sobota, 26 września 2015

Czy myśl ma wpływ na rzeczywistość? NIESAMOWITE!

Ludzka myśl ma wielką moc. Jeśli twoje myśli są pozytywne, powtarzasz codziennie optymistyczne afirmacje to zawsze będzie ci się w życiu dobrze powodziło. Pisałem już o tym nie raz, i nie dwa. Jest wiele książek na ten temat np."Cuda umysłu", "Potęga podświadomości" - obie Josepha Murphyego. Jest też film i książka pt."Sekret" oraz "Moc pozytywnego myślenia" autorstwa Normana V. Peale. Na poniższym filmie Marcin Korbiel dokonał myślowego eksperymentu z ryżem. Okazało się, że ryż o którym myślał negatywnie pokryła pleśń. Zresztą sami zobaczcie:


Film autorstwa Marcina Korbiela:


środa, 23 września 2015

Jedzenie w szkolnych sklepikach

Najnowsze zmiany w ustawie o bezpieczeństwie żywności i żywienia wyeliminowały ze sklepików szkolnych śmieciowe jedzenie takie jak np. napoje gazowane, chipsy, batoniki. Minister Edukacji Narodowej doszła do wniosku, że dzięki takim zmianom w prawie dzieci i uczniowie szkół ponadgimnazjlanych zaczną się zdrowo odżywiać. Zdrowo, czyli tym, co oferuje szkolny sklepik. W praktyce okazało się, że szkolne sklepiki zmuszone do sprzedawania tylko zdrowej żywności zaczęły masowo bankrutować.

Dlaczego szkolne sklepiki zaczęły zanikać? Otóż powód jest prosty. Dzieci w szkołach podstawowych i gimnazjach oraz młodzież ze szkół ponadgimnazjalnych kupuje niezdrowe jedzenie poza szkołą. Niedawno przeczytałem artykuł Gazety Pomorskiej pt.: „Uczeń – diler chipsów na dużej przerwie”. Jest w nim opisana historia dziesięcioletniego Kuby, który codziennie kupuje w markecie słodycze, chipsy i inne niezdrowe, pełne chemicznych konserwantów produkty. Następnie bierze je do szkoły i sprzedaje innym uczniom naliczając sobie dużą marżę. Natomiast w szkołach średnich wielu uczniów na przerwach po prostu wychodzi poza teren szkoły i kupuje to, co lubi.

No dobrze wiemy już, że zmiany w prawie okazały się kompromitacją ministerstwa. Doprowadziły do upadku szkolnych sklepików i tylko utwierdziły uczniów w tym, żeby się niezdrowo odżywiali. U wielu uczniów uruchomił się ewolucyjny mechanizm obronny: „Jak śmiecie nam zabraniać? My i tak będziemy jedli to, co chcemy!”.

Ja w niniejszym artykule chciałbym odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego ten pomysł nie zadziałał i uczniowie nie zaczęli się zdrowiej odżywiać?



Moim zdaniem pomysł ten nie zadziałał, ponieważ nie da się nikogo siłą zmusić do zdrowego odżywiania. To tak samo jakbyście zmuszali kogoś do chodzenia do kościoła i wiary w Boga. Czy ktoś, komu się przystawi pistolet do głowy i każe chodzić na mszę będzie naprawdę wierzył? I analogicznie, czy uczniowie, którym się pogrozi paluszkiem i zamknie szkolne sklepiki zaczną się zdrowo odżywiać? Odpowiedź na oba pytania brzmi: NIE.
Każdy, kto czytał mój artykuł Jak pokonałem trądzik. Poznajcie moją historię” wie, że moim najważniejszym krokiem było uświadomienie sobie, że źle się odżywiam. Nie zmieni swojego zachowania ktoś, kto nie jest świadomy tego, że to, co robi jest złe. Postaram się to wyjaśnić za pomocą następującego przykładu:


Jasio ma złą matkę, czyli taką, która od dzieciństwa karmi go słodyczami, colą, chipsami i innymi świństwami. Jego rodzice nie czytają książek o zdrowiu, ślepo wierzą w antybiotyki, jedzą produkty pełne konserwantów. Jasio od dzieciństwa odgrzewa sobie białe kiełbasy i zupki z paczki pełne chemii. Jasio od najmłodszych lat je parówki, białe pieczywo, batoniki, unika warzyw, a owoce jada sporadycznie. Ten Jasio chodzi do szkoły, w której zawsze kupuje niezdrowe pączki, drożdżówki, batoniki, colę i inne świństwa. Nagle pewnego dnia Jasio przychodzi do szkoły, w której w szkolnym sklepiku są kanapki z razowym pieczywem i sałatą, owoce oraz woda i soczki owocowe bez konserwantów. Jasio wpada w szał, w domu skarży się rodzicom, którzy są zbulwersowani zaistniałą sytuacją.

Otóż okazało się, że „genialni” rodzice Jasia nie interesowali się do tej pory polityką. Zawsze twierdzili, że lepiej oglądać seriale, taniec z gwiazdami i inne głupotki. Dopiero, kiedy ze szkolnego sklepiku zniknęły szkodliwe produkty, a ich syn wrócił do domu z rykiem uświadomili sobie jak duży wpływ politycy mają na ich życie. Oczywiście tacy rodzice dalej nie mają świadomości, że krzywdzą swoje dziecko. Niestety zapewne będą mu kupować chipsy i batoniki, aby je zabierał ze sobą do szkoły. Jasio i jego rodzice nie potrafią odróżnić dobra od zła, nie wiedzą, że każdy jest tym, co je i pije.

Morał z tej historii jest następujący: złe nawyki żywieniowe dzieci wynoszą z domu i potem przekazują je swoim dzieciom.

Jeśli chcemy coś zmienić to musimy uświadamiać ludzi, że to, co jedzą i piją ma dla nich znaczenie.


Koniec historii. 

A teraz ruszajcie i jako jednostki świadome uświadamiajcie tych, którzy szkodzą naszemu społeczeństwu.


Popularne artykuły