piątek, 28 listopada 2014

Ćwiczenia brzuszno-miednicowe doskonałe na odchudzanie.

Zadaniem tych ćwiczeń jest aktywacja energii brzuszno-miednicowej oraz zwiększenie świadomości obszaru brzucha i miednicy. Poza tym ćwiczenia te zwiększają kontrolę obszaru anatomicznego krocza. Należy pamiętać, że strukturalną podstawą brzusznej siły i energii jest miednica i brzuch, złożony obszar, którego budowę najłatwiej można zrozumieć na przykładzie dwóch popularnych ćwiczeń: brzuszków oraz skłonów w pozycji siedzącej

Ćwiczenia brzuszno - miednicowe są pewną drogą do osiągnięcia tego co jogini nazywają wewnętrzną siłą (źródło). Jeżeli energia w ramionach i barkach jest niewielka to silny brzuch może wam jej dodać, ale jeśli brzuch jest słaby, uważajcie, ponieważ nawet najsilniejsze ramiona i barki mogą was zawieść. Jako dobry przykład warto przytoczyć pamiętny pojedynek bokserski, w którym  Muhammad Ali walczył z George Foremanem 30 października 1974 roku. Ali wiedział, że stracił swój wigor tańcząc wokół ringu "jak motyl" i że prawdopodobnie nie wygra, jeżeli nie zastosuje niekonwencjonalnej taktyki. Podejrzewając, że Foreman nie będzie miał kondycji na długi pojedynek, Ali przygotował stalowy, lecz sprężysty brzuch, za pomocą tysięcy powtórzeń brzuszków i innych ćwiczeń brzusznych. Odwoływał się do tej sekretnej broni od początku pojedynku, wielokrotnie idąc do lin i pozwalając swojemu przeciwnikowi uderzać aż do wyczerpania. W ósmej rundzie nastąpiło zderzenie z rzeczywistością - Ali za pomocą kilku precyzyjnych uderzeń znokautował Foremana. 


"Nic tak nie niszczy organizmu, jak długotrwała fizyczna bezczynność" - Hipokrates



Ludzie żyjący w XXI wieku często są zestresowani, ich kości "strzelają", nerwy są zszargane. Sport, uśmiech, praca nad sobą są najskuteczniejszym lekarstwem na liczne tzw. choroby cywilizacyjne. Tylko od ciebie zależy, czy chcesz coś zmienić w swoim życiu na lepsze.   

POLECAM ARTYKUŁ:
 
 

środa, 26 listopada 2014

Wirtualny świat będzie największym wyznalazkiem XXI wieku?

Wyobraźcie sobie, że jesteście sparaliżowani. Każdy dzień spędzacie leżąc w łóżku albo jeżdżąc na wózku inwalidzkim. Co oddalibyście za możliwość swobodnego poruszania się, biegania, wspinania po górach? Czy nie bylibyście wdzięczni gdyby ktoś dał Wam możliwość poruszania się na własnych nogach?

            Myślę, że odpowiedź u większości osób byłby taka sama. Każdy by chciał uwolnić się od kalectwa i niedługo każdy będzie miał taką możliwość. Temat, który dziś poruszę nie jest nowy ale jest na pewno dla wielu nieznany. Starsze pokolenia ludzi urodzonych w latach 50, 60 i 70 - tych XX wieku zapewne nie będą miały pojęcia o czym piszę. Inaczej rzecz się ma z młodszym pokoleniem, które dziś wielu określa mianem homo internetus, czyli pokoleniem, które dorastało mając od najmłodszych lat styczność z komputerami i Internetem. Przyszłość należy właśnie do takich osób. Ja również zaliczam się do pokolenia homo internetus. W latach 90 miałem komputer AMIGA500, a pod koniec XX wieku, kiedy jeszcze byłem w 8-letniej szkole podstawowej otrzymałem od rodziców swojego pierwszego PC-eta. To była prawdziwa potęga! Procesor CELERON 366 MHz, twardy dysk 4,6 GB, płyta główna z tzw. przejściówką. A jaki był wówczas Intenret?! Modem podłączałem do gniazdka telefonicznego i zawsze jak byłem podłączony do sieci linia telefoniczna była zajęta (my nie mogliśmy dzwonić i nikt nie był w stanie się dodzwonić do nas). Oj to były czasy. To niesamowite ale w dzieciństwie robiłem z kolegami rzeczy za które dziś wielu płaci w sklepach komputerowych. Dlaczego tak jest, że dziś właściciele komputerów tak niewiele o nich wiedzą? Moje pokolenie 9a przynajmniej ja i moi koledzy) same formatowało dysk twardy i instalowało WINDOWSA (pamiętam system operacyjny WINDOWS 95 i WINDOWS 98) kiedyś korzystało się z dyskietki startowej. Zawsze po zakupieniu jakiejś części komputerowej (modemu, karty graficznej, karty dźwiękowej SOUND BLASTER LIVE itp.) sam ją sobie montowałem. Rozkręcenie obudowy i zamontowanie jakiejkolwiek części nie stanowiło problemu. Dziś ludzie płacą w sklepach komputerowych za takie usługi. My homo internetus przedstawiciele nowego szczebla ewolucji sami potrafimy od najmłodszych lat radzić sobie ze zmianami sprzętu, "formatem" itp.

            Nawet dziś kiedy mam prawie 30 lat dziwię się, że starsze pokolenia (homo sapiens sapiens) mają takie problemy. Moi rodzice ledwo dają radę włączyć komputer i wejść na swojego maila (którego ja im zakładałem). O pokoleniu moich dziadków już nawet nie wspomnę. Znam wiele starszych osób, które z byle powodu oddają komputer do naprawy. Zauważyłem, że poziom wielu pracowników sklepów komputerowych też pozostawia wiele do życzenia ale w niniejszym poście nie chcę rozwijać tego wątku.

            Wróćmy do meritum, do tego co pisałem na początku. Co będzie stanowiło szansę dla osób sparaliżowanych? Otóż szansą dla nich będzie wirtualna rzeczywistość. Wyobraźcie sobie, że możecie się przenieść do wirtualnego świata. Zakładacie specjalne okulary albo hełm i nagle budzicie się w świecie gry. To nie jest fikcja! Wizję taką wielu reżyserów pokazuje w filmach oraz w anime. Jako dowód pozwolę sobie przytoczyć wypowiedź Milke Hockinga: "Bycie w wirtualnym świecie, gdzie możemy zobaczyć swoje wirtualne ręce, wirtualny pistolet i wiele innych rzeczy, które można zrobić w grach, jest absolutnie niesamowite" - źródło: http://gry.interia.pl/kategoria-ps3-ps4/news-wirtualne-helmy-powroca-do-swiata-gier,nId,759248

       
  Wyobraźcie sobie teraz osobę niepełnosprawną, która leżąc na łóżku zakłada na głowę taki hełm dzięki któremu może przenieść się do świata gry. Nagle niepełnosprawna osoba budzi się  w świecie, w którym jest rycerzem albo snajperem, lata statkiem kosmicznym albo gra w piłkę nożną, pływa na okręcie podwodnym lub walczy jako rycerz ze smokiem. I robi to będąc tam! Biega, skacze, walczy. Co z tego, że jego ciało leży na łóżku w prawdziwym świecie? To jest jak sen, w którym nasza świadomość przenosi się do świata gry. Możesz mieć chore ciało, a w świecie gry być bohaterem, którego wszyscy podziwiają. Możliwe, że będziesz mógł też w tej grze zarabiać pieniądze, które otrzymasz w świecie realnym. Już coś takiego wprowadza się w niektórych grach online. 

           

Świat anime od dawna mnie fascynuje. Fabuła wielu tytułów często daje więcej niż amerykańskie filmy, jest ciekawsza i lepiej przemyślana. Anime, które oglądam obecnie nosi tytuł Sword Art Online 2 i jest po prostu niesamowite! Zanim jednak po nie sięgniecie zachęcam do obejrzenia pierwszego sezonu. Wiem wiem nakręcam się jak małe dziecko, a mam już prawie 30 lat ale najpierw sami je obejrzyjcie, a potem napiszcie, czy ten tytuł nie ma w sobie czegoś przełomowego. 

Akcja pierwszej serii Sword Art Online (SAO) rozpoczyna się w świecie podobnym do naszego. Jeden z japońskich uczonych stworzył idealny wirtualny świat, grę RPG, w którą można grać dzięki „wirtualnemu kaskowi” (nie wiem jak się na to profesjonalnie mówi „wirtualny hełm, kask”?). Pierwsi gracze rozpoczynają grę, są zafascynowani baśniowym światem kiedy nagle odkrywają, ze nie mogą się wylogować z gry. Pokarm, który jedzą w wirtualnym świecie oddziałuje na ich mózg ale w rzeczywistości nic im nie daje. Wybucha panika, kiedy nagle na niebie ukazuje się postać twórcy gry. Ów twórca wyjaśnia graczom, że jedyną drogą jest pokonanie wszystkich przeciwników. Jeśli ktoś zginie w grze to zginie również w Realu. Każda próba zdjęcia „wirtualnego chełmu” przez członków rodziny skończy się usmażeniem mózgu – próbę taką podjęło ponad 200 osób powodując śmierć zarówno w grze jak i w realnym świecie.  Jedynym wyjściem jest podjęcie walki. 

Wiem wiem to brzmi szalenie ale postarajcie się trochę przeanalizować fabułę tego anime. Czy to naprawdę jest takie nierealne? Przecież Japończycy i Koreańczycy od dawna pracują nad grami tego typu i możemy z dużym prawdopodobieństwem założyć, że za kilka (może kilkanaście lat) zdominują one nasz świat.




Wydaje mi się, że Sword Art Online zaciekawi wielu z Was. A jeśli nie to mówi się trudno. 

Anime możecie za darmo obejrzeć na tej stronie:

Popularne artykuły