sobota, 23 kwietnia 2016

Chciwość – dowiedz się jak oszukują Cię banki i firmy ubezpieczeniowe

Na moim blogu pisałem już o korporacjach, które oszukują ludzi i sprzedają im szkodliwe jedzenie pełne chemicznych dodatków (tzw. konserwantów; E-dodatków). 
Dziś chciałbym zwrócić waszą uwagę na najnowszą książkę Pawła Reszki pt.: „Chciwość jak nas oszukują wielkie firmy”. Autor opisuje w niej jak banki oraz towarzystwa ubezpieczeniowe oszukują swoich klientów. Większość nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest oszukiwana i wykorzystywana. Ludzie niestety są naiwni, łatwowierni, podatni na manipulację. Niektórzy są tak nierozsądni, że potrafią podpisać umowę bez czytania, zarówno na papierze jak i w Internecie nie czytają umów, a potem cierpią. Podobnie jest z jedzeniem, ludzie nie czytają składu kupowanych produktów, a potem płaczą, chorują i zastanawiają się: skąd się wziął ten rak?

Poniżej wkleiłem kilka cytatów znalezionych w Internecie, wszystkie dotyczą książki Pawła Reszki „Chciwość jak nas oszukują wielkie firmy”:


"(...) w instytucjach finansowych każdego z nas starają się oszukać. To nie są jednostkowe przypadki naciągania klientów – to system. System, który działa od samej góry – prezesów banków i rad nadzorczych, do samego dołu – czyli zwykłych sprzedawców. System jest prosty: żyjemy z prowizji, więc wciskamy klientowi wszystko(...)"www.swiatksiazki.pl/ksiazki/chciwosc...


Fragment książki str. 11: 


"SPRZEDAWCA W FIRMIE DORADZTWA UBEZPIECZENIOWEGO I FINANSOWEGO:

Patrzę w rachunek inwestycyjny tego człowieka. Włożył 1,2 mln, a ma 600 tys. Szef każe mi do niego jechać. Starszy pan. Mówię mu, że mam propozycję. Firma zainwestuje te 600 tys. w inny produkt. Podpiszemy z nim też umowę, że gwarantujemy mu odzyskanie tego 1,2 mln. Dziękował, miał łzy w oczach. Gdy odchodziłem z firmy, spojrzałem znów na jego rachunek. Agresywne inwestycje w akcje i zostało tylko 340 tys. Niby ma gwarancje, ale moja była firma ich raczej nie wypełni. Sądzę, że zbliża się do upadku". - źródło cytatu: 300polityka.pl/news...


Kolejny fragment książki:

"PRACOWNIK BANKU:

Jaki obowiązuje styl? Bogatszy, pokazowy. Może być nawet bluza od dresu, ale markowa. Nagle zauważasz na przykład, że kobiety z tego środowiska bardzo zwracają na to uwagę. Rozumiesz, że one patrzą, jak jesteś uczesany, jak fryzjer cię obcina. Nie masz nowego iPhone’a? To znaczy, że jesteś kompletnym kretynem. Kto cię tutaj w ogóle, k…, wpuścił? Dziewczyna się z tobą nie umówi, jeśli nie spełniasz “podstawowych norm”. Spotykałem takie dziewczyny na imprezach. Stoimy razem przy barze. Coś usiłuję zagadać, ale kompletny mur i niechęć. widać mam nie dość fajną marynarkę. Piję nie takiego drinka, nie wyglądam dość korporacyjnie. Nagle podchodzi jakiś wspólny znajomy. okazuje się, że pracujemy wszyscy troje w jednej grupie kapitałowej. Jej stosunek zmienia się o 180 stopni. Jest miła, skora do pogawędki. Może nie jestem tak ubrany, żeby spełniać jej oczekiwania, ale to może znaczyć różne rzeczy. że jestem ekscentryczny albo że dopiero zaczynam. To znaczy, że można ze mną porozmawiać, bo jest nadzieja, że się to zmieni. Nie jestem już przecież przypadkowy, jestem w korporacji. Gdyby nie to, nie byłoby rozmowy.

Ten korpoblichtr aż kuł w oczy. iPhone’y, iPady, samochody. “Wiesz, a ja robię kurs na pilotowanie awionetki…”. “Super, ja też zrobię, a po ile są awionetki?”. ile w tym prawdy? ile udawania? Nieważne, to tak po prostu. wszyscy mówią o rzeczach związanych z kasą, luksusem. Dziewczyny słuchają w napięciu. w końcu dzwoni ci telefon w kieszeni i zastanawiasz się: odbierać? Nie odbierać? To nasi starsi koledzy kręcą te laski. Rzucają pieniędzmi na lewo i prawo. Stawiają drinki. Pyta pan, czy chcieliśmy tak żyć. Bardzo! To było fajne".  - źródło cytatu: 300polityka.pl/news...

niedziela, 17 kwietnia 2016

konsumpcja włada światem i nic poza nią nie ma znaczenia

Dzisiejsze metody produkcji są odpowiedzią na wielkość produkcji fast foodów, która obejmuje coraz szerszy zasięg od lat 50-tych XX wieku. Zysk zaczął liczyć się dużo bardziej niż zdrowie konsumentów oraz ludzi pracujących przy taśmach w wytwórniach. O niehumanitarnym traktowaniu i zabijaniu zwierząt nawet nie wspomnę. Dokumentalny film 'Food, inc' bez ogródek ukazuje przekleństwo dzisiejszego świata, w którym konsumpcja włada światem i nic poza nią nie ma znaczenia.

Szkodliwe konserwanty w żywności

Pisałem już kilka razy o tym, że każdy kto chce być zdrowy i szczęśliwy powinien czytać skład kupowanych produktów. Dziś postanowiłem umieścić w jednym poście linki do kilku wartościowych artykułów, które opisują dodatki chemiczne, które producenci dodają do żywności.


1. Czekolada - konserwant E476:
Wiele osób, w tym ja lubi zjeść czasem troszkę gorzkiej czekolady. Niestety wiele czekolad w swoim składzie poza lecytyną sojową ma konserwant zwany E476. Jest to szkodliwy dodatek chemiczny, który może doprowadzić do powiększenia wątroby i nerek, a nawet może wiązać się z ryzykiem trwałego uszkodzenia wątroby i nerek. Więcej informacji na ten temat znajdziecie w tym artykule: http://kobieta.onet.pl/zdrowie/jak-wedel-tlumaczy-sie-z-dodawania-do-czekolady-polirycynooleinianu-poliglicerolu/4g888




2. Jogurt truskawkowy bez truskawek:

"Przyjrzyjmy się, jaki skład mają popularne serki, reklamowane jako źródło energii, wapnia, witamin i innych składników odżywczych potrzebnych każdemu rozwijającemu się dziecku. Oprócz wapnia (warto zaznaczyć, że przy zrównoważonej diecie nie ma potrzeby wprowadzania dodatkowej ilości wapnia), cukru (w jednym jogurcie mogą być go nawet 3 łyżeczki), występują jeszcze:

sztuczne wsady owocowe – owoce w jogurtach mogą być naturalne (np. w jogurcie truskawkowym), ale w większości są to substancje wzbogacone o barwnik i aromat imitujący konkretny owoc (np. w jogurcie o smaku truskawkowym); wsady mogą zawierać także cukier lub szkodliwy syrop glukozowo-fruktozowy;

aromaty i barwniki – smak i wygląd jogurtu jest najczęściej wynikiem dodania sztucznych związków chemicznych: smakowych (np. waniliny zamiast naturalnej wanilii w jogurcie waniliowym) i barwiących (imitujących kolor konkretnego owocu)" - więcej informacji znajdziesz w tym artykule: http://dziecisawazne.pl/chemia-w-zywnosci-lista-szkodliwych-e/




3. Tabela ze szkodliwymi dodatkami do żywności
W tym punkcie chciałbym Wam polecić stronę, na której znajdziecie tabelę z konserwantami (tzw. E dodatkami), które producenci dodają do żywności. Każdy kto chce być zdrowy powinien się zapoznać z informacjami zawartymi w tabeli: http://www.wegetarianie.pl/htmlp-10.html


4. Film, który pokazuje jak szkodliwe są konserwanty



5. Jakie są konsekwencje spożywania żywności wysoko przetworzonej? 
Poniższy film jest krótki i merytoryczny. Dlaczego ludzie chorują na raka? Dlaczego warto jeść żywność ekologiczną? 



piątek, 8 kwietnia 2016

Pierzga pszczela



Miód jest najzdrowszym i najbardziej znanym produktem pszczelim. Niestety ludzie często kupują miód sztuczny, który jest szkodliwy i często poddawany dekrystalizacji (podgrzewany i poddawany ponownemu upłynnieniu). Niewiele osób ma świadomość tego, że miody dostępne w marketach są po prostu szkodliwe i sztuczne. Prawdziwy, zdrowy miód można kupić bezpośrednio od pszczelarza, czasem na targu albo w sklepie z żywnością ekologiczną. Zwracajcie uwagę na napisy na etykietkach i kupujcie tylko prawdziwy miód. Pomimo niepodważalnych walorów prozdrowotnych miodu nie jest on najskuteczniejszym z produktów pszczelich. Jeszcze zdrowsza, lepsza od miodu jest pierzga pszczela, której postanowiłem poświęcić dzisiejszy artykuł.
Pierzga pszczela powstaje w wyniku procesu fermentacji mlekowej obnóża, a jej granulowa forma jest łatwo przyswajalna przez organizm. Procesy, które zachodzą podczas powstawania (fermentacji) pierzgi są podobne do kiszenia ogórków lub kapusty. Pierzga zawiera witaminy z grupy A oraz B (B1, B2, B6, B12), C, D, E, P i PP. 


Poza witaminami pierzga pszczela zawiera pierwiastki takie jak: potas, żelazo, selen, magnez, miedź, krzem, chlor, siarka, mangan.

       Pierzga pszczela jest mieszanką miodu, mleczka pszczelego oraz pyłku kwiatowego, który jest magazynowany przez pszczoły w komórkach plastrów woskowych. Pierzgę powinny jeść osoby z niedokrwistością, chorobami jelit, nadciśnieniem, chorobami układu nerwowego, cukrzycą. Pierzga jest doskonała dla osób, które ciężko prasują i są zestresowane, w stanie wyczerpania psychofizycznego oraz w okresie rekonwalescencji po przebytych chorobach i zabiegach operacyjnych.

      
Warto dodać, że (poza już wymienionymi) pierzga pszczela jest źródłem witaminy Koraz kwasu mlekowego. Witamina K jest bardzo ważna, a jej brak powoduje zapalenie przewodów pokarmowych oraz schorzenia wątroby i układu sercowo-naczyniowego. U osób z niedoborem witaminy K występuje też zmniejszenie krzepliwości krwi (Hemofilia), niedokrwistość, żółtaczka, nadciśnienie, celiakia. Poza pierzgą pszczelą bogatymi źródłami witaminy K są: jarmuż, szpinak, brukselka, rzeżucha, koper, kalafior.


       Witamina PP:
       Wspomniałem już, że jedną z witamin, w które bogata jest pierzga pszczela jest witamina PP. Jej niedobór powoduje różne choroby skóry (trądzik, egzemę, łuszczycę), alergie astmatyczne (astmatyczny kaszel w okresie wiosennym), zawroty głowy i bezsenność. Poza pierzgą pszczelą bogate w witaminę PP są: drożdże piwne, podroby, pietruszka, ziemniaki, otręby pszenne, kakao, orzechy włoskie, fasola.


Wpływ pierzgi pszczelej na ludzki organizm:
- zapobiega negatywnemu wpływowi stresu;
- zwiększa odporność organizmu, usprawnia działanie układu immunologicznego;
- wzmacnia układ nerwowy, zapobiega depresji;
- reguluje przemianę materii (przyczynia się do przywrócenia regularnych wypróżnień – człowiek powinien się wypróżniać każdego dnia, a stolec nie może być zbyt twardy lub zbyt miękki, wypróżnianie nie może sprawiać bólu).
- zwiększa liczbę czerwonych krwinek oraz poziom żelaza (zapobiega anemii) 


      

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Empatia dla osób grających w gry komputerowe

W artykule, który zatytułowałem „Człowiek XXI wieku – Homo Internetus” pisałem o różnicach między młodym, skomputeryzowanym pokoleniem oraz pokoleniem rodziców i dziadków (pokoleniem PRL-u), którzy często nie potrafią założyć własnego maila i wykonać najprostszych czynności związanych z obsługą komputera. Dziś chciałbym w pewnym sensie rozwinąć ten temat.
          Zauważyłem, że wielu rodziców bardzo często potępia swoje dzieci za to, że siedzą długo przed komputerem. Kiedyś byłem świadkiem jak pewna mama krzyczy na swoje dziecko za to, że gra w grę, zamiast poczytać książkę albo zagrać w szachy, co w jej mniemaniu jest bardziej godne osoby inteligentnej. Chłopiec ten grał w Civilization V na poziomie „bóstwo” i radził sobie doskonale. Pogratulowałem jego mamie tego, że ma inteligentne dziecko, które jest doskonałym strategiem i radzi sobie w tej grze lepiej niż ja. Kobieta patrzyła na mnie i nie wiedziała co powiedzieć. Ja absolwent renomowanego uniwersytetu, nauczyciel mówię z poważną miną, że jej dziecko jest inteligentne, chwalę za to, że gra w gry. Kobieta miała minę tak bardzo zaskoczoną, że do teraz nie potrafię jej zapomnieć. 

          Znam wiele podobnych przypadków. Młodzi ludzie grają często w gry, które są naprawdę wymagające intelektualnie. Czasem gra skłania do czytania książek. Sam lubię grać m.in. w Diablo3 i kupuję książki z tej serii. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Diablo jest grą łatwą, która nic nie wnosi do życia. Prawda jest jednak taka, że prawdziwi fani nie tylko czytają książki, ale piszą czasem swoje opowiadania, których fabuła jest osadzona w świecie gry. Właśnie patrzę na książkę „Diablo. Wojna Grzechu – księga trzecia – fałszywy prorok”, którą obecnie czytam i zastanawiam się, czy pokolenie rodziców i babć kiedykolwiek zrozumie, że to oni mają problem i to oni nie pasują do obecnego świata. Ludzie ci nawet nie pojmują, że to, czego uczono ich w epoce PRL-u nie ma już racji bytu… Epoka przemysłowa minęła, a Gierek i PGR-y już nie wrócą. Kiedy to do was dotrze?




 Jeśli chodzi o mnie to gram jeszcze w „Tribal Wars2” i podczas pisania tego artykułu „farmię” słabych sąsiadów oraz wioski barbarzyńskie, rozmawiam też z sojusznikami na forum. W tym samym czasie w moim pokoju gra telewizor, w którym najpierw oglądałem program „Woronicza 17”, potem w tvn24 program „Kawa na ławę”, a teraz leci „Loża prasowa”. Potrafię tak robić, ponieważ zaliczam się do pokolenia homo Internetus. Mówiąc prościej mam podzielność uwagi, która cechuje nowoczesne pokolenie (homo Internetus). Kiedy pracowałem w szkole zauważyłem, że wielu z moich uczniów też tak potrafi. Niektórzy byli zdolni zanotować notatkę, którą podaję i w tym samym czasie wyciągnąć smartfona i przeczytać najnowsze nowinki dotyczące polityki oraz tematu lekcji. Starzy nauczyciele z pokolenia PRL-u zawsze się złościli na uczniów, którzy tak robią, a ja to rozumiałem, wiedziałem, że ci młodzi ludzie tak jak ja zostali ukształtowani w erze Internetu i komputeryzacji. 



O co mi chodzi?
Zanim mnie skrytykujesz albo pochwalisz chcę żebyś wiedział (-wiedziała), o co mi chodzi. Otóż pisząc jakiś czas temu artykuł „Człowiek XXI wieku – Homo Internetus” oraz pisząc dzisiejszy post miałem i mam jeden cel. Chciałbym zwrócić uwagę jak największej ilości osób na to, że osoby starsze traktują bardzo często dzieci i młodzież w sposób niesprawiedliwy. Osoby starsze często nie chcą zrozumieć jak ważny jest Internet i nowoczesne technologie. Zamiast tego wolą ciągle wspominać jak pięknie było w epoce Gierka i jak straszna jest obecna młodzież: „nic pożytecznego dzieciaki nie robią tylko siedzą i grają w te gry”, „Nie siedź tyle przed komputerem…” itp. itd. powtarzają tego typu słowa aż do znudzenia.

Wy przedstawiciele pokolenia wychowywanego w socjalizmie (PRL-u) musicie zrozumieć, że w naszych czasach (w XXI wieku) przetrwają te dzieciaki, które od najmłodszych lat miały kontakt z komputerami, Internetem, telefonami komórkowymi, tabletami, smartfonami itp. W XXI wieku wszystko kręci się dookoła nowoczesnych technologii. Starsze osoby kreują się na takie genialne i porządne, a jak przyjdzie, co do czego to proszą dzieci o pomoc w założenia maila lub konta w banku, nie potrafią samodzielnie dokonać elektronicznego przelewu. Powiem więcej przedstawiciele starszego pokolenia bardzo często nie potrafią nawet włączyć komputera. Niestety, kiedy uczyłem w szkole średniej i podstawowej ze smutkiem stwierdziłem, że starsi nauczyciele też odstają jeśli chodzi o nowoczesne technologie. Kto, jak kto, ale nauczyciel powinien cały czas się rozwijać.

Moim zdaniem gry komputerowe są wspaniałe i pozytywnie wpływają na rozwój młodych osób. Pamiętam jak w latach 90-tych XX w. grałem na Amidze500 m.in. w „Colonization” i „Legion”. Pisałem o tym nawet na tym blogu.  Z drugiej strony u kolegi grywałem na Commodore64. Potem dostałem od rodziców swojego pierwszego PC-ta. Ach to były czasy Windows95, a potem Windows98. Pamiętam też straszne systemy takie jak Windows2000 i Windows Milenium. Najlepsze było to, że w latach 90-tych nikt nas nie prowadził za rączkę. Z kolegą sami znosiliśmy do swoich domów kompy i łączyliśmy je w sieci żeby zagrać wspólnie, np. w Diablo2. Sami formatowaliśmy kompa jak Windows padł, a kiedyś często padał więc format, co-2-3 miesiące był czymś normalnym. Modemy do Internetu, który blokował rozmowy telefoniczne, karty sieciowe, karty graficzne, karty dźwiękowe, wszystko montowaliśmy sobie sami. Kontakt z komputerami  i grami od najmłodszych lat sprawił, że dziś mając 30 na karku rozumiem bardzo dobrze osoby młodsze oraz lepiej radzę sobie w życiu.

Gry komputerowe miały na mnie bardzo duży, pozytywny wpływ. Weźmy np. grę Baldur's Gate, która rozbudziła moją wyobraźnię bardziej niż książki z gatunku fantasy. Grając w Baldursa nie tylko się świetnie bawiłem, ale też musiałem dużo czytać (dialogi w grze, różne książki, które można było znaleźć zwiedzając świat gry). No ale każdy, kto był wówczas dorosły mówił mi „ucz się, nie graj w te gry bo one ci nic nie dadzą”.  Kiedy czytałem książkę fantasy albo S-F to dorośli byli zadowoleni, bo widzieli, że coś czytam. No, ale kiedy grałem w Baldur's Gate, X-COM: Apocalypse, Gorky17 lub inną grę to zawsze mówili, żebym nie grał w gry.

Dziś niestety jest tak samo. Teraz jestem dorosły, samodzielny i nikt mi nad głową nie truje ale widzę, że obecni rodzice (ale ci starsi niż ja, bo moje pokolenie obecnych 30 -latków jest skomputeryzowane) dalej nie rozumieją, że granie w gry jest dobre i wpływa pozytywnie na rozwój dzieci.

Czy osoby starsze już do końca życia pozostaną takie zaślepione? Czy dla osób ukształtowanych w PRL-u nie ma już ratunku? Zapraszam do dyskusji i zachęcam do pozwalania dzieciom na granie w gry. 




piątek, 1 kwietnia 2016

Człowieku uzdrów się sam



Ludzkie ciało może się samo uzdrowić, a mechanizm tego uzdrawiania (samoleczenia) jest łatwy do zastosowania. Jedyną przeszkodą jest brak wiary oraz wiedzy chorego o tym jak działa organizm człowieka. Miażdżąca większość osób chorych myśli, że najważniejsze podczas leczenia różnych chorób jest łykanie tabletek, branie zastrzyków itp. Niewielu z nich ma świadomość, że o wiele ważniejsze jest to czy potrafią cieszyć się życiem, są optymistami, stosują pozytywne afirmacje i potrafią kochać.

Musicie wiedzieć, że ciało każdego człowieka dysponuje zadziwiającymi mocami, dzięki którym może on się sam wyleczyć praktycznie z każdej choroby – tak uważam i szczerze wierzę w to, co piszę. Jeśli mi nie wierzycie to zachęcam Was do przeczytania artykułu pt.: „Zagadka odporności. Samoleczenie – tajemnicze siły organizmu”. Artykuł ten znajdziecie w czasopiśmie Sekrety medycyny (wydanie specjalne nr 2/2016 MARZEC-MAJ, str. 91). Oto jego fragment:
No chłopaki! Czas na was! Biorę was do reki, wkładam do ust, popijam szklanką wody i zapewniam wam w ten sposób kolejny dzień pracy, w ciągu którego znowu wykonacie kawał dobrej roboty. Już się cieszę na myśl o jej wynikach! Tak przemawia do swoich tabletek Dan Moerman. Nie jest szaleńcem ani fanem praktyk ezoterycznych, lecz kierownikiem jednego z najciekawszych projektów badawczych w historii medycyny. Moerman to antropolog i badacz placebo na Uniwersytecie Michigan w USA. Najważniejszym obiektem analiz jest dla niego jego własne ciało i to, jak za pomocą myśli można je skierować na drogę prowadzącą do wyzdrowienia. Moerman łyka tabletki składające się z niezawierającego żadne substancji czynnej cukru, namawiając je do działania, by w ten sposób sprawić, że rzeczywiście poskutkują (…)”. Jest to tylko fragment zacytowany z Sekretów medycyny.  Ciekawy prawda? Moim zdaniem takie podejście jest trafne. Wszak słynny Paracelsus powiedział „Nie ważne czy przedmiot twojej wiary będzie prawdziwy, czy nie i tak uzyskasz te same wyniki”. Wiara w zdrowie, w szczęście, w sukces jest podstawą szczęśliwego życia. Wie to każdy, kto czyta mojego bloga lub czytał książki takie jak „Potęga podświadomości” (Joseph Murphy) albo „Przebudzenie” (Anthony de Mello). Wiedzą to też ci, którzy oglądali film „Sekret”.




Dowody naukowe…
Nasze myśli mają wpływ na nasze zdrowie. Zapamiętajcie moje słowa. Nienawiść, zazdrość, pogarda, obrażanie kogokolwiek, negatywna energia, stres itp. szkodzą wam i tylko wam. Weźmy np. ludzkie serce, czy wiecie, że jest ono podatne na stres? Stres sprawia, że wytwarzają się białka CRP, które mogą przyczynić się do choroby serca. Taka sytuacja: Nie lubisz kogoś, obgadujesz tą osobę, planujesz jak jej zaszkodzisz… i co? Takim negatywnym działaniem szkodzisz tylko sobie, stresujesz się, niszczysz swoje zdrowie. Przestań nienawidzić, uwolnij się od wszystkiego co złe, a staniesz się osobą zdrowszą i szczęśliwszą.  To naprawdę jest takie proste!
We wspomnianym prędzej artykule z Sekretów medycyny znajduje się jeszcze taki fragment: „Czy nasze serce może się samo naprawić? Tak, ale pod jednym warunkiem: musimy unikać stresu. Wzrost produkcji adrenaliny powoduje bowiem wzrost ciśnienia krwi i przyspieszenia akcji serca. Ponadto obniża on poziom tzw. immunoglobulin (lgA), które stanowią pierwszą linię obrony układu odpornościowego przed infekcjami”.

Zastanów się przez chwilę nad otaczającym cię światem. Są ludzie, którzy żyją z ciężka chorobą przez wiele lat, SA tez tacy, którzy z tą samą chorobą nie potrafią przeżyć kilku miesięcy. Co ich odróżnia? Moim zdaniem kluczem jest to jak żyją. Nie tylko ich dieta, ale też (albo przede wszystkim) ich myśli. Ci, którzy się nie poddali, nie załamali, ci, którzy pozostali optymistami wierzącymi w uzdrowienie żyją dłużej. Kluczem jest umiejętność cieszenia się życiem, kochanie innych ludzi, bycie dobrym człowiekiem. Nie bez powodu mówi się, że „optymiści żyją dłużej”.


Podobne artykuły: 


Optymizm, wiara i cuda, które zmienią Twoje Życie

Medycyna psychosomatyczna. Czy uczucia mają wpływ na nasze zdrowie?

 



Popularne artykuły