości" często dziwią się jak widzą kogoś kto dba o swoje zdrowie, np. nie pije herbaty w torebkach albo unika słodyczy z konserwantami. Często z ich ust padają pytania: Dlaczego zachowujesz się tak dziwnie? Przecież każda matka kupuje dzieciom słodycze co jest w tym złego? "Ludzie prości" często też wywożą śmieci do lasu albo spalają śmieci w piecu. Niestety swoją głupotą i niewiedzą szkodzą oni naszemu społeczeństwu. "Ludzie prości" robią to co każe im robić telewizor, robią to co wszyscy (płyną z prądem rzeki nie wiedząc, że przed nimi jest wodospad). 

Ja od wielu lat buntuję się przeciwko "żywieniowemu systemowi" i Was też do tego zachęcam. Dbajcie o swoje zdrowie nawet jeśli ktoś się będzie z Was śmiał. Wiem, że w towarzystwie możecie uchodzić za "dziwaków" pamiętajcie jednak, że tym co myślą o Was inni nie warto się przejmować. 

Ze mną było podobnie. Kiedy kilka lat temu "obudziłem się" i przestałem robić to co wszyscy dziwnym tekstom i uszczypliwościom kierowanym w moją stronę nie było końca. Znajomi dziwili i dziwią się do dnia dzisiejszego ponieważ:

  • już nie piję Coli i nie jem popcornu w multikinie (i poza kinem też nie!)
  • nie chcę jeść fast foodów.
  • przestałem pić napoje gazowane.
  • zawsze podczas zakupów czytam skład kupowanych produktów i unikam tych z konserwantami oraz genetycznie modyfikowanych.
  • białe pieczywo zastąpiłem razowym na ekologicznej mące.
  • kiedy tylko mogę jem chleb pieczony w domu (na mące razowej).
  • nie piję herbat w torebkach tylko zieloną liściastą ekologiczną herbatę albo ziołowe herbatki (Dary Natury).
  • przestrzegam ludzi, że nie wolno palić w piecach śmieci albo wywozić śmieci do lasu.
  • czytam książki o zdrowiu (np. Jean Carper, Apteka żywności), o psychologii (np. Wojciszke, Człowiek wśród ludzi; Murphy, Potęga podświadomości). Czytam też powieści historyczne (np. Zofii Kossak, Krzyżowcy oraz Elżbiety Cherezińskiej, Korona śniegu i krwi). Czytam też książki poświęcone prawu. Znajomi dziwią się jednak, że chce mi się czytać tak grube publikacje. Ja jednak zdaniem "ludzi prostych" się nie przejmuję.
  • od kiedy jestem świadomy i odporny na manipulację staram się być optymistą i nie przejmuję się wszystkim tak jak dawniej. takie zachowanie irytuje wiele osób ale to już ich problem.
  • stałem się większym patriotą, który często nie ukrywa swojego przywiązania do polskiej tradycji, historii, świąt oraz symboli narodowych.
  • w moim jadłospisie nie ma miejsca na pokarmy z konserwantami i jakimikolwiek chemicznymi dodatkami.
  • przestałem objadać się wieczorami, ostatni lekkostrawny posiłek staram się jeść przed godziną 20.00.
  • jest tego o wiele więcej, kto czytał moje wcześniejsze artykuły ten zna zasady którymi się w życiu kieruję.

Od Was zależy do jakiej grupy chcecie się zaliczać - "ludzi prostych", czy ludzi oczytanych i świadomych. Łatwiej być członkiem masowej i zmanipulowanej części społeczeństwa, którą nazywam "ludźmi prostymi".



Bibliografia:
Anna Lato, Ziołami w przeziębienie, 21. wiek. Magazyn o nauce, technice, ludziach i odkryciach, listopad 2014, 28-29.




Polecam artykuły: 

Jak pokonałem trądzik. Poznajcie moją historię.

 

Oczyszczanie organizmu - kluczem do długiego i szczęśliwego życia

 

Unikaj konserwantów!

 

Prawidłowe łączenie pokarmów


Małe Grubasy film dokumentalny. Lektor PL

W diecie Europejczyków XXI wieku często dominują pokarmy typu: Fast food, kanapka (z białym pieczywem) z masłem i szynką, napoje gazowane, słodkie soki z kartoników, jogurty, mięso, sery, słodycze, twarożki i jaja. Niektóre z wymienionych pokarmów (jogurt naturalny, jaja, twaróg z pewnego źródła) są zdrowe, a pozostałe wpływają negatywnie na nasz organizm. Niestety żadne z nich nie posiada w sobie błonnika, który jest odpowiedzialny za oczyszczanie naszego organizmu z toksyn, odchudza oraz zmniejsza ryzyko nowotworów (szczególnie raka jelita grubego).

Drogi czytelniku niezależnie od tego jaką kuchnię preferujesz, tłustą, bogatą w słodycze, niezdrową lub bezmięsną powinieneś zawsze pamiętać, że bez pokarmów bogatych w błonnik nie zajdziesz daleko. Błonnik jest odpowiedzialny za regularne wypróżnienia, które według wielu specjalistów powinny następować minimum 3 – 4 razy w tygodniu. Według prof. Michała Tombaka zdrowy człowiek wypróżnia się codziennie!

Istnieje wiele stron internetowych, blogów itp. opisujących zdrowotne właściwości różnych pokarmów. Na większości z nich nie ma odniesień do badań naukowych. Dlatego ja postanowiłem się „wysilić” i przybliżyć Wam wyniki badań, które udowadniają nie tylko fakt, że błonnik jest zdrowy i ale również wspomaga leczenie wielu chorób, m.in.: zespołu jelita nadpobudliwego, uchyłkowatości jelita grubego, wszystkich rodzajów raka układu pokarmowego oraz zaparć i wzdęć.


Małe Grubasy film dokumentalny. Lektor PL

"Wiem dobrze, że dla ludzkiego ciała jest wielką różnicą, czy chleb jest biały, czy grubo mielony, z mąki z otrębami, czy bez" – Hipokrates 
 
Do pokarmów bogatych w błonnik zaliczamy wszystkie włókniste owoce i warzywa (królują tu jabłka, marchew, śliwki, figi i daktyle) oraz otręby i wszelkie grubo mielone przetwory zbożowe (oraz ryżowe – szczególnie ryż brązowy), kasze, płatki i razowe pieczywo (szczególnie orkisz). Badania naukowe (Jean Carper, Żywność twój cudowny lek, s. 127 – 129) dowodzą, że produkty te są naturalnymi środkami przeczyszczającymi, które działają łagodnie i dużo bardziej bezpiecznie niż wiele leków. Dr W. Grant Thompson, gastroenterolog z uniwersytetu w Ottawie, w swojej książce o czynnościach jelit, stwierdził, że pokarmy bogate w błonnik są „(…) najbezpieczniejszym, najtańszym i najbardziej fizjologicznym środkiem leczącym i zapobiegającym [m.in.] zaparciom”.


Inny prof. (z tej samej dziedziny) Gerald Friedman, z nowojorskiej Akademii Medycznej Mount Sinai udowodnił, że dieta bogata w pokarmy zawierające błonnik stanowi podstawę w leczeniu zespołu jelita nadpobudliwego.

Nie pozostaje nam nic innego ja dodać m.in. owoce, warzywa oraz razowe pieczywo do naszej diety i cieszyć się życiem :)

Biedronka nie jest sklepem polskim lecz portugalsko-holenderskim - tłumaczy Andrzej Pochylski


 

"Większość Polaków kupując w Biedronce myśli, ze jest to sklep polski i że kupując w nim - wspiera się polski handel i polską gospodarkę. Otóż to jest błąd. Biedronka to firma portugalska, która podatki płaci w Holandii. A więc kupując w biedronce - finansujesz zyskami Portugalię, a podatkami - Holandię. Polska z tego nie ma nic. Jedyne co Polska z tego ma to dalszy marazm, stagnację i wegetację, czyli to, że kupisz np. chleb w biedronce, zjesz go, zrobisz kupę na kiblu i przeżyjesz do dnia następnego. Czy takiej wolności gospodarczej chcesz? Tyrania na Portugalczyków i Holendrów? To samo tyczy się kupowania w innych sklepach: Auchan, Leroy Merlin, Carrefour - Francja, Tesco, Real - Anglia, Lidl, Castorama, OBI, Kaufland - Niemcy, IKEA - Szwecja. Zastanówcie się Polacy co wy robicie? Kupujecie w zagranicznych sklepach a czy znacie chociaż jakiś jeden polski hipermarket?"

 

niedziela, 12 października 2014

Czarna Lista Zakupów



Na facebooku znalazłem ciekawą stronę pt: "Czarna Lista Zakupów". Na stronie znajdziecie informacje o produktach, których nie warto kupować ponieważ szkodzą zdrowiu. Na swoim blogu często piszę o szkodliwości Żywności Genetycznie Modyfikowanej (GMO) oraz o szkodliwości produktów z konserwantami (tzw. E dodatkami). Gorąco wszystkich zachęcam do odwiedzenia strony "Czarna Lista Zakupów". Znajdziecie ją pod tym adresem:



niedziela, 5 października 2014

Bezpieczeństwo w Internecie

          
Na wstępie pragnę podkreślić, że nie mam nic do osób, które chcą mieć i mają swój profil na portalach społecznościowych. Żyjemy w wolnym kraju, w Unii Europejskiej, gdzie każdy może sam za siebie decydować. Doszedłem jednak do wniosku, że mimo wszystko warto napisać co nieco o wyłudzaniu danych osobowych i różnych innych niebezpieczeństwach jakie są związane z udostępnianiem w Internecie informacji o sobie. 


O zagrożeniach jakie niesie Internet napisano już wiele książek. Ja obecnie czytam książkę Constanze Kurz/Frank Rieger pt.: "Pożeracze danych. O zawłaszczaniu danych i o tym, jak odzyskać nad nimi kontrolę". W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że nie jestem informatykiem z wykształcenia więc zagadnienie to poruszam jako absolutny amator. Dlatego jeśli trafił tu ktoś, kto się na tym zna to niech śmiało mnie poprawi, wyjaśni, uzupełni aby dzięki komentarzom tekst stał się bardziej wartościowy. Im więcej osób pozna techniki manipulacji oraz to jak się wyłudza dane np.: na facebooku tym lepiej. Tak przynajmniej mi się wydaje, że będzie lepiej będzie jak ogół społeczeństwa stanie się bardziej świadomy.

            Jako amator postaram się pisać wszystko jak najprościej, bez wgłębiania się w szczegóły związane z plikami cookies (ciasteczkami) oraz serwerami na których przechowuje się dane wszystkich osób, które kiedykolwiek skorzystały z Internetu. Tak więc fachową terminologię zostawmy fachowcom, którzy (bardzo bym chciał) w komentarzach nam wszystko wytłumaczą. 

            Jako osoba, która przez około 8 lat miała profil na naszej-klasie (nk), facebooku i jakiś czas na google+ jako tako zrozumiałem jak to wszystko funkcjonuje. Bardzo dużą wiedzę dostarczyły mi reklamy adsense, na których owszem można zarabiać ale wiąże się to z powiązaniem swoich blogów (np. na blogger - blogspot) z kontem, a nawet profilem w google+. 

            Więc jak to wszystko działa? Najprostsze chyba będzie takie tłumaczenie: wyobraźcie sobie, że każde wasze działanie w Internecie pozostawia ślad, absolutnie każde. Nie ma znaczenia, czy jesteś zalogowana, zarejestrowana, wystarczy, że włączysz komputer, połączysz się z Internetem i już pozostawiasz ślady. Bierzesz udział w dyskusji na jakimś forum? Masz anonimowego nicka? Myślisz, że fakt iż na forum nie podałaś swojego imienia, nazwiska, adresu zapewnia Ci anonimowość? Zapewniam Cię, że tak tylko Ci się wydaje. Jest to złudne poczucie anonimowości. Nawet jeśli anonimowo coś piszesz na jakimś forum to zapewne tego samego dnia logowałaś się też na swój profil na facebooku, twitterze albo innym portalu społecznościowym, a może komentowałaś jakiś teledysk/filmik na YouTube? 

            Różne firmy legalnie lub nielegalnie przekazują sobie nasze dane osobowe, niekoniecznie są to pełne dane z imieniem i nazwiskiem ale wystarczy Twój adres IP, jakieś szczątkowe informacje o Tobie. Na przykład od kilku lat firma google jest właścicielem portalu YouTube. Jeśli ktoś coś komentuje na swoim profilu na google+ i następnie ma anonimowy profil na YouTube to tak naprawdę nie ma znaczenia ponieważ reklamodawcy i tak wiedzą kim jesteś. Specjalne algorytmy zbierają wszystkie, nawet najdrobniejsze informacje na Twój temat: w jednym miejscu piszesz jaki masz kolor włosów, a w innym podajesz swoją wagę i prowadzisz rozmowę na temat odchudzania. Potem wysyłasz maila albo na facebooku piszesz do koleżanki i chwalisz się co sobie kupiłaś. Jeszcze w innym miejscu piszesz o sobie albo swoim dziecku, dodajesz zdjęcia, komentujesz, zaznaczasz "lubię to", oglądasz zdjęcia innych osób, oglądasz zdjęcia różnych towarów. Te wszystkie informacje są zbierane i przypisywane do Ciebie. Firmy reklamowe tworzą sobie profil Twojej osoby zbierając informacje ze wszystkich działań jakie podejmujesz w Internecie. To nic, że jedne informacje podajesz gdzieś niby anonimowo, a inne oficjalnie na facebooku. Algorytmy i tak zbierają wszystkie informacje o Tobie (z każdego miejsca, w którym coś komentowałaś albo, które tylko odwiedziłaś i nic nie komentowałaś, już sama Twoja obecność na jakiejś stronie i to jak długo na niej jesteś jest ważną informacją dla firm). 

            Zdajesz sobie sprawę, że już istnieją specjalne algorytmy, które analizują każdy Twój krok? To jak długo patrzysz na jakiś filmik albo jak długo przyglądasz się zdjęciom jakichś produktów w sklepie Internetowym. Nawet o której godzinie to robisz, czy masz pracę, ile zarabiasz, czy płacisz kartą, jaka jest Twoja orientacja seksualna, co lubisz jeść. Im więcej stron przeglądasz, im więcej informacji podajesz, tym lepiej dla firm reklamowych. Żyjemy w czasach informacji i konsumpcji. Informacja stała się walutą, skarbem pożądanym przez wszystkie firmy. 

            Jakie reklamy wyświetlają się kiedy czytasz artykuł na moim blogu? Jakie reklamy wyświetliły się dziś na Twoim mailu? Jakie reklamy wyświetlają się na różnych Internetowych stronach, które przeglądasz? Pozwól, że odpowiem. Wszędzie albo prawie wszędzie wyświetlają się reklamy produktów, które akurat potrzebujesz. Ten system jeszcze nie jest perfekcyjny ale do perfekcji dąży. Nie dziwi Cię, że na przykład rozmawiasz na forum o chorobie swojego dziecka, chorobie psa albo kosmetykach i potem opuszczasz forum i logujesz się na przykład na facebooku, a tam wyświetlają się reklamy związane z tym o czym prędzej rozmawiałaś na forum.

            Tematem bezpieczeństwa w Internecie interesuję się od niedawna, zaledwie od kilku miesięcy ale wiedza (jak na razie skromna i niedoskonała), którą zdobyłem jest niesamowita. Pomyślcie ile szkody wyrządza matka, która dodaje w Internecie zdjęcia USG, a potem zdjęcia swojego narodzonego dziecka. Taka nieodpowiedzialna kobieta odbiera mu jakąkolwiek anonimowość. Odbiera mu szanse na normalne życie w przyszłości. Dziecko kiedy dorośnie będzie miało założony swój profil przez reklamodawców, którzy od etapu pierwszego zdjęcia USG zaczęli zbierać informacje o nowym, potencjalnym kliencie, który niedługo się urodzi. Później będą gromadzili wszystkie informacje jakie matka umieszcza o swoim dziecku, co lubi jeść, a czego nie lubi. Na co choruje, jakie bajki mu czyta, jak poszedł do przedszkola i do szkoły. Reklamodawcy rozpracują dzieciaka do perfekcji i praktycznie będą wiedzieli o nim wszystko. Ta wiedza jest przerażająca, a głupota i nieodpowiedzialność ludzi wpisujących w Internecie wszystkie informacje na swój temat wręcz przeraża.

            Poniżej przytaczam kilka wybranych fragmentów z książki Constanze Kurz/Frank Rieger pt.: "Pożeracze danych. O zawłaszczaniu danych i o tym, jak odzyskać nad nimi kontrolę":
            "Życie dzieci urodzonych po nastaniu ery cyfrowej całkowicie już odbiega od życia ich rówieśników sprzed piętnastu lat. Niektóre z nich mają w sieci zrobione przed ich narodzinami zdjęcia USG. Fotografie dokumentujące dorastanie, historie chorób dziecięcych i opowieści o wybrykach młodości są dosyć powszechne w serwisach służących do udostępniania zdjęć lub można je podziwiać na stronach profilowych rodziców, jeśli ci zaraz po narodzinach swojej latorośli nie założyli jej własnego profilu. Gdyby rodzice odłożyli to na przyszłość i pozostawili swojemu dziecku chociaż tyle wolności, mogłoby ono później samo - już jako suwerenna osoba - zdecydować, co chciałoby upubliczniać. Dziecko nie ma jednak wpływu na to, co zostało skopiowane, zarchiwizowane, czy przekazane dalej. Już na samym początku jego życia rodzice zablokowali mu dostęp do cyfrowej autonomii, decydując tym samym o jego przyszłości, bo co kiedyś przedostało się do sieci bardzo trudno stamtąd usunąć".  

            "Metoda "klasyczna" polega na tworzeniu precyzyjnych profilów użytkowników, które są zapisywane, po czym analizowane na potrzeby ukierunkowanej reklamy lub sprzedawane dalej. Do tych celów wypracowano przez lata metody, dzięki którym automatycznie generowane są dokładne profile różnych osób. Podstawą profilowania konsumentów jest korzystanie z małych plików przeglądarki e-klienta, nazywanych ciasteczkami (cookies)". Każda strona internetowa, portal społecznościowy "jak wszystkie inne witryny w sieci, zostawia pliki na dysku twardym" Internauty za każdym razem gdy jest przez niego otwierana i przeglądana.  

            "Mało kto wie, w jaki sposób finansowane są firmy oferujące cyfrowe przyjemności. Jak płacą za swoje na pozór darmowe usługi? Bynajmniej nie robią tego gratis. Jak funkcjonuje magiczne przeobrażenie kliknięć  i liczby odwiedzających, znajomych i udostępnionych fotografii w pieniądze? Jakie obowiązują tu waluty i kursy wymiany? Większość użytkowników [facebooka, twittera, nk, google+, YouTube] ma tylko mętne wyobrażenie, że wszystko finansowane jest przez reklamę, lecz mało kto chce się zagłębiać w szczegóły.Oczywiste jest, że żadna firma nie oferuje szerokiego wachlarza usług bez uzyskania w zamian korzyści materialnych. Miesięczne utrzymanie strony internetowej z milionami aktywnych użytkowników dużo kosztuje. Koszty powstają w różnych obszarach. Facebook i Google utrzymują na przykład ogromne hale pełne komputerów zużywających setki megawatów energii. Duża sieć społecznościowa taka jak Facebook musi rozbudowywać pamięć i zwiększać moc komputerów, które codziennie mają do czynienia z prawie pięćdziesięcioma milionami wgrywanych obrazów, co oznacza, że w każdej minucie napływa średnio ponad trzydzieści tysięcy nowych zdjęć".

            "Indywidualne profile są tak cenne, że niektóre firmy są gotowe dopłacić klientom, aby stworzyć ich szczegółowy i doskonały profil zakupowy".

Popularne artykuły